21 (2008)

Proszę nie traktować recenzji tego filmu, jako jakiejś mojej manifestacji politycznej, to, że akurat publikuję ją teraz nie ma nic wspólnego z żadnymi komisjami, ustawami itp. które łączy jedno: hazard. Ale jeśli już ktoś się przyczepi, to niech wie, że jak to ładnie ujął jeden z bohaterów to nie jest hazard!.

Historia jest wręcz do bólu przewidywalna. Młody, piękny oraz zdolny chłopak, studiujący na MIT, ma problemy tylko z dwiema “rzeczami”. Pierwszą są pieniądze, a kolejną dziewczyna, w której tej skrycie i nieśmiało się podkochuje. Napomknę, że pierwsza jest mu potrzebna aby móc rozpocząć naukę medycyny na Havardzie. Dobór jego uczelni pozostaje dla mnie zagadką, ale to akurat nieważne. Nasz protagonista ma jednak dar – całkiem niezłą smykałkę do matematyki (w sensie: umie dużo i szybko liczyć).

Zrządzeniem scenarzysty natrafia mu się okazja zdobycia sporej ilości gotówki, uczestnicząc w spotkaniach grupki studentów (tak! wśród nich i owa piękność, do której skrycie smali cholewki) pod wodzą profesora wykładającego matematykę – Mickiego Rosy (gra go Kevin Spacey). Owa grupka co tydzień wylatuje do Las Vegas, aby tam w drogich hotelach i świątyniach rozpusty, przygotować się do całonocnych eskapad przy stolikach do gry BlackJack. Rzecz jasna, bohaterowie nie liczą na szczęście, a liczą karty.

Choć to co robią, teoretycznie nie jest nielegalne, to jednak jest to wyraźne deptanie po odciskach właścicieli kasyn (przynajmniej w filmie, o rzeczywistości wspomnę później). Tutaj czarnym bohaterem (także dosłownie) jest szef firmy monitorującej kasyna, który poluje na naszych milusińskich. Przy tej postaci dodano ciekawy motyw zastępowania człowieka przez maszynę.

Fabuła nie zaskakuje. Ale i tak dobrze się ogląda. Bawiłem się całkiem nieźle. Trzeba przymknąć oko raz, czy dwa, na pewne kwestie “techniczne”, ale to nie przeszkadza. Określanie tego obrazu jako Dla wszystkich studentow matmy;p (jeden z komentarzy na FilmWeb), jest według mnie, albo żartem, albo wyrazem nieznajomości przedmiotu. Nie trzeba też bać się matematyki na filmie, jest jej niewiele. No chyba, że ktoś cierpi na ostrą matmofobię i trzęsie się na sam widok dodawania kilku liczb.

Na zakończenie kilka uwag natury ogólnej. Niech was nie zwiedzie jeden ze sloganów, że to historia oparta na faktach. Owszem, była taka sprawa, ale wątpię by poza miejscami rozgrywania się akcji miało to więcej cech wspólnych. Ciekawe być może wyda się to, że kasyna w Las Vegas bardzo chętnie pomagały w kręceniu filmu, oni już tam dobrze wiedzą, że nie każdy może liczyć karty. No i od tamtej akcji rzeczywistych studentów MITu nieco zmieniły się reguły gry BlackJack. A reklama to dobra rzecz. Film na jeden, rozrywkowy wieczór.

Linki