Słowo na niedzielę #4

Jak wiadomo, prezydencki samolot, który rozbił się 10 kwietnia, leciał na uroczystości związane z obchodami 70. rocznicy zbrodni katyńskiej. Na jego pokładzie znajdowali się również kapłani, jacy mieli odprawić mszę z tej okazji. Niedawno opublikowano tekst kazania jakie miał na niej wygłosić Biskup Polowy Wojska Polskiego – Tadeusz Płoski. Przeczytałem ten tekst.

Kazanie zaczyna się od słów: Ile dowodów trzeba przedstawić ludziom, aby wreszcie uwierzyli w Boże działanie?. Zgodzę się, że odpowiedź jest trudna, moim zdaniem, wystarczyłby jeden, ale porządny. A takiego nie ma, najwyraźniej Bóg osobiście się o to zatroszczył. Nie wiem jakie dowody duchowny miał na myśli, ale tego akurat nie zawarł w tekście. Żadne takowe nie istnieją, co nie przeszkadza ludziom wierzyć to, że pewne wytłumaczalne, również w sposób inny niż boskie interwencje, zjawiska są takimi. Dalej Tadeusz Płoski napisał:

Obawiam się, że taki punkt widzenia [niedowierzanie w słowa głoszone przez apostołów, na podstawie Dz 4,13-21] jest bardzo powszechny w każdym czasie. Niektórzy ludzie tak bardzo boją się Boga, że wolą zaprzeczać Jego działaniu, wbrew najbardziej oczywistym, wręcz krzyczącym świadectwom Jego obecności i działania. Wolą sami milczeć, co więcej, wolą zmuszać innych do milczenia, byle tylko zachować swoisty „status quo”, nie wymagający wysiłku nawrócenia i zmiany myślenia.

Po pierwsze, nie jest taki znowu powszechny. Może brzmi to nieco chełpliwie na moim blogu, ale w naszej Ojczyźnie (domyślam się, również i gdzie indziej) jest bardzo niewiele osób, które świadomie wybierają swoją wiarę, lub niewiarę. Postawa jakiejś tam religijności (złośliwi twierdzą, że ma ona motto: jak trwoga to do Boga) w zasadzie jest od wieków obecna wśród ludzi – stąd też wszystkie cywilizacje czciły jakieś totemy, składały ofiary swoim bóstwom itd. Nawet dzieci wręcz potrzebują wiary, że jest w świecie porządek i jeśli nie podsunąć im konkretnego wyznania, opracują sobie jakieś własne. Świadomie do sprawy światopoglądowych podchodzi się dopiero później. Należy tu również uwzględnić fakt, iż otacza nas Katolicyzm, tak więc stwierdzenie ja nie wierzę, wymaga więcej wysiłku niż pójście z prądem środowiska. Przez to też ludzie, którzy postanowili niebezmyślnie wyznawać swoją wiarę mają łatwiej. Zarzut intelektualnego lenistwa jest więc tu nie na miejscu. Przejdźmy nieco dalej…

Czy nie jest tak, że wciąż wolimy bardziej słuchać ludzi, niż Boga? Czy nie próbujemy za bardzo dopasowywać się do ludzkich poglądów, usiłując nasze doświadczenie wcisnąć w ramy poprawności społecznej i politycznej? Czy nie łatwiej nam odrzucać dowody Bożego działania, byle tylko zachować swój, często budowany latami, wizerunek w pracy czy towarzystwie…

Zabawne, że chciał to powiedzieć członek organizacji ludzi, który mienią się być przedstawicielami tego Boga. Organizacja ta [Kościół Rzymsko-Katolicki], choć w zasadzie chyba największa ze wszystkich, to jednak jest ona jedną z wielu, które składają podobne deklaracje, jednocześnie podkreślając prawdziwość głoszonych poglądów. Często też domagających się monopolu na to. Tak więc, mamy słuchać Boga, który przemawia do nas ustami lokalnego proboszcza – człowieka z krwi i kości, który jak każdy inny jest tylko człowiekiem? Czemu Bóg osobiście nic nam nie powie? Czemu, czasem ten głos Boga, za pośrednictwem jakiegoś kapłana, podaje numer konta na które należy wpłacać datki? Niektórzy tutaj zapewne chcieliby by mi zalecić czytanie Biblii, czy innej z licznych świętych ksiąg, ale one wszystkie również zostały napisane przez ludzi. W dodatku część z nich już od dawna utraciła swojej kontekst i obecnie można je interpretować w dowolny sposób. Oznacza więc to, że zarzucane tutaj dopasowanie do ludzkich poglądów, kierowane do ludzi niewierzących, jest czymś co charakteryzuje raczej ich przeciwieństwo.

Jeśli Boga mamy słuchać “bardziej”, to Bóg ma być autorytetem w sprawach życia rodzinnego, małżeńskiego, wychowania, życia codziennego. Bóg ma być autorytetem w kwestii polityki, kultury, historii, sztuki, prawa, filozofii. Bóg ma być autorytetem w sprawach medycyny i opieki społecznej, przedsiębiorczości, sukcesu. Bóg ma być autorytetem w kwestiach wiary, Kościoła, religii…

W każdej z tych dziedzin są też ludzkie autorytety. I, oczywiście, słuchajmy ich. Tylko zawsze pamiętajmy, że aby nie przegrać życia, “trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi”. Tak. Bóg zna się na wszystkim doskonale. Wszystko wie najlepiej. Warto zatem Go słuchać…

Podkreślona jest tutaj rola Boga. Jako jedyne źródło jego głosu biskup wskazuje Biblię, co jak już wykazałem, nie jest dobrym pomysłem. Jakoś tak przyszło nam życie w świecie, gdzie za Boga przemawiają jedynie ludzie. Gdzie jest więc głos Wszechmogącego bez pośrednictwa? Ludzie wierzący nie mają z tym problemu, czy jednak faktycznie rozmawiają z prawdziwym Stwórcą, czy tylko z czymś, co przekazane im zostało przez rodzinę, środowisko i Kościół (no, w ogólnym przypadku – wspólnotę religijną)?

Autor tego nie napisał, ale domyślam się, że chciał przekazać wszystkim, że to jego Kościół reprezentuje wolę Pana. Być może nawet nie dopuszczał do siebie myśli, że może być inaczej. Jednak taka jest prawda, słuchając nauki Kościoła Katolickiego, czy jakiegokolwiek innego, wciąż mamy do czynienia z zbiorem reguł opracowanych przez grupę ludzi, którzy deklarują, że znają zamysły tego, którego rozum nie ogarnie. Jaka jest różnica pomiędzy prawem stanowionym przez ludzi, a prawem boskim – czyli takim, za jakie je mają pewni ludzie? Przynajmniej to świeckie jest częściej modyfikowane, gdyż jako, że mamy świadomość jego ułomności, staramy się cały je czas poprawiać. A to domniemane prawo boskie ma pozostać nieruszone… (złośliwy: przynajmniej dopóki nie przeszkadza w zarobku).

Chciałbym jeszcze pod koniec poruszyć kwestie cytowanego fragmentu Pisma Świętego (jest w tekście przemówienia, ja go nie zamieszczałem). Opisuje on scenę, kiedy to apostołowie głoszą swoją naukę przed Sanhedrynem. Dokonują również cudu, który ma być dowodem prawdziwości ich słów. Biskup Płoski najwyraźniej uznaje to za wystarczające. Cuda… już poruszałem ten temat. Po pierwsze Kościół Katolicki nie czyni cudów przed każdym wiernym, czy potencjalnym wiernym. Nie czyni ich również, kiedy dodaje swoje 3 grosze w różnych debatach (nawet tych, które w zasadzie nie powinny go dotyczyć). Napisałem, że Kościół nie czyni cudów, ale oczywiście można śmiało rozciągnąć do wszystkich religii. To co Kościół robi, to powołuje się na Cuda, jakie zostały opisane w Biblii. Domyślacie się mojego komentarza, więc nie muszę go zamieszczać. I po drugie – ważniejsze – czy na tym na polegać wiara? Kto da lepsze widowisko? Czyli jak uda się np. wróżce przewidzieć, że będę miał dobry dzień, to mam zacząć wyznawać jej religię? Nauczanie religii jako pojedynek magików? No byłoby to zapewne ciekawe, ale chyba nie o to w tym wszystkim chodzi…

Dalszej część przemówienia dotyczy sprawy samego Katynia, co już nie jest tak kontrowersyjne. Trochę mierzi mnie również fakt, że kazanie z takiej okazji i w takim miejscu zamieniło się w coś, co można by po kilku głębszych, określić jako marketing. W dodatku jakby się zastanowić, niezbyt udany. Oczywiście chodzi mi tutaj jedyni o dość długi wstęp. W moje opinii to nie jest okazja [msza święta z okazji rocznicy mordu katyńskiego] na takie rzeczy.

Linki

2 thoughts on “Słowo na niedzielę #4

  1. Jeśli chodzi o “lenistwo intelektualne” to ja skłaniałbym się ku stanowisku autora kazania. Zgadzam się – porzucenie wiary i zbudowanie światopoglądu, który nie jest oparty o Boga wymaga pewnego wysiłku. To jednak dziecinna igraszka przy wyzwaniu dla rozumu jakim jest doktryna chrześcijańska.

    Like

  2. @hcz – racja, o tym nie pomyślałem. W końcu nawet sami księża mają z tym problemy. Myślałem raczej o życiu takiego delikwenta w Polsce, reakcja rodziny itd…

    Like

Comments are closed.