Obcy na poddaszu (2009)

Obejrzałem przypadkiem w sumie, ale stało się. Biorąc uwagę ostatnio popełnioną przeze mnie recenzję filmu “13 dzielnica – Ultimatum” trudno mi się powstrzymać od porównań tych dwóch dzieł.

I tak patrząc z lekkim przymrużeniem oka, to jednak “Obcy (…)” (w oryginale “Aliens in the Attic”) wygrywają. Mają bez wątpienia lepszą, bardziej zaskakującą fabułę, a i efekty specjalne, czy nawet choreografia walk bardziej wciągają. Wypada więc owe dzieło przybliżyć nieco. Zacznijmy od tego, że jest to skierowany do młodszego odbiorcy obraz, opowiadający historię grupki dzieciaków, powiązanych ze sobą różnymi korelacjami rodzinnymi, którzy jako odporni na kontrolę umysłu, bronią rodzinnej posiadłości i zarazem całej planety przed grupką tytułowych Obcych, mających wzrost dosłownie wielkości łokcia.

Jako film dla młodszego pokolenia, zwłaszcza takiego, jakie znaleźć można w kraju jego produkcji (filmu), jest tu sporo uproszczeń. Choćby takie, iż jeden z Obcych, który jest tym sympatycznym i dobrym, wcina ze smakiem hot dogi – żaden młody amerykański obywatel nie będzie miał problemu z rozróżnieniem go od jego wrednych kolegów, którzy ostrzą sobie apetyt na szczura…

Niewątpliwym atutem opowieści, są wątki poboczne, ładnie wplecione w tło. Mamy konflikt syna z ojcem, poszukiwanie swojego miejsca w świecie przez tego właśnie syna, dorastającą córkę szukającą oparcia w jakimś prawie męskim ramieniu, czy nawet uzależnienie najmłodszych od technologii. Albo to przesłanie, że znajomość matematyki nie tylko nie jest oznaką bycia gorszym, lecz wprost przeciwnie. Znalazło się też trochę miejsca na odwieczny konflikt samic i samców, choć tutaj w obcej wersji. Dopowiem jeszcze o widowiskowej, choć zupełnie nierealnej scenie hakerstwa, w której to bohater zmienia w czasie rzeczywistym z serwera zawartość załadowanej już w przeglądarce strony, no ale z drugiej strony chodziło o to, aby było to widać.

Czas i na podsumowanie; jeśli wziąć poprawkę na tzw. “grupę docelową”, to jest nawet udany film. Oczywiście starszym widzom nie polecam, bo w ich oczach to raczej dolne rejony stanów średnich. Jak napisałem we wstępie, na kilku polach film ten bije wspomniane dzieło Luca Bessona, choć nie było to zbyt trudne zadanie. Ja osobiście podczas konsumpcji ani bardzo nie cierpiałem, ani też wiele nie otrzymałem.

Linki