X-Men Geneza: Wolverine (2009)

Wolverine, czy jak kto woli Rosomak, to jeden z najpopularniejszych X-Menów. Przynajmniej, ja to tak postrzegam, choć serią w zasadzie nie interesuję się. Komiksową serią, uściślijmy, bo całkiem miło oglądało mi się wszystkie filmy z “X-Men” w tytule. Czas i na ostatnio wydany taki właśnie – “X-Men Geneza: Wolverine”.

Żeby nie pisać wiele, już na wstępie powiem, nie był to za dobry film. Zacznijmy od tego, że producenci bardzo chcieli, aby ich dzieło przyciągnęło do kin jak największą rzeszę osób. A kto chodzi najchętniej do kina na takie rzeczy? Dzieciaki, dlatego podobno z pierwotnej mrocznej konwencji zrezygnowano, wymieniono dekoracje na żywsze no i zmieniono jeszcze parę innych rzeczy. Nie wiem, czy ruszano scenariusz przy tym, ale jeśli on taki był od początku, to zupełnie nie dziwię się producentom. Zainwestowali wszak w to sporo grosza, a przecież za coś sobie ,,Majbacha” muszą kupić.

Dlatego też, niech nikogo nie zdziwi, że w filmie nie ma praktycznie krwi. Występuje ona tylko w jednej scenie, ale wyłącznie statycznie. Co z tego, że bohater za pomocą szponów kroi wszystko na około, robi to zupełnie bezkrwawo. Nawet w scenie, gdzie jeden z bohaterów chwyta drugiego za kręgosłup (w znaczeniu, chwyta za tę kość) nie ma w ogóle krwi.

Co dziwi tym bardziej, iż ten film, to w zasadzie zbiorowisko pojedynków. Ale prawdę powiedziawszy nie bardzo ciekawych. Sceny walk w Afryce należą raczej do tych żałosnych. Fabuła jest dość prawdę mówiąc słaba, nawet nie ma to jakiegoś poważnego motywu, jedynie zbiór jakoś tam powiązanych faktów, które mają niby nam wyjaśnić, czemu tytułowy bohater ma taką a nie inną kurtkę. Jeśli pochylić się jeszcze nad tą fabułą, to mamy motyw seksownej laski, zakochanej w twardym facecie, która łagodzi jego umęczoną duszę, a kiedy jej zabraknie to ten zamienia się w zwierzę, ale na końcu opanowuje, bo ją wspomina… Albo konflikt dwóch braci, Dobrego i Złego. Bardzo oklepane te schematy.

Wspomniałem o kurtce. Ponieważ film ma w podtytule “geneza”, należało oczywiście wyjaśnić kilka rzeczy, jakie widzowie poznali przy oglądaniu pozostałych filmów z serii. Jedną z nich, oprócz wspomnianej kurtki jest amnezja bohatera. Miałem wrażenie, że pod koniec pracy scenarzysta nagle wypluł zawartość właśnie łykniętej kawy i krzyknął “fak! zapomniałem o amnezji!”, po czym prędko dopisał odpowiednią scenę. W filmie naprawdę można było lepiej wpleść ten motyw. Niektóre z wątków pozostały w dziwny sposób nie wyjaśnione.

“Geneza: Wolverine” nie jest dla tych, którzy nie oglądali poprzednich filmów z sagi “X-Men”, gdyż w pewnych miejscach twórcy za pomocą deus ex machine postanowili powstawiać kilka epizodycznych ról dla innych znanych bohaterów wcześniejszych obrazów. W zasadzie tylko fani poprzednich filmów mogą się jakoś “bawić” przy tym. I pomyśleć, że kręcą kolejną część.

Linki

2 thoughts on “X-Men Geneza: Wolverine (2009)

  1. Ja mam wrażenie, że film nie jest też dla fanów komiksu i serii animowanej, bo jak oglądałem, to mimowolnie coś mi nie pasowało, bo w komiksie było inaczej 😉

    Like

  2. Serii animowanej nie oglądałem, bo za stare to było, a miałem kiedyś wszystkie odcinki. Komiksów też nie czytałem, za dużo tego, plus te wszystkie podserie, alternatywy etc..

    Like

Comments are closed.