Moc pozytywnego myślenia

Ponad 5 milionów sprzedanych egzemplarzy – kusiła okładka, zapewniała: Najbardziej inspirująca książka naszych czasów, zachęcała: Przeczytaj tę książkę. Zmień swoje życie! ale nie dlatego po nią sięgnąłem. Książka ta zachęcała mnie swoim tytułem, pomyślałem, że choć mój przeżarty cynizmem umysł uśmiecha się lekko na takie rzeczy, to przecież mi nie zaszkodzi?

Jednak skrzywienie zawodowe, skłoniło mnie, do rzutu okiem na spis treści. Już od tego momentu wiedziałem, czego należy się spodziewać. Niestety. Ale jakby to powiedzieć: pomyślałem pozytywnie i zacząłem czytać.

Wpis do akt

Ale może najpierw jakaś informacja bibliograficzna: nazwa książki jest taka jak w tytule: “Moc pozytywnego myślenia”, tytuł oryginału: “The power of positive thinking”, pióra Normana Vincenta Peale’a. Przeczytana przeze mnie kopia wydana została w 2002 r. przez wydawnictwo “Studio Emka”.

Do czego sprowadza się treść książki? Najkrócej opisać to słowami “wiara i modlitwa czyni cuda”. Dodać jeszcze należy, że konkretna wiara. Pan Peale, jest protestanckim pastorem, w dodatku, o ile dobrze zrozumiałem jego notkę biograficzną, nie bardzo przepada za Katolikami (zwłaszcza, jeśli jakiś ma zostać prezydentem). Mimo to, jest poczytny w Polsce, wśród tych właśnie. Ostatecznie czym różni się bóg Katolików od boga protestantów?

Być może też bierze się to z tego, że w książce nie ma wprost napisane: “protestantyzm”, zamieniono to na “chrześcijaństwo”. Raczej nie podejrzewam celowego działania tłumacza, a jedynie właściwą każdemu odłamowi chrześcijaństwa tendencję do określania się “tymi prawdziwymi”.

Jak to jest w książce

No cóż, prawdę powiedziawszy autor wcale nie krył się ze swoim religijnym zacięciem, przeciwnie, uczynił go podstawą wyznawanej filozofii, już od 55 strony miałem serdeczną ochotę odrzucić tą książkę precz. Niezależnie od tego, jakie masz problemy, jedynym czego potrzebujesz, jest modlitwa, fragment Biblii, chodzenie na msze oraz z tym wszystkim gorąca i szczera wiara w to, że Bóg Cię kocha i chroni. Jakikolwiek przypadek nie został omówiony zawsze pomagała Biblia i wspólna, nawet przez telefon, modlitwa. Masz problemy w interesach? Nie możesz znaleźć męża? Nie możesz spać? Na wszystko remedium znajdzie się, kiedy zaczniecie śpiewać psalmy, czy cytować proroków. Tak było na początku książki.

Pastor Peale rozpędził się z czasem, zaczął wypisywać coraz większe banialuki. Przede wszystkim jest on absolutnie przekonany o skuteczności Biblii oraz wiary w swojego Boga. Wielokrotnie to podkreśla. W dodatku czytając książkę, ma się nieodparte wrażenie, że między literkami wzbija się w powietrze orzeł, szybując nad Wielkim Kanionem, a gdzieś w tle łopocze amerykańska flaga. Z pewnością nie można odmówić Normanowi Peale fanatycznego oddania swojemu wyznaniu jak i krajowi.

Jak to jest w rzeczywistości?

Wbrew pozorom nie jestem tutaj jakimś gorącym wyznawcą czystego ateizmu, który próbuje nawrócić swoich łatwowiernych ziomków ze złego toku myślenia. O nie, rzeczywistość jest zupełnie inna.

Tak naprawdę dowolna wiara może zdziałać to samo. Nie trzeba męczyć się z Biblią, można też sobie wmawiać sentencję mistrza Yody z Gwiezdnych Wojen, byle tylko robić to na poważnie. Być może bardziej konstruktywne jest nauczenie się np. litanii Bene Gesserit, w każdym razie efekt będzie ten sam.

Dowody? To jeszcze się pytasz? Jest dużo religii na świecie, a każda z nich daje swoim wyznawcom to samo. W końcu po coś powstały. Szkoda tylko, że tak często są zniekształcane aby mogły służyć dowolnemu innemu celowi, w tym i też tych niezbyt światłych.

Choć może i ekspertem nie jestem, ale do pozytywnego myślenia nie trzeba w ogóle żadnej religii, czy świętych tekstów. Wystarczy sama wiara – wbrew pozorom, nie równa się ona religii.

Czego jednak nie zdzierżę?

Być może to moja osobista wizja, ale stanowczo pan Peale przesadził, pisząc następujące słowa:

Chrześcijaństwo również można zrozumieć jako naukę. Jest ono filozofią, systemem teologicznym i metafizycznym, zespołem praktyk religijnych, kodem moralnym i etycznym. Ma również charakter nauki, ponieważ jest oparte na Księdze, która zawiera skład technik i metod postępowania niezbędnych do rozumienia i leczenia natury ludzkiej. Przedstawione w niej prawa są tak precyzyjne i tak wiele razy dowiodły swojej trafności i skuteczności (jeśli spełniane są warunki zrozumienia, wiary i praktyki), że można uznać, że religia chrześcijańska jest nauką ścisłą.

Tylko w głowie kapłana, lub osoby zaślepionej swoją wiarą mogły zrodzić się podobne brednie. Ze wspomnianej Księgi, która modyfikowana była wedle potrzeb w czasach kiedy powstawała, dziś wyciąga się fragmenty, pozbawia się je kontekstu, a następnie interpretuje wedle woli. Moralność i etyka chrześcijan zmienia się i zmieniała się na przestrzeni wieków, w żaden sposób nie można myśleć o jakiejkolwiek religii jako o nauce ścisłej.

Jeden z rozdziałów, poświęcony jest wierze w leczeniu różnorakich chorób. Podkreśla tutaj boskie możliwości, które można na siebie ściągnąć za pomocą modlitwy. Przytaczane są przypadki uzdrowionych osób. Autor pisze wprost:

W zapobieganiu chorobom oraz w leczeniu umysłu i ciała nie pomiń zatem szansy, jaką daje jedno z największych dostępnych źródeł pomocy: uzdrawiająca wiara.

Na świecie jest tysiące ludzi nieuleczalnie chorych, którzy mają najszczerszą wiarę w swoje uzdrowienie, mają też innych, którzy się o nich modlą. Jednak to im nie pomaga. Przytoczone przez Peale przypadki były dość szczególne, zasadniczo były to przypadki chorób psychosomatycznych (co oznacza, że i leczenie może się odbywać w umyśle). No i oczywiście zawsze jest efekt placebo, ale dotyka on jedynie 30% chorych. Ciekawe czemu pastor Peale nie opisał jakiegoś przypadku z pozostałych 70%? Nie pasował do tezy?

Ażeby tego było mało, w jednym z ostatnich rozdziałów, autor wziął na warsztat pocieszanie osób, które doświadczyły śmierci osoby bliskiej (tytuł rozdziału sugerował pomoc osobom porzuconych przez ukochanego). Rzecz jasna na podstawie Biblii, przedstawił jak będzie wyglądało nasze życie po (naszej) śmierci. Napisał nawet:

Jesteśmy o krok od jednego z największych odkryć naukowych w historii, które wykaże, w oparciu o eksperymenty laboratoryjne, istnienie duszy i jej nieśmiertelność.

Warto tutaj dodać, że pastor opiera się na badaniach uczonych zajmujących się parapsychologią. Inna sprawa, że wciąż do takiego odkrycia nie doszło. A jeśli nawet, to wątpię, żeby wykorzystano do tego Biblię.

Makulatura, czy nie?

Czytając zastanawiało mnie, czy w ogóle tą książkę warto czytać. Zasadniczo, jeśli by wyciąć całą tą teologię i nawiązania do Biblii, olać porady typu: “naucz się tego a tego psalmu”, wypisać to wszystko co jest przydatne gdzieś na boku, całą tą esencję, zapewne wyszło by tego może ze strona tekstu. Nie opłaca się więc chyba kupować całej tej książki dla jednej strony? Tym bardziej, że w necie, czy choćby w Pani Domu (wychodzi to jeszcze?) można to samo mieć taniej, czy nawet za darmo.

Odradzam zakup tej książki, zwłaszcza dla siebie. Tym bardziej jeśli nie jesteś fanatycznym wyznawcą religii chrystusowej (udzieliło mi się…). Odradzam też kupowanie jej dla osób, które są takim wyznawcami. Strach pomyśleć, co z tego wyjdzie. Choć z drugiej strony, normalne środki takim zapewne nie pomogą. Ale mimo wszystko uważam za nieetyczne wykorzystywanie i kształtowanie cudzej wiary na określony obraz, sugerowanie że jest ona zdolna do czegoś ponadto, co dzieje się w naszych głowach.

Linki

8 thoughts on “Moc pozytywnego myślenia

  1. Odradzam zakup tej książki, zwłaszcza dla siebie. Tym bardziej jeśli nie jesteś fanatycznym wyznawcą religii chrystusowej (udzieliło mi się…). Odradzam też kupowanie jej dla osób, które są takim wyznawcami. Strach pomyśleć, co z tego wyjdzie.

    Mnie się wydaje, że taki na przykład fanatyczny katolik uzna to za okultystyczne brednie i magiczne traktowanie Boga. Skutkiem będzie rozniecenie małego stosu na trawniku przed blokiem i spalenie kukły autora rzeczonej publikacji. To już rzeczywiście lepiej mu kupić coś mniej kontrowersyjnego 🙂

    Nie jestem wrogiem optymizmu ani tym bardziej modlitwy, ale fraza „moc pozytywnego myślenia” działa na mnie jak „viagra” na filtr antyspamowy.

    Like

  2. Mnie się wydaje, że taki na przykład fanatyczny katolik uzna to za okultystyczne brednie i magiczne traktowanie Boga.

    Vmario: o tym właśnie można poczytać w zamieszczonym przeze mnie linku do artykułu z Naszego Dziennika 😉

    Like

  3. Tdudkowski: dzięki za linki, nie widziałem, że “pozytywne myślenie” jest wykorzystywane jakoś szerzej niż zachęta do walki z pesymizmem, tym bardziej, że przybiera postać ruchów “rak jest darem” czy innych.

    Like

  4. No, przypomniałem sobie w końcu. Swego czasu próbowałem przeczytać “Potęga podświadomości” Joseph’a Murphy’ego z nadzieją, że jest to coś, co w jakiś logiczny sposób wytłumaczy mi dlaczego ludzie zachowują się tak jak się zachowują i (być może) polepszyć moje stosunki z otoczeniem. Niestety było to dokładnie to czego doświadczyłeś w twej książce. I mimo tego, że jestem katolikiem, książki tego typu strasznie mnie irytują. Bóg to nie odpowiedź na koklusz i trzęsienia ziemi.

    Like

  5. Eksperyment sponsorowany przez Fundacje Templetona dowiodl, ze modlitwa jest obojetna, a w pewnych sytuacjach moze zaszkodzic Study: Prayer didn’t help sick.
    To raczej “pozytywne myslenie” zostalo zdeformowane i zaprzegniete przez chrzescijan leczacych sia wiara i modlitwa. Podejrzewam, za na poczatku Positive Thinking to byla jakas metoda na przelamanie blokow i negatywnych schematow. Ale pozniej zostalo rozdete i traktowane jako uniwersalny wytrych i lifestyle. Kiedy zas dostalo sie w rece ludzi wiary stalo sie smiertelnie niebezpieczne, bo bywa pseudonaukowa maska stosowania religijnych czarow w postaci modlitwy zamiast medycyny.

    Like

  6. Podobni fanatycy powinni być zesłani na jakąś wyspę i odizolowani od “zdrowych” umysłowo ludzi. Podobnie, jak wszyscy, którzy czytają takie poradniki! 😀

    Polecam książkę “Potęga podświadomości”, bo chociaż infantylna – działa. I mówię to na swoim przykładzie, na przykładzie kierowniczki banku, managera w dużej firmie itp.

    Jeśli nie wierzycie, zróbcie prosty (ale wymagający dyscypliny) eksperyment: codziennie z zegarkiem w ręce, 4 razy dziennie wyobrażajcie sobie, jak spełnia się Wam jakieś życzenie. I tak przez miesiąc. Będziecie pozytywnie zaskoczeni!

    Buddyści zakładają istnienie czegoś w rodzaju “Mentalnej Karmy”, uważają, że to co myślimy i nasze stany emocjonalne również zostawiają ślad we wszechświecie… Kto wie?

    Like

  7. Buddyści zakładają istnienie czegoś w rodzaju “Mentalnej Karmy”, uważają, że to co myślimy i nasze stany emocjonalne również zostawiają ślad we wszechświecie… Kto wie?

    To coś jak ten sławetny “Sekret”? Wątpię, żeby dało mi miliard dolarów, czy władzę nad światem, a to co mi może takie coś dać, dostał bym i tak 😉 Tak to widzę.

    Like

Comments are closed.