Wychowanie do abstynencji a proza życia

Opisałem swego czasu, kolejny genialny pomysł, zapożyczony z niemniej genialnego kraju, aby nauczać młodych o wydumanej szkodliwości seksu przedmałżeńskiego. Odział gazety.pl z Łodzi, tam akcja owa się zaczęła, opisał aktualny stan rzeczy. No i jakby to powiedzieć: coś nie wyszło. Niemniej jednak program zapewne będzie kontynuowany, pomimo braku sensu. I pomyśleć, że podatnicy jeszcze do tego dopłacają…

Na podstawie: Seks przed ślubem jest zły? Nie obrzydzili go uczniom.

23 thoughts on “Wychowanie do abstynencji a proza życia

  1. Porównywanie seksu przedmałżeńskiego do hazardu, alkoholu czy narkotyków jest chore. A teks z Chuckiem idealnie przedstawia poziom ludzi, którzy wymyślili tę akcję – są po prostu żałośni.

    Zamiast wciskać kit o tym, jaki to seks przedmałżeński jest zły, mogliby porządnie wytłumaczyć na czym to wszystko polega. Świadomy człowiek wie co robi i wie co chce zrobić, nieświadomy robi co każą.

    Like

  2. I zazwyczaj nie wiedzą co mówią, chyba że interesują ich >20 letnie dziewice. Znam sporo dziewczyn (bo właśnie jeszcze nie kobiet) w wieku 16-20, które wolą z seksem jeszcze poczekać.
    Co ciekawe obracam się głównie w towarzystwie, które jest widziane przez społeczeństwo jako “dno”, gdzie dziewic na pewno nikt się nie spodziewa. ;]

    Like

  3. Paolo: no bez przesady, trzeba tez pamiętać, że niektórzy zwyczajnie boją się do dziewictwa przyznać ze strachu przed szykanami.

    Nie wiem też po co niektórzy szukają dziewic, nie lubią krytyki? Jestem w stanie to zrozumieć, o ile sam dochował dziewictwa.

    Like

  4. “Nie ma ich (klubów absytenta), bo fundacja jest mała, oprócz klubów ma na głowie szkolenie kolejnych nauczycieli, brakuje pieniędzy na pomoce dydaktyczne i honoraria dla nauczycieli, poza tym w szkołach jest dużo zajęć pozalekcyjnych i kolejne trudno wcisnąć w grafik. Jak sama oblicza, na szkolenia z “Wychowania do abstynencji” wydała dotychczas 80 tys. zł, z czego trzy czwarte to dotacje z urzędu (…)”

    Hahaha.

    Like

  5. Forsowanie religijnych nakazow za publiczne pieniadze w szkolach panstowych? Oczywiscie, przeciez to Polska.

    Kontynuowanie projektu pomimo oczywistego niepowodzenia wszedzie gdzie usilowano go wdrazac? Oczywiscie, przeciez to religia.

    Like

  6. Koval: zechcesz rozwinąć swoją myśl? Wydaje Ci się, że krytykując głupi program, zachęcam do promiskuityzmu? Otóż wiec, że nie. Jedynym efektem takich programów, jest wzrost liczby nieletnich ciąż i roznoszenia się chorób wenerycznych. Nie należy pchać religii do edukacji seksualnej, wbrew temu co mówi dowolny ksiądz.

    Like

  7. no nienalezy bo ksieza z samej zasady powinni o seksie wiedzieć jak najmniej, z tym sie zgadzam, tylko pierwsza mysl jaka mi przyszla na myśl to te durnowate słowa owsiaka.

    ogolnie seks jest dla ludzi. jak sie człowiekowi nudzi to najlepszy jest na nudę.

    Like

  8. no nienalezy bo ksieza z samej zasady powinni o seksie wiedzieć jak najmniej, z tym sie zgadzam

    …a dobrym kardiologiem może tylko zostać ktoś po minimum dwóch zawałach. O kryteriach na dobrych pisarzy sf nie wspomnę, bo nie znam wszystkich ziół…

    Forsowanie religijnych nakazow za publiczne pieniadze w szkolach panstowych? Oczywiscie, przeciez to Polska.

    Zaraz tam religijnych. Tzn.: religijnych, owszem, ale w systemie, który mamy, akurat – chyba – lepiej opłaci się zapobiegać, niż leczyć, czyli inwestować we wstrzemięźliwość, żeby potem nie musieć małolatów wozić po klinikach, bo nawet gumki czasem pękają. Rzecz oczywiście załatwiłoby restrykcyjne ustawodawstwo antyaborcyjne z jednej strony, łapy państwa z daleka od wszelkich programów szkolnych z drugiej i liberalizacja mediów z trzeciej strony [co być może dałoby szansę wykazania się mediom innym, niż Polsat / TVN / Radio Maryja], ale w myśl starożytnego przysłowa jak się nie ma, co się lubi, to się lubi ser podlaski.

    Like

  9. Torero: księża z definicji wybierają celibat, odrzucając seksualność (oficjalnie, historycznie, powód był inny)

    Zaraz tam religijnych.

    One są religijne. Powstały w USA, może element ceremoniału z nich usunięto, ale dalej jedzie to jakimiś oazo podobnymi.

    czyli inwestować we wstrzemięźliwość,

    Głupota. Po pierwsze… może inaczej to ujmę: chuć niektórych nie da się przyhamować zdrowaśkami. Pomijając już tutaj zagadnienia etyczne: czemu w mamy młodych wpajać religie, może sobie nie życzą? To zwyczajnie nic ci nie da. Młodzi, którzy mają głowy wypełnione modlitwami i grzesznymi myślami, mają większe prawdopodobieństwo zajścia w ciążę, czy zarażenia się czymś niż młodzi którzy wiedzą co to jest antykoncepcja, wiedzą jak podchodzić do seksu. O jeszcze o jednym na katechezie nie mówią: dobra edukacja seksualna wcale nie przyspiesza inicjacji, wprost przeciwnie.

    Like

  10. róznica między kardiologiem a ksiedzem jest taka ze ten pierwsyz ma podejscie naukowe a ten drugi… no wlasnie jakie? na pewno nie naukowe

    Like

  11. @Torero: poniewaz ksiadz slubuje seksualna abstynencje moze wiedziec tyle o ludzkim seksie co ja o seksie krokodyli – moze go poznac teoretycznie. Chyba, ze wbrew zaleceniom swojej religii mial jakies doswiadczenia przed zlozeniem slubowania.

    Religia jako srodek zapobiegawczy? LOL Bylo kiedys takie powiedzenie “armia radziecka z nami od dziecka” – a teraz masz lekcje religii od przedszkola i oceny z niej na swiadectwie, krzyze w szkolach i urzedach a teraz jeszcze religijna propaganda seksualna. Katolicki szariat. Rodzial kosciola rzymskokatolickiego od panstwa? Nie w Polsce.

    Do drugiej czesci mojego komentarza gdzie przypomnialem, ze to po prostu nie dziala nie odniosles sie. Tymczasem gdyby te same 80 tys wydac na sensowna walke z homofobia na pewno bys sie pieklil. A roznica bylaby taka, ze mialo by to sens i cos by z tego bylo. A wstrzemiezliwosc? Amerykanie wydawali miliony dolarow i jakos bez rezultatu.

    Like

  12. Wstrzemięźliwość sama z siebie zła nie jest. Ale nie jest rozsądne przekonywać do niej fałszywymi twierdzeniami i ideologią. IMHO dużo lepiej potraktować młodzież poważnie i pomóc im zrozumieć o co biega. Nastolatek ma często dość racjonalnych powodów, żeby nie uprawiać seksu, tyle że może ich nawet nie poznać, gdy jedyne co mu się mówi, że „to jest be”.
    Seks przed i po ślubie sam w sobie jest tak samo przyjemny i tak samo niebezpieczny. Papierek, czy przyrzeczenie przed ołtarzem nie wpływają na fizjologię. Programy „wychowania w abstynecji” wyraźnie sugerują coś innego. Dzieciaki szybko zauważą fałszywość tego twierdzenia… po jego odrzuceniu z całej edukacji nie zostanie nic co może powstrzymać niechciane ciąże czy choroby. Poza tym… instynkt robi swoje i łatwo przekroczyć granice stawiane przez „wychowanie w abstynencji”… a gdy już się je przekroczy, trudno nie iść dalej na całość. Już się jest „tym złym”, już się straciło „największy skarb”. Nie ma po co dalej z tym walczyć…
    Z drugiej strony ktoś kto rozumie, że do seksu musi się zabezpieczyć i mimo to ryzykuje, często zrezygnuje z niebezpiecznego stosunku. Przytulanie i trzymanie się za ręce też przyjemne, a nie trzeba gumek kupować 😉
    No i nawet gdy ktoś się posunie za daleko… nie zawsze od razu się to skończy przecież ciążą, czy chorobą, to ma szanse zrozumieć co ryzykował, pewnie naje się strachu… i następnym razem pomyśli, przygotuje się. Jak zrozumie, że może w podobnej sytuacji wylądować z kimś w łóżku, może będzie miał prezerwatywę. W analogicznym przypadku absolwent „wychowania w wstrzemięźliwości” będzie miał najwyżej wyrzuty sumienia… a to przed ciążą przy kolejnej okazji nie uchroni.

    Like

  13. Po pierwsze, zwracam uwagę, że dla meritum [czyli sensowności bądź nie “gadania o rzeczach, których nie doświadczyło się samemu”] kompletnie NIE MAJĄ znaczenia motywy owej rezygnacji, więc argument o tym, że kardiolog nie miał zawału, bo biega, a ksiądz nie współżył, bo tak wybrał, jest bez sensu. A “poznanie teoretyczne” jest, owszem, tylko teoretyczne, tyle że na podobnym “poznaniu teoretycznym” opiera się praca nie dającej się pominąć grupy ludzi: psychologów, terapeutów, resocjalizatorów i cholera wie, kogo jeszcze. Oczywiście jeśli za “teorię” przyjmiemy brak osobistego doświadczenia, a nie pracę z innymi – ale w drugim przypadku z kolei zarzutu “teoretyzowania” księżom postawić również nie można. Pewnie, że dla “nauki” lepiej byłoby, gdyby ksiądz sam wiedział, ocb… ale jak wspomniałem, na kardilogię nie przyjmują wyłącznie zawałowców, a do MONARu – ex-ćpunów, prawda?

    Nawiasem mówiąc idę o zakład, że specjaliści od seksu krokodyli z pewnością na świecie istnieją i zbierają ciężką kapuchę…

    Do drugiej czesci mojego komentarza gdzie przypomnialem, ze to po prostu nie dziala nie odniosles sie. Tymczasem gdyby te same 80 tys wydac na sensowna walke z homofobia na pewno bys sie pieklil. A roznica bylaby taka, ze mialo by to sens i cos by z tego bylo. A wstrzemiezliwosc? Amerykanie wydawali miliony dolarow i jakos bez rezultatu.

    Widocznie zabierali się od tego od, nomen omen, de strony.

    Czekaj, bo nie wiem, czy rozumiem Cię dobrze. Chcesz mi powiedzieć, że chuć pokonuje wszystko? Że nie ma na nią po prostu sposobu? Że kompletnie nie ma znaczenia wychowanie, kultura, cywilizacja, bo jak małolat ujrzy dziewczę, to jeśli tylko nie stoi za nią prokurator, to bierze się do dzieła?

    Otóż nie sądzę, żebyś twierdził, że w tej kwestii jesteśmy TYLKO I WYŁĄCZNIE zwierzętami. Owszem, zgodzę się, że jest to siła potężna. Ale jeśli dopuszczacie możliwość, że ludzie w NIEZEROWEJ części potrafią panować nad swoimi popędami, to elementarna logika każe dojść do wniosku, że istnieją JAKIEŚ czynniki, które małolatów powstrzymują od współżycia, skoro w warunkach fizycznej możliwości nie dochodzi do niego za każdym razem. Wychowanie, ojcowski pas, zakazy religijne, presja środowiska, zakazy prawne, mniejszy dostęp do porno – to W TYM MOMENCIE nieistotne. Ważne, że wskutek JAKICHŚ przyczyn liczbę tych współżyć można zmniejszyć. Jeśli, powtórzę, ktoś twierdzi inaczej, niech określi się, czemu nie rzuci się na pierwszą ładną dziewczynę na ulicy, która mu się spodoba.

    Skoro więc owe czynniki istnieją, postawa typu “zamiast powstrzymywać, rozdawajmy gumki” jest – przynajmniej w pewnej części – bez sensu. Pure f* logic. Powstrzymywanie – z punktu widzenia prakseologicznego – ma sens, o ile rzecz jasna istnieje korelacja pomiędzy nim a efektami, sensowna relacja nakładów do efektów, itd. Pisanie, żeby odrzucić całość, bo to nie zdało egzaminu [zakładam, że to faktycznie prawda, choć do “GW” podchodzę, jak pies do jeża], jest bez sensu i jest to wylewanie dziecka z kąpielą. To tak, jakby niezwruszenie twierdzić, że reklama en masse jest bez sensu i że to naciągactwo, bo ktoś wydał 10k na reklamę w jakimś nieoglądalnym portaliku i się na tym przejechał.

    Zupełnie oddzielny temat to etyka finansowania czegoś takiego i ocena “roli państwa w edukacji”. Ale dopóki jakaś niewydarzona idiotka będzie zabraniać mojemu dziecku w przedszkolu uczyć się czytać, a w pierwszej klasie kazać mu rysować szlaczki, dopóty walkę z opisanymi tu formami “edukacji seksualnej” będę uważał za leczenie skutków, a nie przyczyn. Ale tym się chyba kończy każda moja wypowiedź na temat szkolnictwa…

    Like

  14. Po pierwsze, zwracam uwagę, że dla meritum [czyli sensowności bądź nie “gadania o rzeczach, których nie doświadczyło się samemu”]

    Meritum jest zupełnie inne i nie ma nic z księżmi wspólnego.

    Strasznie bronisz tych księży. Po pierwsze, od seksu są seksuolodzy. Wykształcenie księży w zakresie seksualności sprowadza się do nazywania tego “grzechem”, a w przypadku małżeństw do “zaludniajcie ziemie”. Twoje porównanie do kardiochirurga jest oczywiście zupełnie nietrafione. Kardiochirurg nie nazywa chorób “grzechem”, nie woła, że wywołują je złe duchy, on już niejedno serce zwyczajnie widział, zna wszystkie żyłki itd. Przemilczę tutaj zupełnie lekcje edukacji seksualnej udzielane młodym chłopcom przez księży, nie potrzebuję tego do udowodnienia swojej tezy.

    Czekaj, bo nie wiem, czy rozumiem Cię dobrze. Chcesz mi powiedzieć, że chuć pokonuje wszystko?

    Tak, potrafi. Ale tak naprawdę, nie zrozumiałeś oczywiście o czym pisałem. Po pierwsze, tak czy siak, uciskanie seksualności nic nie daje. Niektórzy przełamią te sztuczne i ustanowione przez religię bariery. I jak to wyżej wspomniano (post Jajcusia) – przy okazji wszystkie inne ustanowione przez tą religię. Poczytaj nieco o psychologii.

    Wskażmy meritum: w Łodzi, za państwowe pieniądze nauczana jest bzdurna, bazująca na religii metoda promowania abstynencji seksualnej. Pół biedy, że nie każą im tam trzymać mocno oburącz Biblii podczas wzwodów (żeby… a zresztą, domyślcie się). Program ten ma trafić do młodzieży, która:
    a) jest zwykle po inicjacji
    b) poddana presji środowiska, grupy równieśniczej, która jest silniejsza od jakichś natchnionych lekcji
    c) żyje w naszej olewackiej świadomości religijnej (niby mamy te 95% Katolików, ale to bardzo marna religijność, księża swoje na ambonach, ludzie swoje… – temat na osobną notkę)
    d) dostaje wyraźnie do zrozumienia: oto i owoc zakazany, jeść Ci go nie wolno, chyba trudno o lepszą zachętę.
    Do tego:
    a) pozbawiona jest alternatywy – normalnej wiedzy o seksualności człowieka
    b) ten światopogląd jest jej narzucany

    Skoro więc owe czynniki istnieją, postawa typu “zamiast powstrzymywać, rozdawajmy gumki” jest – przynajmniej w pewnej części – bez sensu.

    Widać, że nie rozumiesz, nie na tym polega prawdziwa edukacja seksualna!

    Pisanie, żeby odrzucić całość, bo to nie zdało egzaminu

    Jest logiczne, co nie?

    Like

  15. Specjaliści od seksu krokodyli na pewno sa i nazywaja sie biologami. Czy zbieraja ciezka kapuche to nie wiem, ale ze swojej wiedzy zyja.

    Seksulodzy na pewno wiedza wiecej na ten temat od ksiezy. Nie jestem pewien czy rozumiesz o czym piszesz. Jazdy na rowerze nie bede sie uczyl od kogos komu religia zabrania brac roweru do reki. Chocby przeczytal na ten temat tomy. Seksualnosc i wspolzycie to jest przede wszystkim kwestia doswiadczenia. To tak jakby ktos od urodzenia bedacy wegetarianinem chcial byc autorytetem w dziedzinie przyrzadzania pasztetu. Teoria dotyczaca zycia seksualnego kultywowana w kascie aseksualnych mezczyzn wystarczy? Do czego?

    Latwo jest nazywac logika myslenie zyczeniowe, szczegolnie kiedy rzeczywistosc pokazuje ze to sa tylko zyczenia. Jeszcze raz: wszedzie gdzie usilowano ow program wdrazac poniosl on kleske.

    No i znowu strzelasz do chochola. To ulubione zajecie ludzi religii w dyskusjach o wychowaniu seksualnym. Nie ma dylematu: wiernosc/abstynencja albo gumki. Normalny program wychowania seksualnego zawiera zarowno zachecanie do pozniejszego i bardziej swiadomego rozpoczecia zycia seksualnego jak i wiedze co zrobic, jak sie zabezpieczyc kiedy sie juz zacznie. Religijna propaganda jest tu tak skuteczna jak proba wychowania czlowieka radzieckiego. Uprawiajcie ja sobie w kosciolach, na parafiach, oazach i jak jest taka dobra to sie do niej stosujcie. Niech idealy Partii znajda zastosowanie w Partii. Tego wam zycze, bracia i siostry. Ale szkole zostawcie wolna od swoich religijnych projektow. Kolejne patiomkinowskie wioski ku chwale religii za pieniadze podatnika.

    Like

  16. Po pierwsze, zwracam uwagę, że dla meritum [czyli sensowności bądź nie “gadania o rzeczach, których nie doświadczyło się samemu”]

    Meritum jest zupełnie inne i nie ma nic z księżmi wspólnego.

    Pisałem o meritum odpowiedzi pod spodem, odnosząc się do Waszych odpowiedzi dot. mojego komentarza.

    Strasznie bronisz tych księży. Po pierwsze, od seksu, są seksuolodzy. Wykształcenie księży w zakresie seksualności sprowadza się do nazywania tego “grzechem”, a w przypadku małżeństw do “zaludniajcie ziemie”. Twoje porównanie do kardiochirurga jest oczywiście zupełnie nie trafione. Kardiochirurg nie nazywa chorób “grzechem”, nie woła, że wywołują je złe duchy, on już nie jedno serce zwyczajnie widział, zna wszystkie żyłki itd.

    Wybacz, ale generalizując – pitolisz jak potłuczony. Choćby dlatego, że – nie chodząc na religię [albo chodząc w stopniu umożliwiającym nieznajomość “Boże, coś Polskę”] – nie masz zielonego pojęcia o całym przekroju katolickiego szkolnictwa w tej kwestii.

    Czekaj, bo nie wiem, czy rozumiem Cię dobrze. Chcesz mi powiedzieć, że chuć pokonuje wszystko?

    Tak, potrafi.

    Więc spytam: dlaczego nie rzucasz się na każdą dziewczynę na ulicy, która Ci się spodoba?

    Że potrafi pokonać, to wiem. Ale wątek ztcw nie dotyczy tego, czy popędy MOGĄ POKONAĆ zakazy.

    Niektórzy przełamią to sztuczne i ustanowione przez religię bariery. I ja to wyżej wspomniano – przy okazji wszystkie inne ustanowione przez tą religię. Poczytaj nieco o psychologii.

    Oczywiście, że przełamią. Tylko bądź łaskaw nie odnosić się do rzeczy wziętych zupełnie z czapy, bo o tym, czy mogą przełamać, czy nie mogą przełamać, nie pisałem ani słowa. Swoją drogą, czy w takim razie jakiekolwiek wychowanie ma, wg Ciebie, sens? Skoro i tak “wszystko przełamią”?

    Do kwestii zalecania czytania wrócę jeszcze niżej, na deser.

    Wskażmy meritum: w Łodzi, za państwowe pieniądze nauczana jest bzdurna, bazująca na religii metoda promowania abstynencji seksualnej. Pół biedy, że nie każą im tam trzymać mocno oburącz Biblii podczas wzwodów (żeby… a zresztą, domyślcie się).

    Trzymajmy się więc tego meritum:
    W KTÓRYM MIEJSCU W CYTOWANYM PRZEZ CIEBIE ARTYKULE JEST MOWA – CHOCIAŻ JEDNO SŁOWO!!! – O TYM, ŻE JEST TO INICJATYWA RELIGIJNA?

    JEDNO SŁOWO!

    Skoro więc owe czynniki istnieją, postawa typu “zamiast powstrzymywać, rozdawajmy gumki” jest – przynajmniej w pewnej części – bez sensu.

    Widać, że nie rozumiesz, nie na tym polega prawdziwa edukacja seksualna!

    Ano nie rozumiem. Sam wydeukowałem się bezproblemowo we własnym zakresie, nie przydarzyła mi się żadna wpadka i ogólnie nie narzekam. Spytam więc inaczej: Twoje poczucie wyższości w tej kwestii bierze się z tego, że potrzebowałeś do tego aż opowiadań pani nauczycielki? Biedaczku…

    ***

    A teraz obiecany mały offtopiczny deser, ale mi się nazbierało. Będzie ad personam i ogólnie raczej parszywie. Tylko do Ciebie, reszty nie będzie to pewnie interesowało:

    Po pierwsze, od seksu, są seksuolodzy.

    Po pierwsze, po słowie “seksu” nie powinno być przecinka.

    Ale tak na prawdę

    “naprawdę”

    on już nie jedno serce zwyczajnie widział

    “niejedno”

    przez tą religię.

    “przez tę religię”

    A poza tym punkty wyliczeń dobrze byłoby kończyć przecinkami, jeśli pisane są małymi literami.

    Tyle smaczków tylko z tego wpisu.

    Piszę to wszystko TYLKO I WYŁĄCZNIE po to, żebyś na przyszłość był łaskaw nie brać się na moim joggerze za krytykowanie moich zamierzonych neologizmów czy równie zamierzonych, a przyjętych w niektórych środowiskach [i wbrew pozorom nie mam tu na myśli przekroju uzależnionego od wieku i wykształcenia, co pewnie zaraz chciałbyś mi wypomnieć] “odmian ortograficznych” niektórych wyrazów. Zanim zabierzesz się za płytkie czepialstwo w stosunku do innych, popracuj nad swoją ortografią w zakresie dużo bardziej “bazowym” – gimnazjalnym. Bo to trochę… jak by Ci to… nie Twój pułap. I również – na zasadzie wzajemności, kłaniam – polecam jakąś lekturę.

    Żegnam ozięble.

    PS. Zbieżność tej miłej skądinąd dygresji i tego wątku jest stuprocentowo przypadkowa, nie chciało mi się, szczerze mówiąc, kombinować z formą. Wiążących jedno z drugim, którzy poczuli się urażeni – przepraszam.

    Like

  17. Wybacz, ale generalizując – pitolisz jak potłuczony. Choćby dlatego, że – nie chodząc na religię [albo chodząc w stopniu umożliwiającym nieznajomość “Boże, coś Polskę”] – nie masz zielonego pojęcia o całym przekroju katolickiego szkolnictwa w tej kwestii.

    Nie prezentujesz tutaj żadnego sensownego argumentu. A co do mojej edukacji religijnej, ośmielę się stwierdzić, że była na normalnym poziomie, ba! nawet wyciągnąłem z niej więcej niż Ty – np. znam katechizmową definicję cudu. Albo wiem, że tzw. “wierzący niepraktykujący” to grzesznik, niegodny miana Katolika, co nie przeszkadza ich wliczać w statystyki.

    Więc spytam: dlaczego nie rzucasz się na każdą dziewczynę na ulicy, która Ci się spodoba?

    Korci, żeby napisać: “bo nie jestem Katolikiem”, ale to niezupełnie prawda – jestem nim. Zresztą, skąd wiesz, czy się nie rzucam 😀
    Nie, nie rzucam się, jestem monogamistą – i nie nauczono mnie tego na religii. Nie miałem też prowadzonej w szkole edukacji seksualnej, tzn, coś tam było, ale taka kpina, znana chyba wszystkim, co nie znaczy, że zamierzam popierać jakieś idiotyczne programy.

    Ano nie rozumiem. Sam wydeukowałem się bezproblemowo we własnym zakresie, nie przydarzyła mi się żadna wpadka i ogólnie nie narzekam.

    Miałeś farta. Ja takich jak Ty znam, bywałem nawet na weselach niektórych, pośpiesznie organizowanych zanim spod sukienki panny młodej pokaże się brzuszek…
    A swoją drogą, skoro dzielisz się swoim doświadczeniem, czekałeś do ślubu?

    W KTÓRYM MIEJSCU W CYTOWANYM PRZEZ CIEBIE ARTYKULE JEST MOWA – CHOCIAŻ JEDNO SŁOWO!!! – O TYM, ŻE JEST TO INICJATYWA RELIGIJNA?

    “Amerykański” i “Republikanie”. Amerykanie to naród szalenie religijny, choć odgraniczający religię od Państwa (czego nie można zrobić w Polsce), a Republikanie, to konserwatyści, środowiska religijne etc…

    Oczywiście, że przełamią. Tylko bądź łaskaw nie odnosić się do rzeczy wziętych zupełnie z czapy, bo o tym, czy mogą przełamać, czy nie mogą przełamać, nie pisałem ani słowa. Swoją drogą, czy w takim razie jakiekolwiek wychowanie ma, wg Ciebie, sens? Skoro i tak “wszystko przełamią”?

    Dla ciebie, to są przykłady z czapy, dla mnie historie niektórych znajomych, którzy niegdyś bardzo religijni, teraz zastanawiają się nad podpisaniem apostaty. Wczytaj się dokładnie w post Jajcusia. Jeśli narzucisz na człowieka siłą jakieś bariery, określisz co jest grzechem, a co nie, a bariery te będą kłócić się z jego poglądami, czy nawet potrzebami, to w pewnym momencie ten człowiek się przełamie, a jak raz się przełamie, to już idzie na całość zwykle.
    Tutaj masz młodzików nabuzowanych hormonami, ciekawych ciał płci przeciwnej, którym nagle mówi się: “to zło!”. Młodzi głupi nie są, wiedzą co się dzieje dookoła, to oczywiste, że zignorują te nakazy, bo przecież żaden z nich nie jest w ich oczach (nawet w moich sporo im brakuje) sensowny. Naprawdę tak ciężko to zrozumieć? Normalna edukacja seksualna to coś innego, wyjaśnia dokładnie jakie mogą być skutki, jakie są znane środki zabezpieczające, co daje wierność itd. Młody ma więc wybór. Jest to rozwiązanie nie tylko etycznie lepsze (brak narzucania światopoglądu), ale i ma konkretne dowiedzione rezultaty.

    Co do ortografów, za chęci dziękuję, ale zdążyłem je poprawić, bez Twojej pomocy – ale dziękuję. Widzę, że zręcznie uniknąłeś komentarza np. Tdudkowskiego i innych, mimo, że dotyczył(y) twoich słów, ale rozumiem, że tak jest łatwiej (no, teraz się płytko czepiam).

    Like

  18. @torero:

    Więc spytam: dlaczego nie rzucasz się na każdą dziewczynę na ulicy, która Ci się spodoba?

    To może ja: Bo to byłaby napaść, skrzywdziłbym dziewczynę, raczej nie zyskałbym jej przychylności.

    Czy mam rozumieć, że ty się nie rzucasz tylko ze względu na surowe wychowanie (lanie pasem?) i nakazy religijne?

    Pewnie miałeś na myśli raczej pytanie: „Czy skorzystałbyś z każdej okazji uprawiania seksu z atrakcyjną dziewczyną i czemu nie?”. Tu odpowiedź jest trudniejsza. Właściwie trudno dać jedną konkretną odpowiedź. Wszystko zależy od sytuacji, a brane pod uwagę argumenty to:
    – zaufanie do tej osoby (i facet może być wykorzystany – okradziony, upokorzony, itp.).
    – zobowiązania wobec innych osób, w szczególności partnera. Nie będę uprawiał seksu bez wiedzy i zgody mojej żony. Ze względu na jej uczucia i nasze wspólne zdrowie.
    – ryzyko ciąży i chorób. Seks bez zabezpieczenia, w szczególności z nieznanym partnerem jest wykluczony. Zabezpieczenie nie zawsze jest dostępne.
    – szacunek dla drugiej osoby i poszanowanie jej interesów. Jeśli kobieta byłaby np. pijana i wiedziałbym, że potem będzie tego żałować, albo z innego powodu będzie miała poważne problemy, to się powstrzymam
    – brak wiedzy, doświadczenia, inne obawy
    Te wszystkie (i pewnie inne) argumenty można przekazać w ramach rzetelnego wychowania seksualnego.

    Sam współżycie rozpocząłem dość późno. Nie było to coś do czego bardzo dążyłem (jak uczniowie w amerykańskich filmach). Zależało mi na bliskości miłej osoby płci przeciwnej, ale długo dość radości dawała rozmowa, spojrzenia, trzymanie za ręce, pocałunki… Jednocześnie nigdy nie traktowałem seksu jako owocu zakazanego czy coś z czym trzeba czekać do ślubu. Po prostu był na to czas.

    Podsumowując moje doświadczenia: współżycie rozpocząłem późno, pierwszą kobietą z którą uprawiałem seks była moja obecna żona, pierwsze dziecko, spłodzone co prawda stosunkowo wcześnie (na obecne standardy), ale w małżeństwie i jak najbardziej zaplanowane. Czy to nie są cele „wychowania seksualnego” i „wychowania od życie we wstrzemięźliwości”? Jakoś nie wydaje mi się, żeby to drugie mogło mi w tym jakoś pomóc. Pierwsze musiałem załatwić sam… dobrze, że nie za późno.

    Like

  19. W KTÓRYM MIEJSCU W CYTOWANYM PRZEZ CIEBIE ARTYKULE JEST MOWA – CHOCIAŻ JEDNO SŁOWO!!! – O TYM, ŻE JEST TO INICJATYWA RELIGIJNA?

    “Amerykański” i “Republikanie”. Amerykanie to naród szalenie religijny, choć odgraniczający religię od Państwa (czego nie można zrobić w Polsce), a Republikanie, to konserwatyści, środowiska religijne etc…

    Aha. Tanie wino jest dobre, bo jest dobre i tanie, a każdy pijak to złodziej. Dziękuję, szkoda mojego czasu na takie dyskusje.

    @tdudkowski:

    Jazdy na rowerze nie bede sie uczyl od kogos komu religia zabrania brac roweru do reki. Chocby przeczytal na ten temat tomy. Seksualnosc i wspolzycie to jest przede wszystkim kwestia doswiadczenia. To tak jakby ktos od urodzenia bedacy wegetarianinem chcial byc autorytetem w dziedzinie przyrzadzania pasztetu.

    Jedno “małe” sprostowanie: nie piszemy o nauce technik czy pozycji. Wątkujemy o nauce wstrzemięźliwości, a w tej kwestii księża mają akurat takie samo, jeśli nie większe, doświadczenie od statystycznych, dodatkowo poparte niezerową wiedzą teoretyczną. Wege nie nauczy może robić pasztetu, ale z pewnością dużo lepiej od mięsożercy poradzi, jak się bez tego pasztetu [fajne słowo w tym kontekście :D] obejść.

    Jeśli dalej upierasz się przy swoim zdaniu, czemu nie podnosisz konieczności przeprowadzenia żadnego researchu, który sprawdziłby, ile wśród nauczycieli prowadzących wychowanie seksualne jest dziewic?… To sprawdzić łatwiej, no i efekty wiarygodniejsze, bo przecież księża, jak wiadomo wszędzie poza tym wątkiem, używają sobie po kątach, ile wlezie.

    Jeszcze raz: wszedzie gdzie usilowano ow program wdrazac poniosl on kleske.

    Jeszcze raz: nie kwestionuję tego. Co oznacza co najwyżej tylko tyle, że – z racji niezerowego wpływu na te klocki kultury i cywilizacji – widocznie do “ruszania z posad bryły świata” dobrano co najwyżej niewłaściwą dźwignię. I TYLE.

    Nie ma dylematu: wiernosc/abstynencja albo gumki. Normalny program wychowania seksualnego zawiera zarowno zachecanie do pozniejszego i bardziej swiadomego rozpoczecia zycia seksualnego jak i wiedze co zrobic, jak sie zabezpieczyc kiedy sie juz zacznie.

    Więc weź mi wytłumacz, czemu ani nigdzie w TV w relacjach z takich “programów świeckich”, ani w gazetkowych kącikach seksualnych, ani nawet tutaj nie napotkałem ani na ślad, wiodący w kierunku wstrzemięźliwości? “Programy świeckie” nie są – w mojej ocenie, wbrew Twoim utopiom – “wyważone”; są one dokładnie zorientowane przeciwnie, tylko i wyłącznie na antykoncepcję, wychodząc z chęci pójścia po linii najmniejszego oporu, bo jakakolwiek wzmianka o przełożeniu współżycia zostałaby potraktowana podobnie, jak w owym reportażu.

    Religijna propaganda (…)

    Powtórzę: a właściwie skąd wiemy, że to zorganizowana akcja religijna? Bo jeśli uzasadniasz to podobnie, jak sigvatr, to doskonale pokazuje to Twoją hipokryzję i wyznaczenie realnego miejsca wstrzemięźliwości w opisywanym przez Ciebie “obiektywnym programie seksualnym”. Którego istnienie we współczesnej szkole, nawiasem mówiąc, da się uzasadnić tylko tetryckim założeniem, że dzisiejsza młodzież jest głupsza niż my starzy, którzyśmy żadnego przeszkolenia przecież nie potrzebowali.

    Ideoloinwokacje pominę.

    @Jajcuś:

    Czy mam rozumieć, że ty się nie rzucasz tylko ze względu na surowe wychowanie (lanie pasem?) i nakazy religijne? Pewnie miałeś na myśli raczej pytanie: „Czy skorzystałbyś z każdej okazji uprawiania seksu z atrakcyjną dziewczyną i czemu nie?”.

    Miałem na myśli to, co napisałem. Pierwsze zdanie jest Twoją nadinterpretacją, bo pisałem tak:

    Wychowanie, ojcowski pas, zakazy religijne, presja środowiska, zakazy prawne, mniejszy dostęp do porno – to W TYM MOMENCIE nieistotne. Ważne, że wskutek JAKICHŚ przyczyn liczbę tych współżyć można zmniejszyć.

    … na dowód czego mam np. gwałty wojenne; w sytuacji całkowitego upadku prawa i wszelkich hamulców zostają tylko popędy i nagle nikt nie zawraca sobie głowy poetyckimi zalotami czy choćby zapytaniem o zgodę.

    Wszystkie – albo prawie wszystkie – rzeczy, o których pisałeś: zaufanie, zobowiązania, szacunek, itp., można [i w zasadzie NALEŻY] przekazać w normalnym wychowaniu. Tylko szczerze mówiąc trochę się pogubiłem i nie bardzo wiem, czego miałoby to dowodzić, poważnie 🙂 Co najwyżej tego, że wychsek jest z definicji niepotrzebny, gdy społeczeństwo chowamy do odpowiedzialności.

    (…) Czy to nie są cele „wychowania seksualnego” i „wychowania od życie we wstrzemięźliwości”?

    No właśnie są. I dlatego tym bardziej nie rozumiem zajadłości wobec KK, który w tej kwestii jest przecież “Waszym” naturalnym sojusznikiem. Ale widzę, że furda sojusze, gdy na złość mamie należy odmrozić sobie uszy, czyli bluzgać na KK, uczący wstrzemięźliwości, bo my też co prawda chcemy wstrzemięźliwości, ale nie z KK. Takie zaślepienie i ideologizację ciężko spotkać nawet u katolików. I nie mam na myśli tu Twojego podejścia, to taka “refleksja natury ogóolnej”.

    Like

  20. Torero, uparcie bronisz dawno już upadłych sztandarów.

    Aha. Tanie wino jest dobre, bo jest dobre i tanie, a każdy pijak to złodziej. Dziękuję, szkoda mojego czasu na takie dyskusje.

    Widzę i tak nie rozumiesz. Co innego mogli stworzyć wierzący? Jakiś sensowny program pozbawiony religii? Dobre żarty.

    Jedno “małe” sprostowanie: nie piszemy o nauce technik czy pozycji. Wątkujemy o nauce wstrzemięźliwości, a w tej kwestii księża mają akurat takie samo, jeśli nie większe, doświadczenie od statystycznych

    Tak naprawdę piszemy o konieczności normalnej edukacji seksualnej, nie jakiś religijnych rewelacjach oderwanych od rzeczywistości. Księżą np. odmawiają istnienia antykoncepcji (bo to grzech).

    Więc weź mi wytłumacz, czemu ani nigdzie w TV w relacjach z takich “programów świeckich”, ani w gazetkowych kącikach seksualnych, ani nawet tutaj nie napotkałem ani na ślad, wiodący w kierunku wstrzemięźliwości?

    Słabo coś patrzyłeś, albo nawet w ogóle. Nawet w osławionym “Bravo” zachęcało się do poczekania aż nadejdzie czas. No chyba, że znowu przez “wstrzemięźliwość” rozumiesz do ślubu, co zresztą jest oczywiście tyle warte co inne rewelacje objawione. Sam jakoś nie pochwaliłeś się tą drogą życia.

    Powtórzę: a właściwie skąd wiemy, że to zorganizowana akcja religijna?

    Napisałem ci. Ale wiadomo, czepiam się tylko. To, że ten cały program przypadkiem pasuje do programów lasowanych przez różne Kościoły, to też mi się przewiduje…

    … na dowód czego mam np. gwałty wojenne; w sytuacji całkowitego upadku prawa i wszelkich hamulców zostają tylko popędy i nagle nikt nie zawraca sobie głowy poetyckimi zalotami czy choćby zapytaniem o zgodę.

    A jeszcze niedawno napisałeś ironicznie, że jesteśmy zwierzętami. Bo jesteśmy, ale można nad tym panować.

    Ale widzę, że furda sojusze, gdy na złość mamie należy odmrozić sobie uszy, czyli bluzgać na KK, uczący wstrzemięźliwości, bo my też co prawda chcemy wstrzemięźliwości, ale nie z KK.

    Specjalnie “udajesz Greka”? Kościół Katolicki uczy swojej wizji świata, która nijak ma się do tej rzeczywistej. No uczy głupot – rozumiesz? Nie nadaje się do tego i o to tu się rozchodzi głownie.

    Like

Comments are closed.