Zeitgeist: addendum (2008)

Myślę, że film “Zeitgeist” jest wystarczająco znany (przynajmniej na Joggerze), żeby nie musieć go przybliżać. Wpadła mi niedawno w łapy kolejna część tego dokumentu, wydana jak podaje Filmweb w roku poprzednim (2008). Dziś trochę o niej.

Film rozpoczyna pogadanka o pieniądzach – amerykańskich dolarach ściślej. Już wcześniej mi się obiło o uszy, że dolary nie posiadają swojego fizycznego ekwiwalentu, ale i tak wnioski płynące z filmu mnie zaskoczyły. Tak więc oto i pierwsza teza filmu – a brzmi ona: bogactwo USA powstało z niczego (wow, Lepper by się pewnie ucieszył, wszak jego pomysłem było dodrukować kasy – no lub coś w ten deseń), a co za tym idzie, wszelkie długi wobec państwa – jego banków, jakie mają obywatele USA (czy inne kraje), są fikcyjne. Ale to jeszcze nic.

Gdyż kolejną tezą jest władza “Korpokracji” nad światem. Korpokracja – czyli wspólny zarząd iluś tam wielkich korporacji. Główną zasadą ich postępowania jest chciwość. Chcą oni zarabiać jak najwięcej, jak najmniejszym kosztem i właśnie to napędza spiralę korupcji, biedy, nierówności społecznej itp. Tak więc pierwszą cześć filmu zdominował opis współczesnego świata ukryty dla szarego człowieka. Przedstawiono tam między innymi sposób, w jaki zarządy korporacji kładą rękę na surowcach naturalnych – dostępnych zwykle w biednych państwach. Na początku starają się przekupić przedstawicieli owego państwa, jeśli to nie pomoże, próbują innej drogi, np.: usunięcia opornych rządzących, czy to poprzez jakiś skandal, wspomożenie ruchu opozycyjnego, czy też wysłanie zamachowca. A jeśli nawet to nic nie da – przykład: Saddam Husajn, nie dał się przekupić, zabić też się go nie udało – ów kraj staje się celem militarnego ataku USA (w ramach wojny z terroryzmem). A po co to wszystko? By móc za bezcen kupować ten określony surowiec (w przypadku Iraku – ropa).

Na chwilę się zatrzymajmy w opisie fabuły. Przyznam, że malowana sytuacja jest beznadziejna. Zwłaszcza, że wcale nie jest to przecież taka znowu fikcja. Nikt mi przecież nie wmówi, że Amerykanie pojechali szerzyć demokrację w Iraku. Albo, że wielka firma nie kieruje się głównie chęcią zysku. Mało to widzimy przykładów wyrugowania z rynku małych sklepów przez dumping cenowy hipermarketów, sprzedających tandetne produkty, produkowane przez ludzi opłacanych kilka centów za dzień? Czy media, gazety itp, nie należą zwykle do pojedynczych koncernów? Sytuacja jest tym bardziej przygnębiająca, ponieważ wydaje się być nie do ruszenia.

Przemknęło mi wówczas, że film zdaje się promować komunizm – bo jeśli kapitalizm jest taki zły, to co pozostaje? – tak oczywiście nie było. Na szczęście dla przybitego już widza autorzy objawiają swoje rozwiązanie. Nie jest nim polityka (politycy to kukiełki Korpokracji, poza tym, tak naprawdę nie znają się na niczym), ani religia (tutaj małe podsumowanie z części poprzedniej na ten temat). Dobrem dla ludzkości ma być – technologia.

Teza kolejna: to technologia – już współczesna – jest w stanie nas wyżywić, ubrać oraz zastąpić w pracy. Za darmo. Bo wielkie koncerny energetyczne (czytaj: naftowo-gazowe) ukrywają prawdziwe możliwości energii odnawialnych (Słońca, wiatru, pływów i tutaj najważniejszej: geotermalnej). System monetarny stanie się bezużyteczny w świecie, kiedy to zbudujemy maszyny, które nas nakarmią i zastąpią w pracy. Wraz z nim zniknie bieda, znikną podziały społeczne, część zawodów takich jak bankowcy czy spece od reklamy, nawet lekarze. No skąd to znam… a tak, Star Trek: brak pieniędzy, ubóstwa i głodu. No cóż, wizja ST wydaje się być bardziej spójna, bo przecież człowiek potrzebuje czuć się użytecznym, no przynajmniej niektórzy, a społeczeństwo XXIII wieku ma dużo okazji do samorealizacji. Twórcy filmu trochę pomijają te zagadnienia opisując projekt Projekt Venus. Zresztą w podsumowaniu jeden z występujących wyraźnie mówi, że ich pomysł nie jest bez wad, ale jest lepszy niż to, co mamy obecnie. Na stronie projektu zostało to zdecydowanie lepiej opisane.

Na zakończenie film podaje kilka punktów (cześć jest tylko dla obywateli USA), które mogą pomóc zmienić nam świat. Takie jak np. bojkot: pewnych banków, wojska (nie wstępować do armii – także zapobieganie temu u bliskich), mediów korporacyjnych. Z innych to np. kupno najoszczędniejszego samochodu – lub przerobienie go na napęd hybrydowy, uczynienie swojego domu oszczędnym energetycznie itp. Czyli w sumie rady niegłupie. Ostatnią jest rozpowszechnianie filmu i ruchu Zeitgeist.

Powyższy tekst może się wydawać nieco ironiczny. Troszkę taki jest: osobiście uważam, że prawda jest zwykle gdzieś pośrodku. Nasz świat jest zdrowo pokopany i jest to po części wina żądzy gromadzenia bogactw i władzy przez nas. To powszechnie wiadomo. Istnienie jednak międzynarodowego “über-rządu” wydaje mi się koncepcją przesadzoną. Choć nie przeczę, zapewne istnieje wiele dość wpływowych lobby, którym pewne wydarzenia są bardzo na rękę i które zapewne bardzo kombinują, by niektóre z ich pomysłów wprowadzić w życie, nawet kosztem życia ludzi czy środowiska naturalnego.

Jeśli chodzi o “Projekt Venus”, nawet jeśli idea ta wydaje się być tylko romantyczną mrzonką, to i tak zawsze jest to lepsze niż nic. Skromnie więc wspieram go, przedstawiając go tym kilku osobom jakie zajrzą na tego bloga i o dziwo przeczytają całość. W końcu na tyle jestem fanem Star Treka, by wspierać tego typu inicjatywy.

Linki:

Jeśli chcesz zapoznać się z filmem, ruchem, czy “Projektem Venus” na własną rękę zamieszczam kilka linków na początek.

5 thoughts on “Zeitgeist: addendum (2008)

  1. Założeniem jest, że ma być wybawieniem. Czym się faktycznie stanie to zależy od ludzi, którzy będą go tworzyć, czy też ‘konserwować’ już wprowadzony. To ten sam problem co z demokracją (albo komunizmem) z założenia ma gwarantować wszystkim równość.

    Like

  2. Fajny film, również polecam.
    Jednak Projekt Venus nie pocieszył mnie dostatecznie… Aby go zrealizować potrzeba ogromnej ilości środków, czasu i ludzi, którzy z niechęcią odrywają się od napakowanej sensacjami telewizji. No i na pomoc mediów nie mamy co liczyć.

    Like

  3. Polak to człowiek z natury przekorny (podobno), dlatego uważam, że należy dać upust tej przekorze dołączając do tego typu ruchów. Myślę, że organizacja spotkań promujących Projekt Venus w każdym mieście wojewódzkim, później w każdym mieście Polski nie byłby takim głupim pomysłem. Napewno znajda się osoby, które zechcą przyjść na takie spotkanie, chociażby z czystej ciekawości, moze zainteresują się tego typu działalnością. Możemy liczyć jedynie na inteligencję ludzi. Samą gadaniną ludzi się nie przekona, bo wielu z nich nawet nie myśli o tym, żeby żywo się tym zainteresować i dowiedzieć czegoś ponad to, co sie usłyszy. Próbowałam przekonać znajomych, niestety narazie bez odzewu. Ludzi sądzą, że ich to nie dotyczy. Jednak narzekają ciągle, że mają mało pieniędzy, że bieda w kraju, że politycy kłamią i kradną, a w pracy same kłopoty. A ja mówię, że moglibyśmy bez tego wszystkiego żyć.

    Like

Comments are closed.