Mortal Kombat

Kolejny z tych filmów, o jakich coś się tam słyszało, mniej więcej wie się, z czym to się jada, ale też szczerze należy przyznać, że się ich nie oglądało. W końcu zdecydowałem na obejrzenie bohaterów dzisiejszej recenzji. Zwłaszcza, że główny motyw muzyczny jest mi dość znany, jak chyba sporej części populacji. Nawet ludziom, którzy tak jak ja, w grę nie grali.

Mortal Kombat

To jest dobry film. Wydany w 1995 r. luźno opierający się na motywach gry o tym samym tytule, przy tym dość ostro zalatuje “Wejściem smoka”, ale to chyba bardziej wina twórców pierwowzoru. Na początku mamy krótkie wprowadzenie postaci najważniejszych bohaterów, ich historię i motywację. Wszyscy oni znają się na walce wręcz i trafiają na pewną starą krypę, gdzie dowiadują się nieco w czym zgodzili się uczestniczyć. Potem całość jest w zasadzie zbiorem pojedynków, rozgrywanych przy dźwiękach muzyki techno, w dość mrocznych, lub też rajskich sceneriach wyspy głównego złego (przeważają te mroczne widoczki). Żeby widz się tą całą przemocą nie przejadł w przerwach mamy dodatkowe krótkie pogadanki pchające, i tak nie wymagającą, fabułę do przodu.

Jak wspominałem, film ogląda się nieźle, niezła muzyka, tu i ówdzie nawet jakiś żarcik. Jako plus policzę sobie oszczędność w efektach specjalnych, choć to pewnie zasługa czasu wydania filmu, kiedy były one dość drogie. No i jeszcze Christopher Lambert (grał główną rolę w “Nieśmiertelnym”) jako Lord Rayden. Jako małą ciekawostkę dopowiem, że w filmie pojawił się utwór, który do tej pory kojarzyłem jedynie z miesiąc później wystawianymi w kinach “Hakerami” – “Halcyon and On and On”.

Mortal Kombat 2: Unicestwienie

Pierwsza część miała jakiś klimat, dobrze się ją oglądało, pewnie dość dobrze się sprzedała. Tak więc ktoś wpadł na pomysł dorobienia kolejnej części. Wydano ją w 1997 r. Choć zaczyna się ona dokładnie wtedy, kiedy poprzednia się kończy zmieniono kilka rzeczy. Dla przykładu to, kto i w jaki sposób się pojawia. Do tego w postacie Soni, czy Lorda Raydena i paru innych wcielili się inni aktorzy. Bardzo brakowało mi chrapliwego głosu Lamberta, zwłaszcza, że w tej części odgrywane przez niego bóstwo miało większy udział.

Film jest zdecydowanie słabszy niż część pierwsza, za dużo w nim fabuły, za dużo postaci, w dodatku nowych, lub epizodycznych, pojawiających się nie wiadomo skąd. W dodatku cała ta otoczka turnieju, z bardzo prostymi konsekwencjami, została zastąpiona spiskami, jakimiś wyższymi siłami etc. I jeszcze jedna wada, w pierwszej części unikano bohaterów “cyborgów” (ciężko było określać tak Kano), tutaj takich hi-teków jest sporo, trochę godzi to w klimat fantasy z magią, demonami, bogami itp. Choć o ile mi wiadomo, dokładnie tak jest w grze, tak więc chyba znowu zrzucić winę należy na podstawę.

Podsumowanie

Jako, że nie grałem w kanwę filmu, to chyba nie wypada mi przypisać “Mortal Kombat” tytułu najlepszej ekranizacji gry komputerowej, nie mniej jednak spotkałem się z takimi opiniami. Jak to napisałem, pierwsza część ma swój urok prostoty i klimatu, zdecydowanie gorzej z kontynuacją. Ja osobiście polecam, o ile wiesz czego się spodziewać. Warto być może odświeżyć sobie ten tytuł, bo z tego mi się widzi, szykuje się jakiś remake w 2013 r. Być może będzie to kolejna z licznych adaptacji. Pożyjemy, zobaczymy. W między czasie można sobie posłuchać utworu przewodniego serii.

Linki

2 thoughts on “Mortal Kombat

Comments are closed.