Opera idzie za ciosem

Trochę wyręczę tu Rafaela w podaniu kolejnego newsa z frontu walki twórcy Opery i Microsoft. Mam nadzieję, że się nie obrazi, w końcu: monopole są złe.

Opera chce, aby także w systemach operacyjnych Mac OS X oraz Ubuntu zawarty był ekran wyboru przeglądarki.

No, cóż, na pewien sposób są konsekwentni. Tylko, o ile walka z Microsoft to romantyczne boje ze złym ciemiężycielem-monopolistą, to atakowanie reszty rozlicznej i małej konkurencji już jakoś do tej ballady nie pasuje.

Za artykułem.

Zrestartuj Firefoksa

Wstaje sobie rano, po kilku perypetiach włączam w końcu Firefoksa, a ten wyskakuje mi z komunikatem wysuwanym z góry zakładki:
Your browser has been updated and needs to be restarted

No dobra, restartuje i nic, dalej to samo, w dodatku pokazuje się co chwile na każdej zakładce. Mi pomogło rozwiązanie znalezione na stronie: Bug #270303 in ubufox (Ubuntu): “MASTER – firefox (intrepid/jaunty): “your browser has been updated and needs to be restarted”“. A wygląda ono tak:

Wyłączamy Firefox, a następnie wpisujemy w konsoli:

sudo killall -9 -r firefox
sudo apt-get purge firefox firefox-3.0 ubufox
sudo apt-get install --reinstall firefox firefox-3.0 firefox-3.0-gnome-support

Watchmen (2009)

Dziś krótko o filmie “Watchmen”. Stanowi on ekranizację nieznanego mi komiksu, pod tym samym tytułem. Nie mogę go więc odbierać jako adaptacji, choć z bardzo pobieżnych informacji wnioskuje, że jest dość wierna. Nie wiem, czy film nie dostał by mniejszej noty, albo wyższej, gdybym go jednak przeczytał. No, do rzeczy.

Fabuła dzieje się w USA, głównie, w pamiętnym roku 1985. W filmie jednak sporo czasu zajmują retrospekcje, które przybliżają nam bohaterów i ich historie. A właśnie, historia potoczyła się nieco inaczej niż to pamiętamy, lub możemy wyczytać z podręczników. Choćby to, że Amerykanie wygrali wojnę w Wietnamie (w przeciągu tygodnia), albo, to, że prezydentem którąś tam kadencję z rzędu jest Nixon. Wciąż trwa Zimna Wojna, w dodatku Rosjanie całkiem serio rozważają możliwość ataku na USA.

W samej zaś Ameryce pojawili się zamaskowani “super-złoczyńcy”, oraz w odpowiedzi “super-bohaterowie”. Jednak pomijając maski, kostiumy, gadżety oraz dość dobrą kondycję fizyczną w zasadzie nie różnią się niczym od innych ludzi (z jednym wyjątkiem). Mają swoje wady i to nawet całkiem sporo, niektórzy nawet zbyt wiele: ten jest faszystą, tamten gwałcicielem, połowa ma coś z głową. Tak więc nic dziwnego, że w końcu zakazano tej małej błazenady na ulicach amerykańskich miast. Ale nie wszyscy potrafią zapomnieć o swoim powołaniu, nawet choćby chcieli.

Głównym narratorem opowieści jest Rorschach, może nie do końca normalny, ale za to bardzo konkretny koleś, który chyba spędził za dużo czasu z jakimiś psychologami. Rorschach prowadzi śledztwo w sprawie zabójstwa jego przyjaciela i kolegi po fachu Komedianta. Powody, dla których ów zginął są jednak o wiele bardziej złożone niż pierwotnie on przypuszczał.

Według mnie warto ten film obejrzeć, bo to dobry film; niezłe widowisko, oraz ma świetny soundtrack, poza tym całkiem sporo trwa. No, to ostatnie, to trochę minus, jeśli film ogląda się w kinie, bez żadnej przerwy na pozbieranie myśli. Ostatnim czasy większość filmów, to góra 2godziny, zwykle około półtorej czasu trwania, więc widz może być nieprzygotowany do dłuższego widowiska (film trwa około 3 godzin). Ale ma niezłą fabułę, w której nic nie jest od początku jasne i klarowne, a zakończenie zaskakuje. No i samo przedstawienie super-bohaterów w czasach ich świetności, zmierzchu i po nim.

(Dodane, po szóstym komentarzu) Słusznie zwrócono mi uwagę, na to, że nie wspomniałem nic o doktorze Manhattanie. W sumie to bardzo się nie wyróżniał. Ot, znał się całkiem dobrze na fizyce. No i był nieco wyższy niż średnia wzrostu i miał całkiem imponującą muskulaturę (jak na fizyka). Miewał też trochę zapędów ekshibicjonistycznych i/bo tracił swoje człowieczeństwo. Już nawet nie wspominam o tym, że był niebieski i posiadał niezwykłe moce kontrolowania materii i energii za pomocą swojego umysłu. A nabył je standardowo – przez wypadek w eksperymencie naukowym. Oficjalnie stanowił broń USA i sama jego obecność lub brak wpływała na politykę zagraniczną tego kraju. Bądź co bądź, od biedy można powiedzieć, że był jednym z trybików fabuły tego filmu. No, skupiłem się na ludziach, to zapomniało mi się o nim.

Jak dostawać gry za friko

Od dawna obiecywałem sobie nie zaglądać na portale tematyczne portalu gazeta.pl. Przez jakiś czas, nawet mi się udawało (wywaliłem go z zakładek, jak i ich większość – długa historia). Ostatnio jednak spojrzałem na komputer mojej Pani, która właśnie czytała artykuł “Poradnik – jak tanio kupować gry? 10 sprawdzonych sposobów”. I niczym swoja biblijna prekursorka skusiła mnie do spróbowania “złego”. Tekst nawet całkiem konkretny.

Jako punkt ostatni podano “1. Załóż bloga i recenzuj gry“. jest o tyle wyjątkowy, bo daje możliwość dostawania gier za darmo. No bloga mam, nawet recenzuję na nim gry. Pasuje! Podaje adres redakcji, ale… trzeba by zachęcać do przeczytania twojego bloga gdzieś z 100 tysięcy osób miesięcznie, no… mamy problem, kilku czytelników mi brakuje. Ale, to jest pryszcz, bo analizując problem dokładniej, pojawiły by się kolejne problemy:

  • Komp mój nie jest odpicowany do grania
  • Lubie pewne gatunki gier, ale w sumie to jestem dość otwarty
  • Jak gra jet do bani, to to właśnie napiszę, a to raczej podpada pod “gryzienie ręki karmiciela”
  • Mam ważniejsze rzeczy na głowie niż granie cały czas, ale kto wie, może kiedyś
  • Nie mam konsoli i jakoś mnie (stan aktualny) nie pociągają

No, ale jakby ktoś dystrybuował jakiegoś ciekawego cRPG, “Wiedźmina” np, to mogę się poświęcić, ostatecznie.

Leonardo Da Vinci i Całun Turyński

W jednym ze swoich licznych ostatnim czasy wpisów, wspomniałem co nieco o Całunie Turyńskim. Wiązało się to z krytyką datowania węglem 14C, która cofnęła mnie pamięcią do szkoły podstawowej, kiedy to pokazano mi film – obiektywny dowód na prawdziwość Całunu. Zaprezentował nam go nasz wspaniały katecheta, jakiego nazwiska, ja niewdzięcznik, już nie pamiętam. To w sumie dzięki jego poświęceniu na lekcjach religii, nauczyłem się, że nie należy zbytnio ufać w słowa autorytetów (jakimi byli np. nauczyciele i katecheci), co sprawiło, że jestem dzisiaj kim jestem. Dlatego właśnie dedykuje mu ten wpis (i jego uczniom, jeśli nie zmienił programu nauczania).

Oto pierwsza część filmu dokumentalnego “Leonardo Da Vinci i Całun Turyński“. Pierwsza z pięciu, z polskim lektorem. Ogólnie wysuwa on śmiałą teorię, jakoby to sam mistrz (tym razem chodzi o Leonardo da Vinci, nie mojego katechetę) był autorem Całunu Turyńskiego. Hmmm, nie tyle wysuwa, co forsuje, inne możliwości nie są brane pod uwagę, ale dowody są całkiem przekonywujące. Przy okazji film przybliża widzowi postać ikony Człowieka Renesansu, dlatego zapraszam:

Leonardo Da Vinci i Całun Turyński

Tym razem nikt nie każe mi napisać wypracowania, w którym wytknę ten masoński spisek ogłoszenia, że Całun jest nieprawdziwy, w dniu urodzin ówczesnego papieża, oraz koniecznie, żebym zamieścił krytykę wspomnianego wcześniej datowania 14C. Niemniej jednak poczuwam się w obowiązku do podania pewnych faktów:

  • Na prezentowanym filmie nic nie wspominają o zgodności pyłków z florą Bliskiego Wschodu, wspominano coś tam jednak o tym, że Leonardo miał środki i możliwości ściągnięcia kawałka starego płótna z tamtych rejonów.
  • Na filmie oglądanym na religii nic nie wspominali o tym, że rozmiary postaci z przodu i tyłu są inne.
  • Na tym samym filmie nie wspomniano o tym, że w Europie fałszowano całun już wcześniej i bardziej nieudolnie (istniało około 40 całunów), oraz, że fałszowanie relikwii to coś więcej niż szczebel z drabiny która się komuś tam przyśniła, a był to niemalże przemysł.
  • Na plus wspomnę, że na tamtym filmie podano hipotezę o możliwości stworzenia go przez da Vinci (nie pamiętam jak ją skomentowano).

Jeden z naukowców jaki występuje na obu (tak mi się wydaje), zwrócił uwagę, że dla osób wierzących, to tak naprawdę, nie jest ważne, czy Całun jest prawdziwy, czy nie – autentyczny niewierzących nie przekona, a fałszywy nie spowoduje starty wiary wierzących co i wtedy, jak i dziś było (jest) głównym przesłaniem mojego wypracowania.

BTW, natknąłem się na tekst bardzo zbliżony do wymowy filmu jaki oglądałem na lekcji religii, dodaję na zbalansowanie wpisu i zaoszczędzenie szyb w oknach:P

Checkmate, atheist!

W różnych zakątkach świata czasem różnie są pewne tematy postrzegane. Przykładów jest dużo, ale ja zauważę, że u nas (95% deklaruje się jako Katolicy) np. “walka” ateizmu z Kościołem przejawia się głównie na podpisaniu apostaty, czy nie posłaniu dziecka na religię (i znoszeniu konsekwencji tego) i o zgrozo! żądaniu etyki zamiast niej[1]. We “wspaniałej” Ameryce, gdzie jest podobno 50% ludzi wierzących i w szkołach państwowych można nauczać jedynie o religii[2], ludzie mają bardziej dziwne pomysły.

Oglądając różne filmy poświęcone zagadnieniom kreacjonizmu, ewolucjonizmu, ateizmu itp, trafiłem na filmy robione przez Edwarda Currenta – ateistę, który podaje się za amerykańskiego chrześcijanina ślepo wierzącego w Biblię. Na YouTube prowadzi on walkę (“War on atheist”) z ateistami, innymi religiami, agnostykami, naukowcami itd… swoje celne argumenty kończy krzycząc “Checkmate!” i wstawia po tym, do kogo to jest skierowane (jak w tytule). Nie omieszka wspomnieć o polityce, a prawie każdy film kończy “God bless America“. Oczywiście nie wszystkie jego filmy są robione według tego schematu, ale całkiem sporo, właściwie większość.

Pierwszy jego film, jak zobaczyłem, bardziej mnie zniesmaczył niż rozśmieszył. Przez chwilę myślałem, że jest on jak najbardziej szczery, ironię dostrzegłem dopiero w drugiej połowie, kiedy jego argumentacja stawała się coraz bardziej dziwna (“czy ateiści mają tysiąckilku-letnią książkę potwierdzającą ich słowa?”). Filmik mnie zniesmaczył, jako przedrzeźnianie osób wierzących. Widać tak się sprawy mają w USA.

Zamieściłem trzy, według ciekawsze filmy tego kolesia. Aczkolwiek wybranie ich było trochę trudne, bo na YouTube ma ich 62, nie oglądałem wszystkich, a wiele z nich jest dość śmieszna, lub na swój sposób ciekawa. Zamieszczone filmy są w języku angielskim (w końcu to język Chrystusa[3]). Przy okazji, jakbyście koniecznie chcieli obejrzeć ten z tytułu to proszę: “Checkmate, Atheists!” (wersja z polskimi napisami).

A Christian Meets The Invisible Pink Unicorn

Poniższy film, jest sequelem do filmu “An Atheist Meets God” (wersja z polskimi napisam). Jakby ktoś nie kojarzył kim jest Niewidzialny Różowy Jednorożec to polecam artykuł na wikipedii.

I’ve Converted To EVERY Religion (Just In Case)

Edward Current jako prawie fanatyczny nowo radzony chrześcijanin, w każdym razie z pewnymi wątpliwościami. (edit: na YouTube jest też wersja z polskimi napisami).

PrayerMAX 5000™ Commercial

Tutaj widzimy go sprzedającego swój wynalazek:

Próby o których wspomniał w powyższym filmie można obejrzeć w filmie: “I Built A Prayer Amplifier”.

Inne ciekawe filmy autorstwa Edwarda Currenta

Oczywiście to nie wszystkie, no i wszystkie powyższe związane są z religią, są też filmy polityczne (i polityczno-religijne), dotyczą one polityki Stanów Zjednoczonych Ameryki. Profil użytkownika EdwardCurrent na YouTube dostępny jest pod tym linkiem: http://www.youtube.com/user/EdwardCurrent.

Przypisy

1. To tylko wstęp, nie wymagajcie od niego za wiele…

2. Za tym artykułem.

3. To akurat twierdzenie nie tyle Edwarda Currenta, a pewnego innego bogobojnego Amerykania, nie chciało mi się szukać nazwiska, bo i po co? Możliwe jednak, że Current mógł również go cytować.

Dobry, zły i brzydki (1966)

Prawie trzy godzinny western, jaki polecam wszystkim, którzy lubią dobre filmy. Tak w skrócie można opisać obraz “Dobry, zły i brzydki”. Opowiada on historię dwóch dobrze strzelających cwaniaczków (Brzyki – Tuco – Eli Wallach i Dobry – Blondasek – Clint Eastwood), którzy trochę się ze sobą pokłócili.

Kiedy tak Tuco już szykował się do ostatecznego rozwiązania kwestii rywala, nagle pojawia się umierający żołnierz, który zdradza mu nazwę cmentarza, gdzie zakopał skarb. Jednak nazwisko z nagrobka przekazuje Dobremu. W grę wchodzi 200 tysięcy dolarów, więc obaj zapominają o wzajemnych animozjach i łączą swoje siły. Nie wiedzą, że za żołnierzem podąża (teraz to już za nimi) łowca nagród – Zły – nazwany tak nie bez przyczyny. W tle wielka wojna domowa – Konfederacja i Unia.

Świetnie się bawiłem. Perypetie Tuca, czy sama osoba Blondaska (gra go w końcu Clint Eastwood), do tego bardzo charakterystyczny motyw muzyczny. Polecam. Ja sam obejrzałem, bo znajdował się na liście TOP 100 na Filmwebie (pozycja 27).

Powody dla których ewolucja jest głupia

Dzisiaj o tym, jak to międzynarodowy spisek ateistów fałszuje dowody oraz naucza nie tylko niesprawdzonych, ale i niebezpiecznych teorii na temat powstania życia – celem zakrycia prawdy, na której mamy niepodważalne dowody. Poniższych materiałów nie zobaczycie w szkolnym podręczniku, czy w też w akademickim, gdyż jest to zbyt niewygodna prawda, żeby mogła być rozpowszechniana.

W moim poprzednim wpisie opisałem kilka filmów, związanych z Szatanem, które obejrzałem na YouTubie. Natrafiłem też tam na film “100 powodów dla których ewolucja jest głupia” w 11 częściach. Jest to wykład prowadzony przez niejakiego dr Kenta Hovinda, jak w tytule wymienia on dużo powodów dlaczego uważa teorię ewolucji za głupią. W poniższym teksie będę opisywał głównie ten materiał, ale odniosę się również do kilku innych jego wykładów, które również są dostępne na YouTube, lub ogólnie na necie.

Przedstawienie się

Swoje wystąpienia dr Hovind zaczyna zwykle od podkreślenia faktu, że jest on naukowcem, interesuje się nauką, zbiera i czyta książki na temat nauki, dodatkowo ma doktorat[1], oraz przez 15 lat uczył fizyki w ogólniaku. Nie jest przeciwny nauce, ale jest przeciwny tej “truciźnie”, która obecna jest w popularnych i ogólnie dostępnych książkach.

Prezentowany przeze mnie materiał dotyczył głównie biologii i geologii (obie te dziedziny wiedzy nie są obce naszemu protagoniście, istny człowiek Renesansu z dr Kenta), ale na innych filmach (między innymi w materiale “Dlaczego ludzie śmieją się z kreacjonistów?” od części 2giej), zaprezentowano jego bzdurne teorie związane właśnie z fizyką i astrofizyką (w przykładowym filmie dodatkowo je obalono), bo oprócz teorii ewolucji, dostaje się też teorii wielkiego wybuchu, ale w prezentowanym materiale jest to dość epizodyczne.

Trzeba oddać panu doktorowi, że jest on dobrym mówcą. Mówi pewnie, co pewien czas wtrąca zabawne żarty, historie czy pokazuje karykaturalne ilustracje. Dość dobrze operuje materiałami (w sensie technicznym). A skoro mówię o tych materiałach: on sprzedaje kasety, DVD, ze swoimi wykładami itp, ale jak podkreśla, są one pozbawione praw autorskich, więc można je kopiować i rozpowszechniać wedle woli. Nie wiem, czy to tak się sprawy mają w Ameryce, ale u nas prawa autorskie są niezbywalne, a to, czego doktor się zrzekł to majątkowe prawa autorskie. Oczywiście można też wspierać działalność pana Hovinda poprzez datki.

Oprócz kaset, wykładów, strony internetowej (Dr. Dino Website), oraz udziału w debatach (w jednym z filmów, doktor wspomniał o 77) naukowych, zbudował on park rozrywki-muzeum, gdzie naucza zakazanej, acz prawidłowej teorii kreacjonizmu plus tego jak być bliżej Pana Jezusa.

Elementem wstępu jest również zaprezentowanie swojej rodziny (wraz z funkcjami jakie pełnią jej członkowie w jego ‘firmie'(?), gdyż jak twierdzi, nie tylko wierzą w nepotyzm, ale i go praktykują). Oraz chyba najważniejsza, deklaracja wiary w Boga, Biblie i jej dosłowności.

Ewolucja to zło!

Tutaj dr Hovind zgrabnie wykorzystuje ten sam argument, jaki wykorzystują jego adwersarze: nauczanie kreacjonizm w szkołach, to nauczanie religii za państwowe pieniądze. Dla Kenta ateizm to religia, tak samo jak i ewolucja, bo w nią trzeba wierzyć (w końcu niema na nią dowodów), tak więc bardzo mu nie w smak, jak jego dzieci są zmuszane do wiary w ewolucję, w ateizm, a on prawy chrześcijanin (jest baptystą, o ile zrozumiałem), musi za to płacić swoimi podatkami. Właśnie, podatkami (na końcu się nieco wyjaśni).

Interesujące jest to, że doktor uważa ewolucje za humanistykę i związku z tym, nie należy jej nauczać w ramach przedmiotów ścisłych, gdzie wszystko jest doświadczalne i można to potwierdzić. Jak rozumiem, tekst Biblii można uznać za dowód, to i można nauczać kreacjonizmu na lekcjach przyrody? To pytanie pozostaje bez odpowiedzi, bo Hovind nie jej nie udziela.

Ewolucjonistami byli np. Hitler – uważał w końcu, że Żydzi to niższa rasa. O ile mi wiadomo, te pomysły zaczerpnął od Nietzschego, zresztą, w średniowieczu miłujący Kościół, kierując się Biblią, uważał niewiernych (w tym Żydów) za niższą kategorię ludzi, można ich było np. torturować i zabijać. Tak więc bardzo wiele kreacjoniści i ewolucjoniści w wykorzystywaniu wiedzy chyba się do siebie nie różnią – tego nie usłyszysz na tym wykładzie. Pan Kent wymienia jeszcze kilku innych ewolucjonistów takich jak Stalin, ale już ich nie komentuje. To właśnie przez komunistów ze Związku Radzieckiego w Ameryce naucza się ewolucji. Od tego czasu jest więcej nieślubnych dzieci, aborcji, konkubinatów, rozwodów, przestępstw, strzelanin, samobójstw, oraz zakażeń chorobami wenerycznymi.

Poza tym, doktor udziela odpowiedzi na pytania egzystencjalne: ‘Kim jestem? (ile jestem wart?), ‘Skąd pochodzę?’, ‘Jaki jest sen życia?’, ‘Co będzie po śmierci?’, z punktu widzenia ewolucjonisty. Odpowiedź na pierwsze to: ‘jesteśmy kupką protoplazmy, która zanieczyszcza środowisko i której trzeba się pozbyć’. Wartość równa zero. Na drugie: ‘od skały’ (lub sięgając dalej ‘od kosmicznego beknięcia z przed wielu milionów lat’). Odpowiedzią na trzecie jest: ‘nie ma żadnego celu, można robić co się chce’. I odpowiedź na czwarte: ‘koniec to trumna w której człowiek się znajdzie i przetworzymy się w robaka (lub roślinę)’.

Ewolucja jest głupia

Przez większość czasu pan Hovind przedstawia dowody na tezę postawioną w tytule. Głównie polegają one na wskazywaniu dziur w tej teorii, lub w metodach, których używa się do jej dowiedzenia, oraz ośmiesza ludzi, który uważają ją za prawdziwą.

Przede wszystkim doktor zestawia zdania ‘życie stworzył Pan‘ z ‘życie pochodzi od kamienia‘ (“nie nadepnijcie na dziadka!“). Właściwie, to powinien mówić, że pochodzimy ze Słońca, lub też od prostych pierwotnych organizmów, ale nie brzmi to już tak śmiesznie.

Wiele z jego “dowodów” polega na słabym zrozumieniu ewolucji, lub powszechnym wyobrażeniom na ten temat, uproszczeniom jakie rodzą się w umysłach ludzi, którzy zapoznali się tylko z zarysem tej teorii. Np. konie rodzą konie, ludzie rodzą ludzi itp. nie ma w przyrodzie żadnego przykładu, kiedy z jednego gatunku rodzi się inny (no, to prawda, ale przecież powstanie gatunku nie jest kwestią jednego pokolenia, o tym już prezenter nie wspomina). Innym przykładem, jest wykazanie, że dobór naturalny nie działa tak jak to ewolucjoniści uważają. Przykład: jak się wąż dostanie do gniazda z jajami ptaka to nie wybiera najsłabszych, czy tam najsłabiej przystosowanych, tylko wybierze losowo, lub zeżre wszystkie. No i to też jest prawda, ale to nie tak ma działać. Lepsze przystosowanie zwiększa tylko szanse na przeżycie. W ostatecznym rozrachunku, dla całej populacji w wielu pokoleniach, a nie jednostek, przeżyją posiadacze lepszych cech. Doktor z uśmiechem opowiada, że przecież jakby stanął przed fabryką samochodów i skreślał wszystkie z niej wyjeżdżające posiadające wady, to przecież żaden nie wyfrunie jako samolot. Po za tym z mównicy pada pytanie: “dlaczego nic nie wyewoluowało w coś nieśmiertelnego i nie jest sobie szczęśliwe?”, widać ciężko mu pozbyć idei jakiegoś planu stworzenia, jego celu jako punktu na horyzoncie, do którego wszystko zmierza.

Ważnym punktem programu jest również wykazanie, że wiek Ziemi jest zafałszowany. Geologia nie jest mocną stroną, więc ciężko mi się mierzyć z jego argumentacją. Przede wszystkim, system datowania na podstawie warstw skał, gleb itp. jest błędny. Przytaczane tu są różne eksperymenty i zdjęcia różnych miejsc, w których np.: możemy znaleźć drzewa wbite pionowo w wielowarstwową skałę. On sam prezentuje prosty eksperyment na którym wsypuje gleby do słoika z wodą i obserwuje jak odkładają się warstwy poszczególnych składników. Albo też stwierdza, że metoda datowania radioaktywnym węglem 14C jest metodą błędną, bo nie działa dla obiektów o znanym wieku, np.: mięczaków lub całunu Turyńskiego (to akurat mój ksiądz ze szkoły średniej, tak mi się przypomniało, pan Kent o całunie nie wspominał), albo, że przecież nie znamy ile radioaktywnego węgla było obecnego w atmosferze w poszczególnych okresach na Ziemi. Skoro więc nie można wykazać ile lat mają skamieniałości, to skąd wiadomo, że Ziemia ma te miliony lat (“milions of years” Hovind zawsze wypowiada te słowa z przekąsem).

Ewolucja to oszustwo!

Doktor Hovind przyrównał ewolucje do gry w łupinki, pod którymi nie ma orzecha. Bo skoro biolodzy po dowody ewolucji odsyłają do geologii, geolodzy twierdzą, że skała ma tyle lat ile ma, bo znaleziono w niej dane szczątki itd… to całość jest wielkim szachrajstwem. Podobno Hovind ustanowił nagrodę dla osoby która pokaże dowód na ewolucję (ćwierć miliona dolarów). A.. byłbym zapomniał, ewolucją nie jest tzw. ‘mikroewolucja’, to tak na prawdę różne warianty. A to, ze np.: owady uodparniają się na pestycydy, to przecież o niczym nie świadczy, bo widział ktoś karalucha odpornego na młotek?

Nie ma też dowodu na pozytywną mutację (zdziwiłby się), oraz, że mutacja nie dodaje nowych informacji, tylko jest wykorzystaniem starych. Być może nieco nieprawidłowo, ale wciąż to nic nowego i przydatnego nie powstaje.

Podobieństwa pomiędzy gatunkami, materiałami z jakich są zbudowane, wynikają z oczywistego faktu zawartego w Biblii: one wszystkie miały jednego twórce – Boga. Na Ziemi jest taka złożoność form życia, wiele z nich jest ze sobą powiązanych w różnych związkach, bez których nie mogły by istnieć, nie mogły istnieć przed nimi, musiały zostać w takich właśnie zależnościach stworzone. Doktor Hovind wciela się w ewolucjonistę i stwierdza, badając koła samochodowe, że miały one wspólnego przodka. Jasne, że nie, miały tych samych inżynierów, jak i zwierzęta projektował ten sam byt.

Na zakończenie

W jedenastej części zaczęła się pogadanka o religii. Z nudów przejrzałem kilka komentarzy, które mnie przeraziły, gdyż dziękowały autorowi za zamieszczenie tak pouczającego filmu otwierającego oczy – komentarze były po polsku. Jakoś tak uważałem kreacjonizm i ślepą wiarę w Biblijne przypowieści, za wymysł Amerykanów, który raczej obcy jest w Europie i nawet w samym Kościele. Oczywiście słyszałem o Giertychu (Macieju, chyba) i jego genialnych poglądach, ale wiadomo, że nie należy brać ich poważnie, czy to jako polityka, czy jako naukowca.

Wspomniałem coś o podatkach wcześniej. Tak, gdyż w roku 2006 Kent Hovind został skazany za malwersacje[2]. Nie rozczytywałem się nad tym, ale ten bogobojny chrześcijanin, został wtrącony do więzienia. Zapewne przez Diabła próbie został poddany[3]. I wciąż pozostaje w więzieniu.

Zupełnie inną sprawą są jego hipotezy próbujące wyjaśnić przypowieści Biblijne. Traktując Stary Testament zupełnie dosłownie, potrafił dzięki temu dojść do dość pasjonujących wniosków, ale zupełnie pozbawionych sensu na dłuższą metę. W średniowieczu było wielu uczonych, którzy z porównywalną wnikliwością analizowali Biblię. Jak dla mnie to zbyt naukowe wywody…

Przypisy

1. Hovind uzyskał stopień naukowy doktora w Edukacji Chrześcijańskiej, poprzez kurs korespondencyjny na nie akredytowanym Uniwersytecie Patriotycznym w Colorado Spings. Więcej informacji na ten temat i ich źródeł na Wikipedii.

2. Więcej informacji: http://en.wikipedia.org/wiki/Kent_Hovind#Legal_problems

3. Mała aluzja do fragmentu wersetu z Apokalipsy, Ap 2,10

Materiały