True Blood (sezon 1)

Pisałem o tym serialu nieco wcześniej. Właśnie to nie, nawiązywałem do niego, ale jego samego nie opisywałem, teraz mogę, bo obejrzałem już pierwszy sezon. Tekst raczej nie zawiera spojlerów.

W swoim poprzednim wpisie zastanawiałem się nad sensem wyjścia wampirów z podziemia. W serialu nie bardzo został on wyjaśniony. Tylko tyle, że była to pewna grupa wampirów, do której nie należą one wszystkie, a nawet mniejszość (to też w sumie nie zostało wyjaśnione). Nie bardzo wiadomo, co tym osiągnęły – lokale wyborcze czynne po zmroku? bo przecież nie chodziło tylko o te śluby chyba. Mało który wampir powrócił na swoje stare śmieci, jak główny bohater, kiedy prawo dało mu taką możliwość.

Mimo ujawnieniu się wampiry dalej prowadzą swoje życie po zmroku, jak to dawniej robiły. Również dalej sami sobie stanowią prawo czy wyznaczają zemstę (może nie zawsze skutecznie – prawie nic nie zrobili w sprawie tej spalonej trójki). Mają sporo przewagi nad ludźmi, ale jednocześnie padają też ofiarami uprzedzeń czy po prostu ćpunów (chcących zdobyć ich krew). Rzec można – remis. Sporo wampirów dalej uważa ludzi za “worki z krwią“, a być pracownikiem wampira to wcale nie jest fajna sprawa, choć tutaj to w zasadzie się o tym się nie wie.

Co do samego serialu, to mamy niezłe intro (no dobra – open credis). Świetna piosenka (Jace Everett “Bad Things”) i ciekawa koncepcja zestawienia filmów przedstawiających wręcz maniakalnie rozmodlonych ludzi na przemian z scenami seksu, lokalnych widoczków i śmierci. Wprowadza nas to w miejsce akcji (Luizjana, USA) i trochę w sam klimat serialu. Zresztą sami możecie zobaczyć:

Po intrze (open credis – whatever) pojawiają się bohaterowie. Tutaj pierwsze zgrzyty… Główna bohaterka – Sookie Stackhouse, jej gra, postać nie jest powodem, dla którego będziemy oglądać dalej. No, chyba, że komuś się podoba. Jej brat (Jason) jest chodzącą komedią – co akurat wcale nie jest złe. A ciotka, no cóż… o zmarłych dobrze albo wcale, ale wykazywała się dziwnym zachowaniem jak na staruszkę. Na szczęście szybko się pojawia Tara, pyskata przyjaciółka Sookie. Plus kuzyn Tary, lokalny dealer narkotyków, męska prostytutka i kucharz – dorabia też jako robotnik oraz prowadzi własną płatną stronę internetową – Lafayette. Ta dwójka należy do tych lepszych postaci (jako postacie).

Tu trzeba by opisać fabułę. O ile kojarzę, osi było kilka. Wątek romantyczny: utrata dziewictwa, przez Sookie (nie wspomniałem? Sookie była dziewicą, czym się szczyciła w wolnych chwilach – tzn, dopóki nią była). Inny wątek: kryminalny, zabójstwa miejscowych panien (zakładam, że ciotka Sookie niebyła wdową). W sumie oba te wątki blakły w obliczu pobocznego: dziejów Jasona i jego związków. Jak już wspomniałem, jest on chodzącą komedią. Wątków pobocznych było zresztą więcej i jako kolejny plus zgrabnie przeplatają się i przenikają nawzajem, wprowadzając nieco ożywczej tajemnicy, ale bez przesady.

Jak podsumować True Blood? Średni. Pewnie obejrzę kolejny sezon, ale na pewno nie oczekuje go z wytęsknieniem. Serial potrafił mnie przykuć i zachęcić do obejrzenia kolejnego odcinka, ale bardzo nie jestem w stanie powiedzieć co to powodowało. Być może jego budowa – kolejny odcinek zaczyna się w momencie kiedy poprzedni się skończył, a kończą się rzecz jasna w ciekawszych momentach. Wątki poboczne? A może chodziło o sam pomysł: wyjście wampirów z podziemi. Albo o złudną odpowiedź na pytanie – o czym myślą (a… prawie zapomniałem – Sookie słyszy myśli innych ludzi) inni? A może po prostu jest to taki powiew świeżości wśród serialów?

Dla kogo? Dla ludzi, którzy lubią takie lekkie e… fantasy? SF? (miejscami horror – przynajmniej tak go reklamują) i dla tych, którzy lubią sobie pogdybać. Pozdrawiam.

2 thoughts on “True Blood (sezon 1)

  1. Szkoda, że serial nie jest trochę bardziej political, a nie science, fiction. Gdyby miał szczyptę filozofii i polityki, tak jak BattleStar Galactica, mógłby być czymś wyjątkowym. W obecnej formule to po prosu kolejny serial o wampirach.

    Dość brutalny, ze sporą zawartością seksu i bez „głębokich” czy intrygujących postaci.

    Like

  2. Ciężko określić True Blood, jako SF, napisałem to raczej żeby podkreślić wahanie w zaszufladkowaniu tego serialu. Mimo wszystko „fantasy” jest lepszym określeniem. Te wampiry są dziełem magii, nie nauki (jak w konwencjach, gdzie wampiryzm jest powodowany przez wirus). Masz rację, zdecydowanie bardzo by takie polityczne i filozoficzne wstawki pomogły.

    Like

Comments are closed.