Galerianki (2009)

Jeden z głośniejszych polskich filmów ostatniego czasu. A zaczęło się od krótkiego, około 30 minutowego podyplomowego filmu Katarzyny Rosłaniec pod tym samym tytułem: “Galerianki”.

Krótki rzut oka na fabułę: młoda bohaterka – Ala – stara się dołączyć do paczki koleżanek z klasy. Owe koleżanki są tytułowymi galeriankami. Co oznacza, że włócząc się po sklepie chętnie świadczą usługi seksualne w zamian za jakiś drobiazg. Do tego dość ostro imprezują, co z kolei odbija się na ich ocenach, co ich zresztą nie obchodzi za bardzo.

Film pani Rosłaniec stał się sławny, dostała więc trochę kasy, znanego rapera, którego pseudonim ładnie prezentuje się na spotach, a do tego plakat, przedstawiający bohaterki na białym tle (“kreatywność” w polskiej sztuce plakatu filmowego – przynajmniej do ostatnich, znanych produkcji – to chyba pojęcie całkowicie nieznane). Z takim zapleczem nakręcono “rimejk” wspomnianego filmu.

Odgrzany kotlet trwa, w nowej wersji, około 40 minut. Zmieniono obsadę, np. główna bohaterka z pierwszego filmu, tutaj gra postać z tła (chyba tylko ojciec Ali pozostał ten sam). Zmieniono też perspektywę na szerszą, oraz zwiększono liczbę wątków pobocznych, jednak wszystko co było na krótszej wersji ma i swoje odbicie tutaj. Do tej połowy filmu autorka dokręciła ciąg dalszy.

Niektórzy wolą tutaj zdecydowanie tę właśnie pierwotną wersję, inni pewnie docenią tę pełnometrażową, ja raczej skłaniałbym się ku tym pierwszym, ale być może to dlatego, że od niej zacząłem. Szkoda tylko, że ciekawsze kwestie można było posłuchać na trailerze.

Linki

8 thoughts on “Galerianki (2009)

  1. Jeśli jest to różnica 10 minut to pewnie ta scena gdzie główna bohaterka gapi sie na siebie w lustrze a potem zmywa makijaż. Jak dla mnie o wiele za długa.
    Film jak film, nic rewelacyjnego ale zły też nie jest. Ot, na styczniowe popołudnie 🙂

    Like

  2. N3m0 – to kiedy ona patrzy w lustro i zmywa makijaż, to nie było na końcu? Wtedy to już dawno skończyła się fabuła wcześniejszej wersji.

    Like

  3. Ale plusem filmu jest to, że znając etiudę nie nudziłem się już na filmie pełnometrażowym. Niby to samo a tak jak piszesz trochę inaczej.
    I pomimo poruszanej tematyki film nie jest naciągany – co jest dużym plusem.

    Like

  4. “Odgrzany kotlet trwa, w nowej wersji, około 40 minut” – a dokładniej 72.
    Przedwczoraj widziałem pierwszy raz tę wersję kinową i IMO zupełnie wystarczyła krótka, zamieszczona dawno temu w sieci.
    Ta godzinna wersja jest jak to napisałeś “odgrzewanym kotletem” podanym z ludźmi starającymi się udawać profesjonalnych aktorów (ta blondyna, która była w ciąży miażdży wszystko swoją “naturalnością”) i zupełnie niepotrzebnymi wątkami pobocznymi typu samobójstwo tego chłopaczka (Michała?).

    Like

  5. “Odgrzany kotlet trwa, w nowej wersji, około 40 minut” – a dokładniej 72.

    Właściwie to jakieś 82 (przynajmniej według FilmWeb). Najwyraźniej źle to napisałem, chodziło mi o to, że przez 40 minut filmu mamy w zasadzie wierne odtworzenie tej krótkiej wersji. Reszta to już dodatkową fabułą.

    ta blondyna, która była w ciąży miażdży wszystko swoją “naturalnością”

    To jest właśnie Ala z poprzedniej wersji 🙂

    samobójstwo tego chłopaczka (Michała?)

    Tak, tak miał na imię.

    Like

  6. Galerianki są żałosne. Kobiedia kompletna, gra aktorska na zerowym poziomie, a dialogi tak sztywne, że czasem płakać mi się chciało jak tego słuchałem.
    Żenada, jeden z najgorszych jeżeli nie najgorszy film jaki widziałem.
    Ta 30-sto minutowa etiuda to samo.

    Like

Comments are closed.