Star Wars: The Clone Wars (2008-2009)

Już od pierwszego filmu z serii “Gwiezdnych Wojen”, widać było, że Georgowi Lucasowi nie chodziło o kino ambitne. “Gwiezdne wojny” to baśń, o chłopcu który marzy o wielkich czynach i który dorasta dzięki podjętej wędrówce – etc. Akcja dzieje się dawno temu i daleko od nas. Mamy jasny podział na dobrych i tych złych, plugawych. Trzeba ratować księżniczki w opałach i można zostać rycerzem. Tyle, że zamiast dekoracji w postaci średniowiecznych zamków mamy tu wnętrza statków kosmicznych, przez co wielu ludzi błędnie zalicza GW do filmów SF i co jeszcze gorsze, jako klasykę gatunku SF i to jest dopiero tragiczne.

George Lucas na wszelki wypadek klapy pozostawił sobie całkiem sporą furtkę w filmie przeznaczoną dla bardzo młodych odbiorców. To dla nich wstawił jedne z najgorszych postaci w całej sadze – dwa roboty – R2 i CP3O. Nie wiem, który z nich jest gorszy, czy ten gaduła, czy ten gwizdający kosz na śmieci. Planem awaryjnym miał być serial z ich udziałem skierowany właśnie do milusińskich. Czemu o tym wspominam? Bo to wydano właśnie taki serial, ale jego głównymi bohaterami wcale nie są te blaszaki.

Nie jestem wielkim fanem Gwiezdnych Wojen, owszem obejrzałem pierwsze trzy części… o pardon – od 4tej do 6tej włącznie. Trzeba oddać, że nawet ciekawe jako filmy przygodowo, o ile nie spodziewamy się wiele, a i opuścimy sobie zakończenia (bo ja wiem, 10 końcowych minut?) – bez tej dawki patosu zdecydowanie całość lepiej się odbiera. Potem obejrzałem kolejne części, które były… hmmm jakby to ująć właściwie – tragiczne? No w każdym razie zwyczajnie nudne i z fabułą dociąganą na siłę.

Akcja recenzowanego przeze mnie serialu rozgrywa się gdzieś przed 3cim filmem – chyba (trzeba było mi nie spać podczas 3ki). Anakin wciąż jest wśród tych dobrych, i ma swoją padawankę – Ahsokę (kiedy to on się wywinął spod skrzydeł Obi-Wan Kenobiego?). Oczywiście dalej kocha Padme.

Jaki jest opisywany serial? Przed wszystkim dziecinny. Wrednie dziecinny. Droidy bojowe, nie wiedzieć czemu mają przygłupawe oprogramowanie – pewnie z Lidla, albo innej Biedronki – pomyślałem w pierwszej chwili, potem jednak wydało się, że są drogie. I jeszcze ktoś płaci za taki szajs? Oczywiście dzieci się ucieszą jak zobaczą ich pocieszne zachowanie. A na samych blaszakach bohaterowie mogą swobodnie się sadyszczyć – nie może tu tryskać na prawo i lewo posoka, a droidy to nie żywe stworzenia. Wbrew nazwie szczytem, wydawać by się mogło podstawowej funkcji owych droidów, jest niezastrzelenie Jar-Jara leżącego na C3PO z odległości kilku metrów – zmarnować taką okazję… Tak, dobrze przeczytaliście Jar-Jar pojawia się w serialu i to nie raz. Z drugiej strony mamy klony – przyszłych szturmowców? Chyba muszę obejrzeć epizod drugi i trzeci tym razem na sporej dawce kawy… Jak na klony, każdy ma taką samą twarz i posturę (przynajmniej oszczędzają na modelach postaci, tak jak i na droidach), ale jak to mówią Jedi – każdy jest inny i wartościowy – i faktycznie różnią się od siebie (i nie mają takich tragicznych wyników w strzelaniu).

Każdy odcinek zaczyna się jakimś światłym cytatem, którego nie powstydziłby się sam Yoda (też się pojawia). Wiele z nich ma też krótkie wstępy, opis aktualnej sytuacji, lub streszczenie poprzedniego odcinka opowiadane głosem i stylem sprzedawcy samochodów – a myślałem, że takie coś można usłyszeć już tylko w stylizacjach starych kronik i serialów. Na większości planet żyją jakieś wieelkiiie potwory. Fabuła poszczególnych odcinków jest kiczowata. Brakuje tez kogoś pokroju Darth Maula z pierwszej części – mało gada, a za to robi jakąś akcję.

A jeśli już mowa o akcji, to też nie jest specjalna. Ponieważ główni źli, to bohaterzy którzy pojawiają się w części 3ciej, tak więc wiadomo, że raczej przeżyją. Tak więc większość walk kończy się na ucieczce jednego z oponentów (czasem i wieją nieustraszeni Jedi). Choć, trzeba przyznać, że taki przedostatni odcinek w sezonie pierwszym, to był nawet bardzo efektowny (pod względem walk).

A skoro już przy rozlicznych plusach – serial jest animowany w technologii 3D, ale postacie całkiem wiernie odzwierciedlają aktorów z filmów. Nawet nie oglądając ich z łatwością można odgadnąć kto kogo grał.

No więc jeśli jestem fanem GW to i tak obejrzałeś – więc co tu czytać;) U nas jest to emitowane jako film po “Walt’s Disney przedstawia” w wersji z dublingiem, więc pewnie sporo dzieciaków to ogląda. Czy warto dla przeterminowanych dzieciaków? Jako tło do śniadania można.

9 thoughts on “Star Wars: The Clone Wars (2008-2009)

  1. wiernie z włosami wyglądającymi jak błoto :>
    ale film i serial całkiem fajne, więcej humorystycznych akcentów niż w Trylogiach.

    Like

  2. Wymodelować włosy w animacjach 3D to sztuka, udała się w Iniemamocnych, Tam napisali po to cały silnik:P podobno. Tutaj pewnie cięto koszta.

    Like

  3. Co do “planu awaryjnego” – istniał już dawno serial animowany poświęcony naszym droidom, oraz drugi, opowiadający o Ewokach.

    Poprzednie “Clone Wars” (2003), całkowicie rysunkowe (by Genndy Tartakovsky) były naprawdę fajne, tego oglądałem ze dwa odcinki, ale nie spodobało się zbytnio 😉

    Like

  4. Przecież są podobne. Tu jest kosmos i tu jest kosmos, i lasery są, i te… statki kosmiczne, i planety, i ludzie i obcy 😉

    Like

Comments are closed.