10.000 BC

Nie wiem co mnie naszło, żeby to obejrzeć, ale przynajmniej jest temat na notkę. Zapraszam:

Fabuła opowiada o losach pewnego myśliwego i jego pobratymców. A… dzieje się, zgodnie z tytułem 10 000 lat temu – czyli nie jako w końcówce zlodowacenia, miejsce? Afryka zapewne. Główny bohater, to jak wspomniałem myśliwy, on i jego współplemieńcy – Yagahlowie – polują sobie na mamuty, nazywane tutaj pieszczotliwie – Manoki. Niestety tą radosną sielankę przerywa pojawienie się dziewczynki z niebieskimi oczyma, która zsyła na lokalną szamankę wizję najazdu czworonożnych demonów, końca plemienia i jednocześnie początku nowego, ale to w przyszłości. W miedzy czasie nasz protagonista musi zadbać o swoją wyjątkowo nadszarpniętą pozycję społeczną w plemieniu, ubiegać się o względy swojej przyszłej pani – tak, zgadza się, niebieskookiej i takie tam. No, ale tutaj na razie dość.

Uwaga: SPOJLERY

Zostaliście ostrzeżeni. Trochę słyszałem o tym filmie, przed jego obejrzeniem. Głównie o tym, jaka to spora dawka patosu i itp. No i opinie były te całkowicie prawdziwe, ja sam musiałem co pewien czas pauzować film, nie wyobrażam sobie jakbym wytrzymał w kinie. Przez jakieś pół filmu kojarzył mi się on z baśnią. Taką spamiętaną z dzieciństwa, o synu chłopa, rybaka etc, którego dobroć, szlachetność itp pozwala mu na końcu stać się księciem. Dosłownie w scenie z szablastozębnym spodziewałem się, że w tym zbliżeniu, to kot wypali jakiś tekst w stylu “za Twą dobroć i szlachetność dzielny myśliwy pomogę Ci, kiedy będziesz ego potrzebować“. Kot co prawda nic nie powiedział, ale zrobił co trzeba w odpowiednim czasie.

Druga część filmu kojarzyła mi się z innym filmem – Stargate (filmem, nie serialem). Czemu? Ot, niewolnicy w pocie czoła budujący piramidy na rozkaz boga, który podobno pochodzi z gwiazd (albo przypłyną z Atlantydy, mniejsza z tym). Brakowało mi tylko chodzących tu i tam Jaffa, no samych wrót. Nie wiedzieć czemu też, pewne motywy (długie paznokcie i kolczyki(?) dostojników) przypomniały mi o filmie Rapa Nui.

Trzeba by teraz podsumować… ta cała bajkowość, patos (scena kiedy odkrywają blizny dziewczyny i te słowa “myśliwy już wyruszył!“), te sceny w których ja wiem, co się stanie (np.: ostatnie chwile tego całego boga, ja wiedziałem, że on rzuci tą włócznią, potem już zastanawiałem się czemu jeszcze tego nie zrobił) i w ogóle… no cóż dobrze się to oglądało, czysta nie skalana wyższą myślą rozrywka. Ale tylko na jeden raz.

3 thoughts on “10.000 BC

  1. E tam, szczegóły – jak dla autorów tego dzieła, to obojętne kiedy. Jeśli się tak czepiać, to powinno być 8000 lat temu (udomowienie koni), albo jakieś jeszcze mniej lat temu – żegluga czy same piramidy.

    Like

Comments are closed.