Star Trek (1966 – 1969)

Zbliża się polska premiera filmu “Star Trek”. Od około miesiąca można ten film obejrzeć na świecie (jak się domyślam, oznacza to USA). Ma podobno całkiem niezłe recenzje. Sam jeszcze ich nie czytałem, bo pewnie okaże się, że pisali je ludzie, którzy nie widzą za dużej różnicy między “Star Wars” a “Star Trek” – po co się załamywać?

Tak się akurat złożyło, że obejrzałem w końcu całe trzy sezony emitowanego od 1966 do 1968 serialu o nazwie: “Star Trek”. Później dostał on podtytuł “The Original Series” (w skrócie TOS). Ten właśnie serial zapoczątkował całe uniwersum Star Trek, które liczy sobie jeszcze jakieś cztery seriale (z różną ilością sezonów) i jedenaście (licząc ten najnowszy) filmów fabularnych, ale to tylko jeśli chodzi o tzw. kanon. Do tego trzeba by dodać kilka sezonów kilku serialów nieuznawanych za oficjalne, oraz sporą liczbę komiksów, książek i nawet ileś tam gier.

O ile TOS jest słabo znany w Polsce, nawet wśród naszych “Trekkis“, to zapewne sporo osób zna słowa “gdzie nigdzie nie dotarł żaden człowiek“, czy choćby tzw. “czerwone koszule” (ang. “redshirt” – fani LOST powinni kojarzyć), albo osobę Spocka (tak, to ten koleś z uszami). Czy tego chcesz czy nie serial ten odcisnął swoje piętno na popkulturze. Postaram się go więc poniżej nieco przybliżyć.

Z historią w tle

Jak już wspomniałem serial powstał w latach sześćdziesiątych poprzedniego wieku. W USA. Druga wojna już dawno się temu się skończyła, druga indochińska też. Za granicą żyli źli knujący, przeciw dobrym Amerykanom, Sowieci (i inni komuniści). W kraju gdzie wszyscy byli równi, a niektórzy nieco mniej. Nad telewizją wówczas czuwała opiekuńcza cenzura. W tych właśnie realiach Gene Roddenberry próbował przekonać swoją ówczesną wytwórnie do swojego pomysłu na nowy serial. Miał z tym nieco problemów, bo nakręcono aż dwa piloty (z różną obsadą). Po za tym, przekonywano go do wyrzucania tego “kolesia z uszami” (Leonard Nimoy jako jedyny aktor zagrał we wszystkich odcinkach TOS). Serial jakoś przeszedł, problemy jednak nie ustały.

Budżet

Był dość ograniczony. Dziś więc niektórych może śmieszyć poziom efektów, czy fakt, że dekorację były często wykorzystywane wielokrotnie w kilku zupełnie różnych odcinkach. Po za tym, te dekorację wcale nie były jakieś wymyślne. Żeby uniknąć kosztownej inscenizacji scen lądowania na obcych planetach powstał kojarzony już z ST teleport. Obce rasy rzadko kiedy były niehumanoidalne, w dodatku praktycznie nie różniły się zewnętrznie od ludzi – to tak zwany efekt prawa Hodgkina. Miało ono być wyjaśnieniem czemu obcy, ich historia i wygląd zewnętrzny nie różnią się tak bardzo od ludzi. A sprowadza się ono do stwierdzenia, że jeśli masa planety, atmosfera itp były podobne, to podobny będzie i rozwój życia na niej. A tak się złożyło, że Enterprise (statek flagowy Federacji) właśnie na takie się natykał. Było jeszcze kilka innych wytłumaczeń takiej mnogości humanoidów w galaktyce, także w innych seriach. Wracając do rekwizytów: pojazdy obcych często przedstawiane były jako kolorowe światełka, lub przeróbki pojazdów innych obcych spotkanych w wcześniejszych odcinkach.

TOS vs USA ’60

Serial był dość odważny jak na swoje czasy. Oto na samym mostku, służy w charakterze oficera komunikacyjnego, nie dość, że kobieta, to jeszcze czarna – Uhura. Za sterami Sulu – Japończyk (aktor George Takei był przetrzymywany w obozie dla internowanych w czasie II wojny światowej). Później obok niego zasiadł Pavel Checkov, Rosjanin, który nie pozwalał o tym fakcie zapomnieć – w dość humorystyczny sposób. Świat ST pokazywał utopijną wizję przyszłości, gdzie zniknęły wszelkie podziały pomiędzy ludźmi na tle rasowym czy narodowościowym.

Wizja kobiet w serialu też jest warta wspomnienia. Być może to w niej kryje się popularność serialu. W przyszłości niema nie atrakcyjnych kobiet. No i wszystkie są dość skromnie ubrane. Co czasem dziwi, np.: na zimniejszych planetach. Są też wyzwolone i wiedzą czego chcą. Tutaj jednak jest jeszcze druga strona medalu. W ostatnim odcinku serialu zasugerowano, że ludzkie kobiety nie zostają kapitanami. W całym TOS tylko raz pojawia się kapitan-kobieta. W dodatku mimo tego, że była Romulanką (rasa mocno kojarząca się z ukrytymi zamiarami, spiskami, szpiegostwem itp), to dała się omotać (miłośnie) – komu? Spockowi… miałem nadzieję, że to ona go omotuje, ale nie. Kobietą nie jest żaden lekarz (pielęgniarkami to i owszem). Pół biedy, że raz Uhura została przedstawiona z lutownicą (nie, nie poparzyła się nią). W późniejszych seriach wizerunek kobiet został poprawiony. A… tak właściwie to w pierwszym pilocie do serialu pierwszym oficerem była kobieta, tylko ten jeden raz.

Żigolo w służbie Federacji

A skoro już o kapitanach i kobietach. Nie sposób tu nie powiedzieć nieco o Kirku (gra go William Shatner). Jego młode losy będzie można (właściwie to już można) oglądać w nowym, wspomnianym już filmie. Kiedy pierwszy raz spotkałem się z nim, a było to w jakiejś książce, wziąłem go za kowboja, który być może dużo nie myśli, ale wie, gdzie są Stany Zjednoczone i zna ich kulturę. Tak go postrzegałem, do obejrzenia pierwszych odcinków TOS. Przekonałem się wówczas, że to krzywdząca opinia. Kapitan Kirk to postać ciekawa i z pewnością warta swojego fotela na mostku. Jeśli ciekawi Cię czemu, to proszę obejrzeć serial.

Być może to właśnie władza, a może aparycja Jamesa Tiberiusa Kirka sprawia, że nie ma on większych problemów z powodzeniem wśród pięknych i jeszcze skromniej ubranych przedstawicielek obcych cywilizacji. Jeśli nawet taka dziewczyna (kobieta, ale zawsze stanu wolnego) nie rządzi bezpośrednio, to i tak ma znaczący wpływ. Można więc śmiało założyć, że Kirk wykorzysta to podczas prowadzenia negocjacji;) Tylko w kilku odcinkach ktoś inny go w tym pełnym poświęcenia zadaniu zastępował (lub w ogóle musiał). Na trailerze zresztą mamy tego przedsmak, choć przestawionego ostrzej niż to było w TOS (ówczesna cenzura wszak czuwała, ale dawało się ją oszukać). Co jednak trzeba podkreślić, w sercu Kirka jest miejsce tylko dla jednej – Enterprise (przypominam, że w języku angielskim statki mają rodzaj żeński).

Kapitan Kirk miał wiele zasług i umiejętności, ale z mojego punktu widzenia zdolność “do zagadania komputera na śmierć“, którą z powodzeniem stosował w kilku odcinkach, była szczególną. Może trzeba by go zrobić patronem jakiejś szkoły informatyki?

TOS vs religia

“Star Trek: Następne pokolenie” był bardzo negatywnie nastawiony do religii. Była ona przedstawiona jedynie jako etap przejściowy w rozwoju cywilizacji, podobnie jak wojny czy nienawiść rasowa – przynajmniej w kilku odcinkach. W TOS nie ma aż tak ostrej krytyki religii. Bohaterowie często posługują się biblijnymi przypowieściami i powiedzonkami. Otwarcie uznają, że to Biblia jest podstawą ich kultury, ale jednocześnie nie modlą się, nie chodzą do Kościoła i jak to ujął sam kapitan Kirk: “ludzie nie potrzebują bogów“. Sami sobie w końcu poradzili. Zawsze ciekawi mnie opinia Kościoła na temat świata ST, ale jakoś nie spotkałem się z taką, widać pisanie o Harrym Potterze jest prostsze.

Dziurawy kolektyw

Tak się złożyło, że różne odcinki tego serialu robili różni reżyserzy (to akurat nie dziwi). Co czasem widać, bo występują rozbieżności, w jednym odcinku coś można, w innym nie. To widać zwłaszcza pomiędzy seriami, a już najlepiej chyba było to widoczne w “Star Trek: Enterprise”, najnowszy – jak na razie – serial z cyklu. W samym TOS mamy więc np.: dwie różne lokalizacje serca Spocka, lub kilka najtrwalszych znanych Federacji materiałów. Albo to, że raz Spock odczuwa jakaś emocję, a raz nie (bo to emocja) itp. Dziwne, że sam Nimoy nie zauważył.

Podsumowanie

Ten serial to kawałek historii swoich czasów. Ilustruje on postrzeganie przyszłości w latach 60tych, jak zwykle (dziś też tak to się postrzega), przyszłość ta zwykle nie wiele różni się od teraźniejszości, tylko technologia jest nieco bardziej rozpowszechniona i więcej potrafi. Serial nie jest bardzo naukowy, wierzono np. w możliwość opracowania idealnych przyrządów, lub możliwość zgłębienia całości wiedzy na dany temat. Nie sposób mu jednak odmówić pewnych walorów edukacyjnych, zwalczania stereotypów i uprzedzeń, czy inspiracji do zainteresowania się nauką (sam Martin Cooper przyznał, że zainspirował go “Star Trek”).

Dziś serial jest lekturą dla zapaleńców, fanów uniwersum Star Trek. Choć nawet dla nich może to być wymagające doświadczenie. Wiele rzeczy nie było jeszcze ustalonych. Np. Klingoni nie dzierżą bat’lethów, nie mają nawet karbów czołowych (są tylko pomazani jaki orzechowym mazidłem), nie mają swojej religii, czy zwyczajów i języka itd. Mimo wszystko jest to zbiór dość ciekawych historii, które mimo upływu 40 lat dalej potrafią przykuć do ekranu.

7 thoughts on “Star Trek (1966 – 1969)

  1. W stanach ten film będzie wyświetlany dopiero od 8 maja. Także nie wiem skąd informacje,że film można obejrzeć od około miesiąca.

    Like

  2. Mogę tylko podejrzewać, czemu tak napisali. W sumie to cieszę się, że Polska nie znalazła się po za resztą świata.
    W tym kinie to leci o 7dmej rano? Przegląd kopii, czy jak?

    Like

  3. 7 wieczorem. W stanach prektycznie nie stosuje się zegara 24 godzinnego. W kinie jak coś ma przy godzinie AM, jak ten o 12:45, to znaczy po 12 w nocy.

    Like

  4. Bardzo ciekawe ujęcie tematu, całkiem dobre streszczenie problematyki.
    Chyba muszę odzyskać moją kopię TOS i obejrzeć do końca, zanim pójdę do kina… Nie będzie to pewnie konieczne, ale czuję jakąś wewnętrzną potrzebę 🙂

    Like

  5. Ja również myślę, że nie jest to konieczne, zwłaszcza, że – he – zapomniałem o tym napisać;P – już w samym trailerze jest błąd (nawet dwa): Kirk w jednym z odcinków stwierdził, ze nigdy nie jeździł samochodami.

    Like

Comments are closed.