Z okazji końca sierpnia

Już dwa tygodnie minął jak żadnej notki nie wstawiłem. Jakoś nie lubię pisać wymuszenie, a a potrafię, zresztą, jak chyba sporo osób po szkole, kiedy to pisało się różne dziwne wypracowania na tematy całkiem abstrakcyjne. Dzisiejsza notka będzie – powiedzmy moim wkładem na jutrzejszy dzień blogowania czy coś takiego, zajrzyjcie na sąsiednie wpisy, jeśli kogoś to ciekawi.

Właściwie to miałem sporo tematów do opisania. No i mam nawet szkic na ukończeniu. Czemu więc nic nie piszę? Po części przez lenistwo, a po części przekonanie, że nie byłoby to dobre notki. Oto i ich krótki opis:

Pierwsza miała być o – jak to nazywam – kulcie Google. Jakoś tak niektórzy ludzie dziwnie reagują na tą wyszukiwarkę. Może ja tak nie robię, bo jako informatyk, jestem w stanie (w dużym zarysie) zrozumieć zasadę działania Google i wiem też do czego ta “strona” służy. Jakoś nie rozumiem ludzi, którzy przez “google” rozumieją synonim słowa “Internet”, albo tego, że mawiają: “tam są odpowiedzi na wszelkie pytania“. Nie, tam ich nie ma, tam są tylko linki do zaindeksowanych stron, które zawierają pewne słowa kluczowe z zadanego przez nas pytania. Nie zawsze to oznacza otrzymanie strony z odpowiedzią, czasami wprost przeciwnie, ale widać niektórym to nie przeszkadza. Nie tak dawno ktoś na Joggerze pisał cykl notek o tym, jak prawie się dostał do pracy w Krakowskiej filii tej firmy. Jak on to przeżywał… no cóż – tak bywa, wiele świata widać nie widział, dorośnie kiedyś. Tak, tak, możecie sobie pisać, że to przez zawiść tak piszę – ale nie bardzo, ja tam jakoś o pracy w Google nie śnię.

Ktoś zapyta skoro nie Google, to czego ma używać? No i teraz wiecie, czemu nie napisałem tej notki. Sam korzystam z tej wyszukiwarki, nawet z ich poczty, odpuściłem sobie co prawda te wszystkie pierdułki jako jakieś tam Pikasso, czy iGoogle, może jak kiedyś znajdę jakąś dobrą wyszukiwarkę, ewentualnie przeczytam książkę “Google story”, skrobnę coś więcej na ten temat.

Druga notka, właściwie to miała być komentarzem do pewnego bloga, też z Joggera, którego autor jak zaznacza w opisie swojego dzieła, wśród dziwnie dobrych kolorków, nie lubi “linuksiarzy”. Czemu więc nie zmieszałem z błotem tego nieszczęśnika? A bo zauważyłem ile on tych komentarzy ma. Doszło do mnie, że jednak taki dość wysublimowany gatunek trola, który liczy na “komcie” dzięki szerzeniu jakiś dziwnych poglądów. Tutaj pewnie ktoś zacznie gadać o wolności słowa itp. Ta… czy ja mu zabraniam? Nie. Niech sobie pisze radośnie z tej swojej Visty, czy co on tam ma, systemu w każdym razie “graficznego“, o którym “słyszał przeciętny internauta“. nie wiem na co on zresztą liczy, że mu Bill Gates zapłaci, że dostanie trochę resztek z pańskiego stołu, że będzie przezeń pogłaskany? Albo ciekaw jestem co zrobi, jak mu się komp zacznie sypać i nagle poczuje potrzebę przejścia w tryb konsoli, aby ratować zasoby swojego dysku, wtedy pewnie pomyśli, że system, który może pracować bez grafiki byłby lepszym wyborem. No ale dość o tym i o nim. Tak nawiasem, jeśli by to przypadkiem czytał, to mogę mu oddać tytuł tego bloga (tj.: “Uczta grafomana” – na wypadek jakbym kiedyś zmienił) – tak z uznania.

No, może nie jest to pięć blogów, jakie miałem wskazać (o ile dobrze zrozumiałem idee jutrzejszego święta). Nie wskazałbym ich choćbym chciał, jak na razie nie mam swoich ulubionych blogów, a i inne czytam z rzadka – te które się pojawią w RSSie. Oczywiście gdzieś po bookmarkach mam linki do niektórych, ale to linki do konkretnych notek, zwykle technicznych. Pozdrawiam.

PS.: Tak. Celowo nie zamieściłem tutaj linków do omawianych przeze mnie stron i blogów.