The Craft (1996)

Postanowiłem odpocząć nieco od wielkich joggerowych flejmów, pod opisami przepełnionymi żalem do świata. W ramach tego odpoczynku obejrzałem film “Szkoła czarownic” (w oryginale: “The Craft“). Na FilmWeb ktoś to określił jako horror, lecz to zdecydowanie za mocne słowo.

Kolejny amerykański film o nastolatkach?

Tak też myślałem. Główna bohaterka – Sarah (grana przez Robin Tunney) – lat 17 – przeprowadza się z rodziną do Los Angeles. Idzie do nowej szkoły. Poznaje miłego chłopaka, oraz trzy koleżanki – wyrzutki społeczne, o których wszyscy mówią, że są czarownicami. Owe dziewczyny to Nancy (Fairuza Balk), Bonnie (Neve Campbell) oraz Rochelle (Rachel True). Chłopak (Skeet Ulrich – znany m.in. z roli w Jerycho) okazuje się świnią (jak to śpiewał Big Cyc), a owe dziewczyny faktycznie bawią się magią, a przynajmniej próbują.

Sarah przystaje do paczki, a jako “naturalną czarownica” sprawia, że te śmieszne rytuały jednak coś dają. Dziewczyny spełniają swoje marzenia, Bonnie zyskuje piękno, Rochelle mści się na wrogiej jej koleżance, Sarah omotuje Chrisa (owego chłopka), sprawiając, że traci dla niej głowę, a Nancy zdobywa bogactwo (wycenione na 175 tyś dolarów) i moc. To oczywiście zmienia zachowanie bohaterek na gorsze, a w szczególności Nancy, która pragnie więcej i więcej. Sarah zauważa to i chce przestać, czym drażni Nancy. Łatwo domyślić się kolei rzeczy.

A co z koncepcją magii?

Sama magia pochodzi od niejakiego Manona, który jest uosobieniem Natury. Nie dzieli się ona (magia) na czarną i białą, bo Natura taka nie jest, to dopiero ludzie używają jej do czynienia dobra, lub zła. Mało tego, cokolwiek zrobisz innemu, wróci do Ciebie po trzykroć (jakoś bohaterki tego nie doświadczyły w sumie), bo każdy czar wytrąca Naturę z jej równowagi. Dodano do tego żywioły, jakichś strażników i ducha Manona, który może Cię wypełnić. Do rytuałów potrzebne są: świece, pentagramy, rymowane zaklęcia, różne małe zwierzaczki oraz koncentracja.

Podsumowanie

Dobry film. Spodziewałem się banalnych haseł w stylu “moc jest w Tobie” (raz w sumie padło takie), szkolnych wielkich miłostek, itp, a obejrzałem film, który okazuje jak to władza i moc korumpują ludzi. Do tego kilka ładnych efektów specjalnych – jednak bez przesady. Trochę sztucznie dodano na początku bezdomnego z wężem, lecz nie rozwinięto tego wątku w filmie. Nie jest może film jakoś szczególnie wybitny, ale jeśli jest okazja, można spokojnie obejrzeć i nie żałować.

A tak swoją drogą, to chyba nie za dobrze o mnie świadczy, że jak zobaczyłem amerykańską zakonnicę wykładającą nauki ścisłe (chemię chyba), to od razu zacząłem się zastanawiać czy będzie ona uczyć te dzieciaki prawdziwej nauki? Chyba za dużo obracałem się ostatnim czasy wśród materiałów na temat kreacjonizmu… i na co mi to było?