Spirit – Duch Miasta (2008)

Po sukcesach – głównie kasowych jak przypuszczam – filmów tworzonych na kanwach komiksów, ktoś postanowił, całkiem odkrywczo, kroczyć dalej tą drogą. Zekranizowano nieznany mi (a nawet nieznany u nas) komiks “The Spirit”. Żeby jednak inwestycja była pewniejszą, za reżysera (i autora scenariusza) wybrano nie kogo innego, jak samego Franka Millera.

I jak tu podsumować ten film? Próba przekucia zupełnie innej historii na nowe “Sin City”? Coś tu jednak nie wyszło. Ale można najpierw co nieco o samym filmie.

Moje aluzje do Miasta Grzechu wcale nie są czepialstwem. W obu filmach zdecydowano się na podobne zabiegi w prezentacji obrazu, doborze kolorystyki itd., a główni bohaterowie wygłaszają podobnie brzmiące monologi, z tym, że do Ducha one jakoś nie pasują.

Nie wiem jak komiks, ale ekranizacja była czymś niezdecydowanym pomiędzy kryminałem, romansem, a parodią. Szkoda, że tej ostatniej było najmniej, bo i zrealizowano to najlepiej, a konsekwentne trzymanie się takiego założenia na pewno wyszło by na dobre.

Film jest słaby, ale da się obejrzeć, o fabule nie wspomnę, bo w zasadzie jest ona dość sztampowa. Warto nadmienić, że zarówno ten Dobry (gra go Gabriel Macht), jak i ten Zły (Samuel L. Jackson), nie są chyba całkiem zdrowi psychicznie. Ich braki nadrabiają postacie drugoplanowe.

Choć utrzymana w nowoczesnych realiach historia wydaje się być dość stara, jeszcze z czasów kiedy to gatunek kryminału kwitł (Wikipedia podpowiada mi tu, że komiks po raz pierwszy wydano w 1940 r.). Jeśli już ktoś zdecyduje się na poświęcenie “Spirit – Duch Miasta” trochę więcej czasu, niech się spodziewa sporej dawki dziwacznych pomysłów. Może i miało to urok na papierowych kartach, ewentualnie 60 lat temu, ale obecnie nic z tego nie pozostało, lub też nie zostało to widzowi przekazane.

Linki

3 thoughts on “Spirit – Duch Miasta (2008)

  1. Ja się świetnie bawiłem, ale też traktowałem to głównie jako (auto)parodię. O kryminał czy romans bym tego w życiu nie posądził. Film ma specyficzny urok, trochę jak kino klasy “B”.

    I może dlatego byłem zadowolony z seansu…

    Like

Comments are closed.