Moon (2009)

Filmy SF kojarzą zwykle zwykłym zjadaczom chleba głównie z masą efektów specjalnych, wybuchów czy głupawej fabuły związanej ze statkami kosmicznymi i obcymi. Wchodzi do kin dobry przykład – Avatar, którego jeszcze nie oglądałem, ale domyślam, że jego siła przebicia nie leży w tym, co w SF najważniejsze.

Mało kto słyszał o filmie Moon tu w Polsce. Nie ma on nawet polskiego tytułu. Z co wyczytałem, pokazano go jedynie raz, na Warszawskim Festiwalu Filmowym. Jak ktoś na FilmWeb ujął: A w kinach nie będzie bo to nie amerykański. Wychodzi więc na to, że obejrzeć go można będzie jedynie na DVD. Przynajmniej legalnie.

Fabuła

Ale powiedzmy może, o czym jest. Otóż na Księżycu w bazie Sarang, należącej do korporacji Lunar, wydobywany jest Hel 3, paliwo do rektorów fuzyjnych – taniej, czystej energii. Stacji jednak trzeba doglądać. Na 3 letnim kontrakcie pracuje tam Sam Bell (grany przez Sama Rockwella). Pracuje sam, nielicząc automatu-komputera o imieniu GERTY (głos podkłada tutaj: Kevin Spacey).

Powoli zbliża koniec jego zmiany. Trzyletnie odosobnienie pozwoliło mu zapanować nad swoim temperamentem oraz przemyśleć wiele spraw związanych ze swoją żoną i córką pozostawionymi na Ziemi. Trzy lata spędzone w samotności zaczynają mu również wyraźnie doskwierać, co prowadzi do dość poważnego wypadku. Nie chciałbym zdradzać więcej, ale wszystkie dziwne wydarzenia jakie do tej pory Sam ignorował nagle składają się na wspólną całość.

Podsumowanie

Podsumowując, jest to kino SF w dobrym wydaniu, z przesłaniem. Mało jest tu efektów specjalnych, ale te które są (głownie księżycowe widoki), są porządnie zrobione (podobno w wyniku strajku scenarzystów, najlepsi specjaliści od efektów byli łatwo osiągalni). I jeszcze ta muzyka (autorem jest Clint Mansell). Polecam. Z pewnością warto. Zwłaszcza jeśli literki SF, nie kojarzą Ci się z Gwiezdnymi Wojnami.

Link

22 thoughts on “Moon (2009)

  1. Miałem przyjemność oglądać… potem zebrałem szczękę z podłogi i obejrzałem jeszcze raz. Klimat krążył nade mną jeszcze parę dni.
    Film jest rewelacyjny mimo iż sama fabuła dość przewidywalna. Polecam wszystkim lubiącym tzw. ‘ambitne’ opowiadania science fiction, które traktują o przeróżnych możliwych problemach niesionych nam przy okazji przełomów technologicznych.

    Like

  2. Fabuła przewidywalna, bo jednak człowiek w swoim życiu już trochę tego wszystkiego widział… Mimo wszystko wydaje mi się, że pomysł dość oryginalny. Klimat rzeczywiście jak starych SFów. Poczułem się znów jak dzieciak czytający Odyseję Kosmiczną 🙂

    Naprawdę polecam.

    Like

  3. @Radek: Nie zrzucalbym akurat przewidywalnosci filmow na “ilosc obejzanych filmow:. Do tej port lapie sie na tym ze fily potrafia mnie bardzo mocno zaskoczyc – wystarczy tylko troche inwencji ze strony scenarzystow. Ostatnio chociazby nawet polskie filmy: Rewers i Dom zly.

    Like

  4. Mimo wszystko coraz trudniej zaskoczyć. Tym bardziej, że fantastyka to jednak gatunek który przez jakieśtam utarte schematy staje się coraz bardziej przewidywalny. Zdaje mi się nawet, że Lem kiedyś napisał jaiś “generator” historii SF 😉

    Like

  5. Imo “fantastyka” – jako sam gatunek, nie jest jeszcze wystarczajaco wyeksolorowany przez kino. Powiedzialbym wrecz ze od paru lat traktowana jest bardzo po macoszemu i glowne naklady finansowe holywoodu ida na tandetne kino efekciarskie. Marzy mi sie ekranizacja “trudno byc bogiem”… Jakby nie patrzec bardzo prosta w realizacji bo rekwizyty mogliby pozyczyc nawet od polskiej ekipy odpowwiedialnej za “ogniem i mieczem” ;P. Mam nadzieje ze ruscy sie kiedys za to wezma. Wg mnie ich kino mainstreamowe jest duzo lepsze niz amerykanskie. Przede wszystkim blizej mu do filmow europejskich.

    Like

  6. Occulkot, nie znam co prawda “Trudno być bogiem” (Strugaccy?), ale nie wiem czy taki film by się sprzedał. Żeby film się sprzedał musi iść na to dużo dzieciaków, dużo wybuchów, trochę smyrania się bohatera z seksowną aktorką itd, + jakieś wielkie roboty…

    Like

  7. @Radek: Zawsze da sie cos wymyslec :P. Poza tym przewertowanei “calej” fantastyki, od tej popularnej do totalnie niszowych opowiadan zajelo by troche czasu ;).

    Sigvatr: Dobrze kombinujesz z autorami. A film pewnie by sie nie sprzedal “taniej” publice. Na szczescie to powiesc, mozna powiedziec, klasykow fantastyki rosyjskiej wiec istnieje szansa ze ktos zekranizuje (za wshodnia granica ;)). Swoja droga cieszy mnie ze rosjanie daja dosc duzo pieniedzy na “swoje” kino. Maja kilku bardzo dobrych rezyserow i zawsze chetnie zobacze cos z ich kraju 😉

    Like

  8. @Radek: bez t plz. Nie odrozniam szajsu od wartosciowej. Ostatnio zaczalem dicka meczyc (bez skojarzen).

    @Sigvatr: Slawny w mainstreamowym kinie i szczegolnie jeszcze rozpropagowany jako kontrowersyjny w polsce. Polecam zapoznanie sie chociazby z tworczoscia Michalkova (12, cyrulik syberysjki, spaleni sloncem).

    Like

  9. Sorrki, późna godzina 😉 A Dick nie jest zły, chociaż IMO jak przeczytasz jedną książkę, to wiesz jak wyglądają wszystkie. Podobno jak zdobył jakotaką popularność, to wydawca narzucił mu takie tempo pisania nowych książek, że Dick pisał je na drugach. Tempo rzeczywiście było ekspresowe, ale “trochę” się to odbiło na fabule 😉

    Like

  10. @Radek: na razie dorwalem tylko zbior opowiadan. I rzeczywiscie pewien schemat mozna odczuc. Ale patrzac po ilosciach ekranizacji i jakosciach filmow jakie powstaly na temat jego prozy na pewno bede grzebal dalej ;P

    Like

  11. Książki Dicka są bardzo specyficzne, ale trzeba mu oddać bardzo ciekawe pomysły. Gorzej z filmami na podstawie jego książek, które są właściwie tylko bardzo luźno z nimi związane no i jak tak zwykle rozmijają się z zamysłem autora (np. Raport Mniejszości).

    Like

  12. Ja akurat przeczytałem tylko kilka powieści, żadna nie zekranizowana. I jedno wiem na pewno – na trzeźwo ich nie pisał 😉 Te zekranizowane opowiadania jeszcze się trzymały kupy, ale np. Trzy stygmaty Palmera jakiegośtam, albo Ubik są jak raport z tripu po ostrym braniu. W sumie warto przeczytać 😉 A co do ekranizowanych pisarzy SF “starej daty” – Asimova mam nadzieję już przerobiłeś? 😉

    Like

  13. Jak przeczytałeś całą Fundację to właściwie w pisarstwie Asimova chyba już nie masz czego szukać, bo wszystkie te wątki to w jakiś sposób nawiązanie do Fundacji. Ja czytałem jeszcze serię “Gwiezdne Imperium”, która była jakimśtam zbiorem historii sprzed Fundacji (jak Trantor dopiero się rozwija). Fajnie się to czytało właśnie po Fundacji, ale jakieś specjalnie wartościowe to nie było.

    Like

Comments are closed.