Dzień, w którym zatrzymała się Ziemia (2008)

Ciekawość to pierwszy stopień do piekła, ale w tym wypadku najwyżej można obejrzeć marne filmidło, tak więc zdecydowałem się zaryzykować i zapoznać z remakiem oglądanego już przeze mnie filmu o tym samym tytule, ale z 1951r.

Taka ciekawostka – jakoś tak wcześniej myślałem, że role Klaatu gra Tom Cruise. Czemu akurat to on miałby bardziej, w mojej opinii, nadawać się na kosmitę, a nie Keanu Reeves? Być może zmylił mnie plakat, a może to co innego.

Pierwsze, co zwraca uwagę, to poprawność polityczna. Helen Benson z sekretarki, samotnej matki, awansowała na panią doktor (gra ją Jennifer Connelly) w zakresie mikrobów pozaziemskich, wdowę, wychowująca – a jak – czarnoskórego chłopca – sierotę (Helen jest dla niego macochą).

Film zaczął się nawet nieźle. Wieczorem w nocy nagle dzwoni telefon, w którym nieznany pani doktor głos upewnia się, że to ona, a następnie oznajmia, że zostanie przetransportowana. Faktycznie zjawia się samochód z obstawą i wiezie ją gdzie specjalnie zamkniętą dla nich autostradą. Jak się okazuje do Ziemi zbliża się obiekt z dużą prędkością oraz zdolnością do korekcji swojego kursu, a zmierza prosto na Manhattan.

Lądowanie następuje w nocy, bo przecież w dzień nie było by tak bardzo ekscytująco. Żołnierze mają współczesne uniformy, oraz jest w śród nich sporo kobiet. Naukowców wysłano przodem. Dalej prawie jak w pierwowzorze, Klaatu wychodzi, zostaje postrzelony, a z Kuli (spodki już nie są trendy) wynurza się sporych rozmiarów robot i pacyfikuje zgromadzonych, po czym – na rozkaz swojego pana – zamiera w bezruchu. Mała ciekawostka, według tego filmu, GORT to skrót od “Genetycznie Organizowana Robotyka Techniczna“, a mimo to, tak zwrócił się do niego główny bohater.

W filmie z 1951r nikt nie bardzo przejmował się wyjaśnieniem czemu Klaatu przypomina człowieka, tutaj podano nawet całkiem zgrabny powód. Poza tym jest obcy, w oryginale był nawet sympatyczny, bardziej zagubiony niż “obcy”. Nowe jego wcielenie dla urozmaicenia posiada dość niezwykłe umiejętności związane z energią elektryczną. Mimo konieczności ogłoszenia swojego przesłania całemu światu, wkrótce to olewa i rozpoczyna przygotowania do apokalipsy, wcześniej trochę włócząc się po okolicznych lasach, lub znanych lokalach z fast foodem, w których urządza sobie pogadanki po chińsku z swoimi współpracownikami (tak, Obcy są wśród nas).

Na FilmWeb ocena “Dnia …” wynosi 5,45/10, co w praktyce oznacza kiepski film, ale to słuszna opinia. Z oryginału pozostało niewiele, a reszta nie jest najwyższej jakości. Przesłanie z pacyfistycznego, przekształciło się w ekologiczne – “Jeśli Ziemia umrze, wy umrzecie. Jeżeli wy umrzecie, Ziemia przetrwa – co jest nawet prawdziwe, tyle, że potem bohater dochodzi do wniosku, że ludzie to jednak klawa rasa, “wyłącza” nanoszarańczę (naszą zagładę), oraz wszystkie mechanizmy na ziemi, łącznie z pracującymi na baterie – i to nas motywować do zmiany? Brak tu jakiegoś ładu. No cóż, może lepiej było nie ruszać klasyki.

2 thoughts on “Dzień, w którym zatrzymała się Ziemia (2008)

  1. MArne filmidło? To, że powstało w Hollywood nie oznacza od razu, że jest marnym filmidłem. Ja również oglądałem wersję sprzed 50 lat… i porónując oba filmy zdecydowanie stwierdzam, że marnym filmem jest “oryginał” (chociaż nie wiem czemu piszę “oryginał”, skoro wersja z Keanu Reevesem wcale nie miała być remeakiem a’la kropla w kroplę). Ten staroć, który jest niesamowitym chłamem, nie powinien nawet aspirować do miana filmu s-f. Gdyby nie to, że razem z kolegami płakałem na nim ze śmiechu, uznałbym czas na jego oglądanie czasem straconym.
    I swoją drogą – jak można wypowiadać się o jakichkolwiek produkcjach, ściągając z torrenta jakąś marną kopię w DivX-ie, oglądając film na -być może – 15 calowym ekranie laptopa… żal.
    Na filmy chodzi się do kina, szczególnie na takie. Bo to faktycznie żadna przyjemność oglądnąć Keanu Reeves’a w roli Klaatu na monitorze, stojącym na biurku :/

    Pozdro i miłego męczenia się ;]

    Like

  2. To “MArne filmidło” na które tak pomstujesz, nie należy akurat do przymiotników jakimi opisałem “Dzień…”. Przekonałbyś się czytając dalej. Oryginał powstał w ’51, wtedy nie było “Matrixa” nikt nie znał Keanu Reevesa, ba, jego samego nie było. Inaczej wtedy postrzegano świat, przyszłość, czy kosmitów. Skoro nie był remakiem a’la kropka w kropkę, to czemu nie zmienili tytułu?

    Like

Comments are closed.