Dan Brown – Cyfrowa twierdza

Przyznam, że nie wiem, czy była już premiera filmu “Anioły i demony” i w zasadzie mnie to jakoś szczególnie nie zajmuje. Pomyślałem, że moja recenzja może być na czasie, bo z okazji jednego pewnie w księgarniach pojawią się też inne książki Dana Browna. Ale potem wyczytałem, że “Cyfrowa twierdza” jest pierwszą książką autora (wydana w 1996r). Kto wie, czy jak “Anioły i demony” odniosą sukces, to ktoś może z rozpędu zekranizuje omawianą książkę.

Zarys fabuły

Zacznijmy od streszczenia fabuły “Cyfrowej twierdzy”. NSA posiada wielki komputer do łamania szyfrów. Ale! Oto były pracownik tej instytucji, Japończyk Ensei Tankado wystawia na aukcji nowy nie-do-złamania algorytm szyfrujący. Przy czym robi to w dość ciekawy sposób, opis algorytmu i jego kod zaszyfrował przy jego pomocy – on sam zaś sprzedaje klucz do pliku. Im dłużej wszyscy starają się złamać nowy szyfr, tym wyższe ceny oferują. Oczywiście NSA nie może dopuścić do upublicznienia takiego algorytmu. Sprawy jednak nieco się komplikują – Tankado umiera w Sewilli, przez co znika możliwość negocjacji z nim, a dodatkowo wspólnik Tankado – znany jako North Dakota – ma upublicznić swoją kopię klucza. Rozpoczyna się wyścig z czasem. W siedzibie NSA Susan Fletcher poszukuje wspólnika Tankady, a tym czasem jej narzeczony leci do Hiszpanii odzyskać klucz jaki posiadał zmarły Japończyk.

UWAGA! Poniższy tekst, może zawierać spojlery, choć starałem się ich unikać, to być może przesadziłem z niektórymi opisami, więc czytacie na własną odpowiedzialność.

Rzut oka na kryptografię

Odnośnie komputera – nazwany jest tutaj “Translator“, ma on ma mieć około 3 milionów procesorów i służyć do łamania szyfrów, jak już wspomniałem. Robi to przy użyciu skutecznej, acz czasochłonnej metody “brutalnego ataku” (sprawdza 30 milionów kluczy na sekundę). Brawo dla czytelników, którzy właśnie próbują połapać się w tym co napisałem, w końcu jak można brutalnym atakiem łamać szyfr, którego algorytmu nie znamy. Dan Brown najwyraźniej nie bardzo rozumie różnicę pomiędzy szyfrem, jako zakodowaną wiadomością, przy użyciu konkretnego znanego algorytmu, a szyfrem – jako algorytmem szyfrowania. Ewentualnie ktoś mu źle wyjaśnił na czym polega szyfrowanie, czy metoda “brutalnego ataku”. Jest to jedna z wielu – nieścisłości – autora, z jakimi przyjdzie zmierzyć się czytelnikom (lub słuchaczom – wyjaśnię później).

Na potrzeby powieści Dan Brown – nieco – nagiął znaną nam kryptografię i wprowadził do niej wiele nowych prawideł. Jak np. to, że każdy szyfr można złamać, co gwarantować ma zasada Bergowskiego – z wyjątkiem właśnie szyfrów ze zmiennym tekstem jawnym – metoda opisana w 1975r. przez Josefa Harne – węgierskiego matematyka (postać fikcyjna – nie szukajcie;). Tankado zaimplementował ją przy użyciu “łańcuchów mutacyjnych” (cokolwiek by to znaczyło). Może tutaj przerwę tą wyliczankę, bo zajmie to chwilę i przejdę dalej.

Komputery w książce

Oprócz translatora Dan Brown opisał również inne maszyny liczące i urządzenia z nimi związane, ale przyznam, że jak tak sobie tego słuchałem, to nie mogłem umiejscowić czasu akcji. Z jednej strony Hulohot używa miniaturowego komputerka “Monokl”, to z drugiej w siedzibie Krypto (wydział kryptografii NSA) korzystają z bardzo starych monitorów, które wymagają rozgrzania się i posiadają pokrętła.

Lekko na bakier Brown stoi też z informatyką i elektroniką. Bohaterowie używają tajemniczych języków hybrydowych (przecież dla programisty nie ma to wielkiego znaczenia), np. Limbo i Pascal. Ciekawy był też opis lutowania leżącego na podłodze we wnętrzu jakiegoś komputera niejakiego Jabby, który unosząc lutownice w górę, starał się unikać ściekającej cyny. Tutaj również nie będę kontynuował tej listy.

Więcej o fabule

Jeśli przymknąć oko na pewne szczegóły, to początek książki jest nawet bardzo ciekawy. Pod względem fabularnym. Szkoda tylko, że Brown ma taką manierę na wyraźne podziały bohaterów. Ci dobrzy, są mili, szlachetni, uczynni itp, a Ci źli, to sadyści, brzydcy i często w jakiś sposób są ułomni. Do tego głowni bohaterowie są bardzo uzdolnieni w dziedzinach jakie reprezentują; on jest lingwistą, zna 6 języków (nie wiem, czy nie posługiwał się większą ich ilością w czasie trwania fabuły), a ona wybitnym matematykiem, programistą, kryptografem. Jeśli znacie jakieś inne książki tego autora, to zapewne nie zdziwi was zwrot akcji. Tzn, samo to, że jest, ale on sam wyszedł nieźle. Pod koniec powieści Brown kreśli nam trwającą jakieś 20 minut scenę, ale rozpisaną na kilka rozdziałów – skoro już tutaj o tym mowa, plus dla autora za zręczne uzasadnienie fabularne, widoku na zaatakowany system, choć było to bardzo filmowe.

Hiszpania w książce

Właściwie to Sewilla. Niby duże miasto, na skraju Europy (ale zachodnim), ale opisywana jest gorzej jak Polska za PRLu. W sumie nie byłem w Hiszpanii, kto wie, może to i prawda, że policja tam jest skorumpowana, a każda prostytutka zna się z każdym funkcjonariuszem (ile może być policjantów w 700tyś mieście?). Albo to, że szpital jest na sali gimnastycznej. Jeśli ktoś był, może skonfrontować własne wrażenia z książkowym opisem. Jest też możliwość, że Hiszpanii dostało się za jej Katolicyzm. Autor wyraźnie ma coś do tej religii, biorąc pod uwagę poprzednie (właściwie to kolejne) książki (zapoznałem się z nimi wcześniej).

Sprawa prywatności w książce

Pozytywnymi bohaterami powieści jest tutaj NSA. Autor nie widzi nic złego w tym, że potrafi ona czytać wszystkie listy. Tłumaczy jej działalność powstrzymanymi atakami terrorystycznymi, czy wspomaganiem działalności służb śledczych. Niestety patriotom w niej pracującym przeszkadzają ludzie domagający się prywatności i możliwości tajemnicy korespondencji. Przedstawieni tutaj jako tumani, “punki z PCtami“. Ensei Tankado został wyrzucony z NSA, po tym, jak zaprotestował przeciwko możliwości używania Translatora bez zgody sądu (ściślej, zamierzał rozpowszechnić informacje o Translatorze wśród mediów, po tym, jak ogłoszono, że to dyrekcja NSA ma możliwość decyzji w sprawie odczytywania wiadomości podejrzanych). To jedyny w miarę pozytywny bohater, który był przeciw Agencji Bezpieczeństwa Narodowego. Innym przeciwnikiem był kolejny kryptolog, tym razem były więzień, który był chamem, składał niemoralne propozycje głównej bohaterce i zaliczał się do tych złych.

Podsumowanie

No cóż, jeśli znacie inne książki tego autora – no to wiecie czego się spodziewać. Sensacji, dokładnych opisów wszelakich czynności, stanów, emocji, motywacji, itp, itd… ktoś nawet powiedział, że Brown wyraźnie nadużywa przymiotników – ja się z tym zgadam. Fabuła z grubsza jest taka sam jak w innych książkach, dobry bohater, jego kobieta, morderca – koniecznie z jakimś defektem (tutaj Hulohot – głuchy, ale chyba nie całkiem) i konieczność działania, od której bardzo wiele zależy. Do tego mnóstwo wręcz na siłę wstawionych zapożyczeń z przeróżnych języków.

No cóż, to ciężka lektura dla kogoś kto dysponuje wiedzą z omawianych dziedzin. No chyba, że go to po prostu bardzo śmieszy. Swoistą rozrywką może być sprawdzenie czy uda nam się wyłapywać uproszczenia w materiale, dlatego właśnie starałem się ich wszystkich nie zdradzić. Jeśli ktoś jednak ma znajomego, który szyfruje pliki za pomocą algorytmu ZIP, oraz podpisuje się “bez wosku“, to być może przyda się dłuższa lista, znaleźć ją można na stronach Wikipedii, czy to polskiej, czy angielskiej. Jak do wszystkich publikacji tego autora trzeba podejść do niej zupełnie rozrywkowo. Sięgajcie na własną odpowiedzialność, ja nie polecam, zwłaszcza osobom, które jeszcze z twórczością Browna nie spotkały się.

A właśnie, miałem wyjaśnić czemu słuchałem. Właściwie to nie czytałem żadnej z książek Browna, tak się jakoś złożyło, że słuchałem ich audiobooków, nikt nie chciał mi pożyczyć papierowej wersji (na ebooka nie chciało mi się patrzeć). I tak jakoś wyszło, że dotyczyło to “Kodu…”, “Aniołów …” i właśnie “Cyfrowej twierdzy”. Przy okazji, czytał ją Mirosław Utta (podkładał głos w polskiej wersji gry S.T.A.L.K.E.R.).

12 thoughts on “Dan Brown – Cyfrowa twierdza

  1. Dostałem tę książkę na wyjazd, jak wspomniałeś zaczyna się nawet ciekawie. Lecz odpadłem po tym, jak w NSA ktoś wykradał dane Susan, ta zaś zamiast posądzić jedyną osobę która ma dostęp do jej komputera próbuje wyjaśnić jak trudno włamać się do ich komputerów.

    Like

  2. No ja niestety poległem po kolejnym zwrocie akcji (to było około trzy lata temu – więc trudno mi o szczegóły miejsca w którym skończyłem), gdzie dobrzy stawali się tymi złymi itd. Ten poziom technologiczny też mnie odrzucił troszkę…
    Ale jak teraz się dowiedziałem, że to 96 rok – czytanie maili ze względu na terroryzm. To dość ładnie przyszłość przewidział.

    Like

  3. Przeczytałem wszystkie dotychczasowe książki tego pana i naprawdę mnie wciągną. Cyfrowa Twierdza i Anioły i Demony to według mnie najlepsze książki autora.

    Like

  4. @Radek: To chyba niemożliwe, by pisać tylko o tym na czym się zna i żeby z tego wyszła beletrystyka.

    A co do “Cyfrowej twierdzy”, to przeczytałem “Kod” i “Zwodniczy punkt” i tak w zasadzie stwierdzam, że te książki mają prawie identyczną linię fabularną, podobne zwroty akcji, podobnych bohaterów, tylko spisek się zmienia…

    Like

  5. Eeetam. Weźmy takiego Umberto Eco. Hawking to w sumie też niemal beletrystyka 😉 A Brown na siłę porusza tematy o których nie ma pojęcia. Z “Cyfrowej Twierdzy” śmieją się informatycy, z “Kodu…” śmieją się historycy sztuki. Chyba każda jego książka kogoś będzie śmieszyć.

    Like

  6. Taki Sapkowski był dość wierny historii, uważnie przestudiował czasy w który umieścił trylogię Husycką, oczywiście nagiął ja w kilku miejscach, ale przynajmniej umieścił z tyłu przypisy w których wyjaśniał czemu, albo co można znaleźć w źródłach.

    Może i są grupy społeczne, które śmieją z danej książki Browna, ale przeciętny odbiorca (zwłaszcza Amerykański dodam złośliwie) łyka wszystko bez zastanowienia. To że jedna z jego książek stała się bestsellerem, mogę zrozumieć, ale żeby kolejna (jak to pisałem w notce, jak to zauważył Ktos, fabularnie są bardzo podobne)?

    Like

  7. Cóż, tak działa pop-kultura. I tak się zarabia mnóstwo pieniędzy. W sumie nic dziwnego, że Brownowi nie chce się sprawdzać tego o czym pisze – trwałoby to długo, a ilość sprzedanych egzemplarzy książki nie zmieniłaby się znacząco.

    Like

  8. Oczywiście, że postawa Sapkowskiego, czy Eco (o Hawkingu nie wspominając, ale to inna literatura) jest milsza czytelnikowi, bo z lektura takiej książki to nie tylko zabijacz czasu. Człowiek po przeczytaniu jest w jakiś sposób bogatszy. A Brown? Po tej lekturze można się co najwyżej wzbogacić o więdzę “jak autor wyobraża sobie różne rzeczy”, ale po co komu taka wiedza?

    Like

  9. Ehh… od dawna wiedziałem, ze to bajkopisarz, ale teraz dokładnie znam szczegóły. Książka mimo wszystko jest fajna i wciągająca 🙂
    A co do tych monitorów, które się rozgrzewają i mają pokrętła to radzę zauważyć, że książka została wydana w 1996 roku 🙂

    Like

Comments are closed.