Pozdrowienia z Zony

No, skończyłem grę “S.T.A.L.K.E.R. Czyste Niebo” – wcześniej – dużo wcześniej – “S.T.A.L.K.E.R. Cień Czarnobyla“, dla którego “Czyste Niebo” jest prequelem. Podobno szykują część trzecią – jeszcze nie wiem, jak się miała do swoich poprzedniczek, podejrzewam, że będzie to midquel – no, ale… pożyjemy, zobaczymy.

Jeśli nie wiesz, kim są stalkerzy, gdzie leży Zona, lub tylko nie grałeś w S.T.A.L.K.E.R. to możesz obejrzeć film, który mnie skłonił do zagrania lub poczytać moją poniższą i skromną recenzję.

Sztoto?

Obie gry powstały w pewnym ukraińskim studiu o nazwie GSC Game World. Obie też rozgrywają się w tym samym miejscu, w tych samych realiach bazujących (bardzo) luźno na nowelce “Piknik na skraju drogi” Arkadija i Borysa Strugackich. Obie to strzelanki (z pewnymi naleciałościami RPG), nastawione bardziej na chowanie się za zasłony, korzystanie ze snajperki niż na bezpośrednią walkę. W polskiej wersji ciekawą cechą jest lektor nałożony na rosyjską (czemu nie ukraińską? wstydzą się?) ścieżkę dźwiękową. Choć, jak podejrzewam, podyktowane to było koniecznością zmniejszenia kosztów (lektor, nie język rosyjski), to jednak brzmi świetnie. A.. i jeszcze jedno: w obu polujemy na niejakiego Streloka, widać dość popularna postać. Fabuła głównych wątków jest dość liniowa – zwłaszcza w Czystym Niebie, ale wątki poboczne w postaci krótkich misji lub związanych z wojnami frakcji są zupełnie dowolne. No i przez większość gry nikt nas do niczego nie pogania, możemy więc łazić sobie po Zonie dość swobodnie.

Zona.

Jak wspomniałem, to tam rozgrywa się akcja gry. Zona, zlokalizowana nie gdzie indziej, jak w tej Zonie – terenach i okolicach sławetnej elektrowni w Czernobylu, odtworzonej jak twierdzą autorzy, bardzo dokładnie. Żeby było ciekawiej, w owej Zonie występują dość licznie anomalie – miejsca, gdzie nie do końca obowiązują normalne prawa fizyki. Choć zwykle nieduże, występują grupami, w zależności od rodzaju mogą Cię zabić, unosząc kilka metrów i zgniatając, albo popieścić prądem itd… Anomalie jednak produkują artefakty. Nazwa może i nieadekwatna, ale chodzi o niezwykle cenne twory o ciekawych właściwościach. To właśnie one (i Spełniacz Życzeń) przyciągają do Zony całymi chmarami stalkerów. Zona to też miejsce zamieszkania licznych mutantów i … powiedzmy, że niewiele jest w stanie zdziwić jej mieszkańców – choć mnie zaskoczył widok ciała Waleriana (szefa jednej z frakcji) kilkanaście kilometrów od miejsca, w którym potem sobie z nim pogadałem i z którego w ogóle się nie rusza.

“Zgłaszajcie o wszelkich przypadkach stalkerstwa”

Zona bez stalkerów nie była by tą samą Zoną. A sami Stalkerzy to ludzie, którzy wylądowali w Zonie i próbują się wzbogacić poprzez sprzedanie znalezionych przezeń artefaktów. Niektórzy też żyją z okradania innych, co niekoniecznie się owym innym podoba. Z czasem połączyli się w różne frakcje, czasem walczące ze sobą. Gracz może się do niektórych z nich dołączyć.

Stalkerzy to prawdziwi twardziele. Śniadanie, obiad i kolacja to w zasadzie trochę chleba, konserwa i kiełbasa dietetyczna (w końcu o linię trzeba dbać), wszystko to popijają wódką lub lokalnym napojem energetyzującym. Nie zdziw się więc, że jak wpakujesz takiemu kilka kulek w głowę, to ten się otrząśnie i odda Ci ze swojego kałacha. Niektórych też nie ruszy to, że kolega obok został właśnie ustrzelony przez snajpera.

Jako ciekawostkę napiszę, że populacja Zony jest prawie w 100% męska (przynajmniej ta ludzka, nie wiem jak mutanty). Ledwo dwa razy w rozmowie możesz usłyszeć coś o kobiecie.

Czemu warto zagrać w grę STALKER?

Dla klimatu. Gra powstała na wschodzie, więc odczuwa się tu tą słowiańską aurę. Jest wódka, stalkerzy przygrywają sobie przy ognisku na gitarach, narzekają na wojskowych czy na Bandytów, albo na Powinność (jedna z frakcji). Sami wojskowi wcale nie są zachwyceni swoją obecnością w Zonie, więc niektórzy jak tylko mogą kombinują (jak wszyscy zresztą) – zdzierając np. łapówki za przejście… słowem – jest bardzo swojsko.

Sporo zabawy jest w wydobywaniu artefaktów z pól usłanych anomaliami, w takt skwierczenia licznika Geigera, gdzie prawie na oślep szukamy bezpiecznej ścieżki do artefaktu i z powrotem. Zwłaszcza w Czystym Niebie, gdzie dopóki do takiego nie podejdziemy, będzie niewidzialny (spokojnie, są detektory).

Niemniej emocji radości sprawia odnalezienie schowków, które porobili inni w wydrążonych pniach, starych skrzynkach itp. Ich lokalizację poznajemy poprzez przeglądanie PDA (każdy stalker ma swoje) poległych, możemy też wykupić ich lokalizacje. Tutaj należy pamiętać, że jest ona dwuwymiarowa, a przecież schowek może znajdować się na ziemi, nad albo pod nią – nie ma to jak wspinać się na szczyt komina tylko po to, żeby stwierdzić, że schowek jest jednak pod nim. Żeby nie było, nie traktuje to jako wadę, wprost przeciwnie.

Czas na wady

STALKER – zwłaszcza pierwszy powstawał dość długo. Były co do niego wielkie plany, jednak czas do premiery wydłużał się i wydłużał (chyba 5 lat w sumie), w końcu postawiono go wydać mimo tego, że wciąż dużo było niezrealizowane. Nie ma więc kilku rodzajów mutantów, mimo, że na oficjalnej stronie są trailery z ich udziałem, pojawiają się jako halucynację. Nie tylko faunę spotkało wycięcie z finalnej wersji gry. Usunięto niektóre tereny, możliwości. Te rzeczy są odkopywane teraz (właściwie były) przez moderów – jeśli ktoś polubi klimat STALKERa może sobie poszukać efektów ich starań i zainstalować. Co ciekawe sami twórcy udostępnili wersję, która jeszcze nie została tak bardzo pocięta, ale również nie jest też połatana.

Niestety jest jeszcze jeden wielki minus pospiesznego wydania: bugi. O ile w Cieniu Czarnobyla nie odczułem ich zbyt bardzo, to w Czystym Niebie co chwile coś się krzaczyło. A to bezgłośna burza ze słyszalnymi piorunami, dopiero po której zaczynamy słyszeć padający deszcz (choć już go nie widać), albo wspomnieć ten nieszczęśliwy skład na Wysypisku, który zdobyłem coś z pięć razy z wielkim trudem, bo po pierwsze oddział, który miał go zabezpieczyć, zaklinował się przy wejściu, a po drugie co chwilę chowała mi się broń. O padach gry, czy o tym, że po instalacji trzeba było wynaleźć najnowsze łatki, żeby w ogóle tą grę uruchomić, to już nie wspomnę.

Do innych wad należy brak możliwości swobodnego łażenia po terenie elektrowni, mieście Prypeci, czy mocne uproszczenie (nie można wchodzić do budynków i przechodzimy tylko przez kawałek miasta) Limańska. Te lokacje odwiedzamy pod koniec gry, gdzie jak to ujął jeden ze spotkanych najemników “odwala się tu regularna wojna“. Ciężko podziwiać widoki jak się wypatruje snajperów, oddziałów Monolitu (inna frakcja w grze), wojska i co chwile aplikuje sobie środki antyradiacyjne.

Apokalipsa

Tak nazywać ma się kolejna z serii. Jak na razie dostępna jest lista założeń i logo. Nie do końca jest w sumie pewne, czy ta gra się pojawi. No, ale jeśli chodzi o mnie, to wolałbym, żeby usprawnili i rozwijali to, co zakładali w dwóch pierwszych grach, a dopiero potem brali się za innowacje.

Podsumowanie?

Warto zagrać. Mimo wszystko.

3 thoughts on “Pozdrowienia z Zony

  1. @sl3dziu: czytałem – fajna książka, ale jak napisałem, gra jest baardzoo luźno na niej oparta.
    @jam łasica: ale wtedy jeszcze nie było Zony:) do kogo byś strzelał?:) Ale kto wie, może będziemy mogli wcielić się w jednego z pierwszych stalkerów 🙂

    Like

Comments are closed.