RoboCop 1987

Aż dziw bierze, kiedy zastanawiam się, czemu tak późno go obejrzałem. Może nie spodziewałem się wiele, po filmie, którego ogólne założenia mniej-więcej znałem. Jakoś tak wyszło, że przeglądałem sobie zestawienie najlepszych filmów fantasy/SF, w którym właśnie pojawił się wspomniany tytuł. Postanowiłem go obejrzeć. Właściwie to wszystkie trzy.

Robocop to film, którego fabuła rozgrywa się w niezbyt optymistycznej przyszłości. w mieście Detroit. Nikogo nie dziwi zwiększona przestępczość, co więcej. policja nie jest już instytucją państwową – należy do korporacji OCP. Korporacja, jak to korporacja, stara się ograniczyć wydatki, co sprawia, że policjanci zamiast pracować strajkują. Co oczywiście wykorzystują przestępcy itd… Powstaje więc koncepcja robota utrzymującego porządek.

Tutaj wychodzi na jaw pewnego rodzaju animozje, jakie dzielą kilku ważnych członków rady nadzorczej OCP. Jeden z nich premiuje własny pomysł – ED209 – robota, który nie do końca działa tak jak powinien, co wykorzystuje drugi i zgłasza swój pomysł – tytułowego Robocopa.

Jakby ktoś nie kojarzył, Robocop to cyborg, który zawiera doczesne szczątki pewnego przedwcześnie zmarłego gliniarza. Mamy tu więc wątek filozoficzny: co czyni nas ludźmi, czy Murphy (prawdziwe imię Robocopa) jest człowiekiem, skoro posiada program i dyrektywy? I tym podobne.

Tak ogólnie, to w pierwszej części naszemu protagoniście chodziło o zemstę na swoich zabójcach. W drugim właściwie chodziło o filozofię “maszyna, czy nie?”. W trzecim to raczej coś na kształt pytania “komu służę?”.

Za co warto obejrzeć te filmy? Po pierwsze, to za humor. Nie ma go za wiele, jest też dość wisielczy, ale mimo wszystko. Ciekawe jest też to, że we wszystkich filmach pojawia się ED209 i w każdym to dalej ta sama nie dopracowana maszyna, zgodnie z przepowiednią jego twórcy, że przecież nie musi on działać, byle się sprzedawał. Takich wspólnych elementów jest jeszcze kilka.

Drugą sprawą jest wizja przyszłości. Nie cierpi ona na nadmiar komputerów. Uznaje to za plus, pewnie liczy mi się to jako “skrzywienie zawodowe”. Zaciekawiła mnie też możliwość przejęcia na własność całego miasta przez korporację. Przerażające.. I jeszcze jedno, jako, że to film starej daty, nie ma takich krwawych scen przemocy, jakie są dzisiaj standardem. Sprawia, że całość nie polega na wylewaniu czerwonej farby wszędzie gdzie tylko maszerują bohaterowie.

Na zakończenie: To dobre filmy, zestarzały się z zgodnością i nawet dzisiaj nie zanudzą. Polecam.