Olać Connana, dajcie kontynuacje Dreamfall!

Dorwałem, nie tak dawno – o czym niżej, kolejną część “Najdłuższej podróży” (“The Longest Journey: Najdłuższa podróż“) – noszącej tytuł “Dreamfall“. Tytuł ten powinien być znany wszystkim fanom przygodówek, nawet jeśli patrzą na niego jak na kolejny kamień na kurhanie gatunku (nie przesadzajmy, jeszcze się pokazują “czyste” przygodówki).

Dla tych który go nie znają, podpowiem, że warto zagrać wcześniej w pierwszą cześć tej gry. Choć, w Dreamfall to nie April gra pierwsze skrzypce i nie mogę oprzeć się wrażeniu, że znalazła się tam na siłę, jak zresztą cała Arcadia, być może kolejne części tej gry rzucą nieco światła na powiązania tych miejsc. Dreamfall ma jeszcze wiele innych cech jakimi się odróżnia od poprzedniczki.

Pierwsze co się rzuca w oczy to grafika 3D i sterowanie. Sterujemy klawiaturą, wspomagając się myszką… paskudne przyznam, ale jakoś przebolałem. Inna sprawa, to że gra ukazała się też na Xbox 360 – może to świadczyć o mojej ignorancji – gdyż żadnej konsoli nie posiadam – ale jak słyszę “gra na konsolę” to od razu myślę, o zręcznościówka, albo nasuwa mi się coś o niedzielnych graczach. W sumie nie wiem, skąd mi się to wzięło, to pewnie echa po Fallout 3.

Niestety Dreamfall jest grą zręcznościowo-przygodową (jakoś ani to, ani to nie przeważa), w którym “zagadki” są dla niedzielnych graczy. Nie stanowią one wielkiego wyzwania. Elementy zręcznościowo zresztą też. A bym zapomniał, tymi elementami jest walka – na szczęście nie ma tu żadnego skakania, które czynnie zależy od gracza. Zoë ćwiczy samoobronę, April działa w partyzantce, a Kian jest Apostołem (znaczy, że nawraca niewiernych… mieczem). Walki też można często uniknąć, dzięki skradaniu się (kolejny element ciut zręcznościowy), lub rozwiązywaniu zagadek. Wymieniłem trzy imiona, są to imiona bohaterów jaki przyjdzie nam kierować. Ale można do tego dodać jeszcze epizod z Brainem Westhousem, oraz pająkiem – robotem ochronnym.

Fabuła jest liniowa, ale w pewnym niewielkim stopniu możemy decydować czy przejdziemy prawą stroną pobocza, czy może też lewą, albo i środkiem. Nie mniej jednak zawsze dojdzie się w to samo miejsce. To gra decyduje kiedy przychodzi nam grać daną postacią. Każda z nich trochę inaczej, charakterystycznie dla siebie, patrzy na świat, co jest nawet zabawne:) kiedy komentują te same miejsca, czy sytuacje. Jest nawet w grze moment, w którym kontrolujemy “na raz” obie rozmawiające ze sobą postaci. A właśnie, w Dreamfall ułatwiono wybór dialogów, określamy nie dialog, a temat jaki bohaterka (bohater), lub nastawienie jakie ma przyjść nasza podopieczna (podopieczny).

I jeszcze jedno. Dreamfall to w zasadzie opowieść, spotkałem się nawet z określeniem “dialog”, tak naprawdę, bardziej niż graczem, jesteśmy tu widzami – czy też może lepiej odpowiedzieć “odbiorcami”, a przedstawiona historia jest świetna…. i krótka. Miał rację ten kto określi ją mianem najkrótszej najdłuższej podróży.

Na zakończenie, nieco o zakończeniu. Przyznam, że jak je zobaczyłem, to szybko wyłączyłem grę i pospiesznie zajrzałem do solucji, żeby sprawdzić co zwaliłem. Ale nie – ta gra tak właśnie się kończy. Trudno o większą zachętę do wyczekiwania na kolejną część, której wciąż nie ma!

Jak wyczytałem na stronie gry, studio Funcom skupia się na grach takich “Age of Conan” i “The Secret World”. Nie pozostaje mi nic innego, jak skomleć cicho na blogu:

Olać Connana, dajcie kontynuacje Dreamfall!

Windows – nie dla idiotów(?)

Wielbiony przez rzeszę “nie widzących dalej jak kawał kiełbasy” ludzi system operacyjny przypomniał mi po raz kolejny czemu tak rzadko z niego korzystam.

Poszło o wyszukiwanie plików, system Windows XP nie był wstanie znaleźć pliku na podanej partycji, o podanej nazwie, pomimo iż plik na owej partycji był.

Nie, nie podałem nieprawidłowej nazwy, zresztą szukałem też potem wszystkich plików o podanym (poprawnym) rozszerzeniu (znalazł mi on kilka innych plików tego typu). Zwiększyłem też obszar poszukiwań na cały system, a samo szukanie powtórzyłem kilkakrotnie. Pliku nie odnaleziono.

Ale plik był. Dokładnie na tej partycji którą wskazałem, miał podaną nazwę i podane rozszerzenie. Jest mi ktoś w stanie wytłumaczyć?

Dobrze chociaż, że wywaliłem zawczasu tego pieska:) Choć, jak boleśnie się dzisiaj przekonałem wyłączyłem najbardziej użyteczną część narzędzia jakim jest wyszukiwanie plików.

No więc znawcy Windowsów, cóż źle zrobiłem? Nie chwaliłem Billa Gatesa dostatecznie dobrze, czy może posiadam szatańskiego Linuksa, który przeszkadza aurze Windowsa?;)

Rocznica tego Joggera

No, to już roczek. Aż rok. Dla ścisłości dodam, że rocznica pierwszego wpisu (i założenia). Dotyczył on tego, jak to powodowany ciężkimi warunkami sesyjnymi postanowiłem założyć własnego Joggera

Rok po tych wydarzeniach, jestem jeszcze przed sesją – mam dopiero jutro jakiś egzamin – trzeba by zajrzeć do materiałów i się nieco pouczyć, co nie?:) Ale to nie egzaminy mnie martwią. Nie mniej jednak, dziś nie o tym.

Trochę statystyk: ten wpis jest 39, a skomentowało mnie w sumie 177 razy. Z czego, tylko nad dwoma komentarzami zastanawiałem się, czy ich aby nie wywalić. Co do wpisów, to rozważałem wyrzucenie niektórych, ale jakoś wszystkie dalej są. Może kiedy indziej. Nie bardzo wiem ile wpisów nie napisałem, a chciałem, a z różnych powodów zrezygnowałem – podejrzewam, że niektórzy mogli by mi tu za to podziękować:P

Przyszłość? Człowieku, nie teraz! sesję mam!