Jeszcze jedna recenzja filmu Avatar (2009)

Tak więc i ja zaliczyłem się w poczet tych, którzy widzieli najnowsze dzieło Jamesa Camerona, przedstawię teraz moje odczucia względem tegoż… Tak, racja, było takich tematów było sporo. Zatem będę się streszczał, spokojnie, czy kiedykolwiek rozpisałem się ponad miarę?

Zacząłem od tego Camerona, być może zasadził mi się on w podświadomości, bo wydawało mi się, że podczas seansu słyszałem motywy muzyczne lekko zahaczające o te kojarzone z obrazem “Titanic”, choć może to tylko siła sugestii momentów w jakich ta muzyka się pojawiała. Przejdźmy do fabuły… albo nie. Nie ma co wnikać w fabułę. Ten film jest w zasadzie baśnią (w dodatku niezbyt oryginalną, ale to akurat w przypadku takich historii, nie bardzo przeszkadza). Może jest osadzony w klimatach SF, ale bądźmy poważni. Oczywiście są ludzie, którzy uważają ten film za wspaniały milowy krok w rozwoju kina fantastyczno-naukowego, silnie doradzam im obejrzenie całości, nie tylko jakiś początkowych 30 minut (ewentualnie: niech dorosną).

Wizualnie bardzo ładnie, kolorowo, puszczę Pandory zasiedlają liczne i nieco dziwne zwierzęta. Napracowano się przy ich kreacji. Presja bycia twórcą wizjonerskim była tak silna, ze zwierzętom dodano dodatkową parę kończyn, jak dla mnie zalatuje to nieprzemyślaną “oryginalnością na siłę”. A skoro już o grafice, sławetne 3D; mało go jakoś było. Głównie tła i napisy z tekstem (swoją drogą, nie narzekam na nie). Bardzo mało było scenek, w których faktycznie wykorzystano ten efekt. Najbardziej trójwymiarowe były trailer “Jak wytresować smoka” oraz intro jednej z zaangażowanych w produkcję “Avatara” firm (nie pamiętam która to).

Daleki jestem od określania tego filmu mianem “wszech czasów”, czy nawet “najlepszego”. Można to obejrzeć, tylko kiedy oczekuje się bajkowego klimatu, i kiedy czucia i wiara silniej przemawia do cię, niźli mędrca szkiełko i oko. W zasadzie do kin można by zabrać nawet starsze dzieci, bo przemocy wiele nie ma, a o seksie wspomina się tylko 2 razy, tak więc nie ma ryzyka, że dziecko nagle rozbudzi swoją uśpioną seksualność. Mimo braku wymienionych dzieło może do nich nieźle trafić i przypaść do gustu.

Linki:

5 thoughts on “Jeszcze jedna recenzja filmu Avatar (2009)

  1. Hmm, ciekawe, Ty też piszesz, że mało 3D było. Co mnie niezmiernie dziwi, bo nie kojarzę ani jednej sceny, która nie byłaby w 3D. Może w Silverscreen inną wersję pokazywali? 😉

    Like

  2. Bo tam było naturalne 3D, efekt miał być taki jak byś to widział swoimi oczami.

    Takie 3D, to ja widziałem na starych pocztówkach z głębi PRLu…

    Like

  3. heh… moim zdaniem było dość 3D niekiedy można było wkleić się w fotel podczas oglądania bynajmniej ja taka wersje oglądałam w koszalinie

    Like

Comments are closed.