Dragonshard

Oto przed państwem pierwsza strategia czasu rzeczywistego w świecie D&D! – no ja w każdym razie się tym skusiłem. Nawet nie przeszkadzał mi fakt, iż DnD nie jest światem, a zbiorem zasad, albo to, że o grze nigdy wcześniej nie słyszałem, a cena była dość niska. No to ostatnie w sumie wpłynęło na decyzję zakupu, zaraz po logo “Dungeons & Dragons“. O czym mowa? O wydanej w 2005 r. strategii pt. “Dragonshard”.

Trochę o fabule

Wstęp już jako taki mamy, czas na parę konkretów. Recenzowany przeze mnie tytuł, to gra typu RTS (dość sporo czerpie z Warcraft III) rozgrywająca się w świecie Eberron, settingu do systemu DnD. Nie znałem wcześniej Eberronu, ale wnoszę, po krótkim opisie z Wikipedii, że w niewielkim stopniu wykorzystano jego założeń, choć to sam jego autor – Keith Baker – napisał fabułę. Być może dlatego, że przyjdzie nam zmagać się w Pierścieniu Burz, odciętym od reszty świata kawałku dżungli, w której znajduje się Serce Siberys. Owo serce to największy ze smoczych kryształów (rodzaj surowca w grze), dysponujący niezwykłą mocą, po który po raz kolejny wyruszyła wyprawa Zakonu Płomienia. Po raz kolejny, bo do wybielenia się kości poprzedniej ekspedycji, w tamtejszym gorącym klimacie, walnie przyczynili się Jaszczuroludzie – produkt przyspieszonej ewolucji lokalnych gadów, spowodowanej przez magię Serca. Jaszczuroludzie za swój obowiązek uważają obronę kryształu przed zakusami obcych i zupełnie się z tym nie kryją. Temu dość klarownemu konfliktowi interesów przyglądają z cienia Umbrageni (eberrowskie Drowy), cierpliwie oczekujących na stosowny moment na zadanie ciosu.

Trochę o gameplay’u

Mamy więc trzy strony konfliktu. Jednostki każdej frakcji mają swoje odpowiedniki u konkurentów, między którymi nie ma większych różnic pomijając prezencję (ta akurat jest zupełnie inna). Każda rasa dysponuje też swoim zestawem 4 bohaterów (którzy też w zasadzie odpowiadają sobie na wzajem, ale tutaj chociaż jest kilka dość istotnych różnic), z którego wybieramy w danej chwili jednego i którego można sobie wskrzesić za ciężkie pieniądze w przypadku gdy zdarzy mu się polec na polu chwały. Do tego dochodzi jeszcze pojedyncza, droga i silna jednostka, która dla odmiany jest dość odmienna od swoich kolegów z przeciwnych obozów.

Twórcy pozbawili graczy możliwości budowania budowli gdzie mu się podoba, na mapie zostały wyznaczone punkty gdzie można stawiać miast lub przyczółki. Same miasto zostało podzielone na cztery dzielnice, które wpływają na możliwości awansowania i rozwoju jednostek. To chyba właśnie jedna z najmocniejszych stron tej gry, trzeba od razu zdecydować, czy inwestujemy w armię różnorodnych jednostek, ale nisko poziomowych, czy też może w tylko kilka typów, ale za to mocnych. A może interesują nas średnio rozwinięte, ale za to wsparte bonusami budynków specjalnych?

Tak dobrze przeczytaliście, jednostki – zwykłe, bohaterowie i jednostka specjalna danej nacji ich nie posiadają – mają swoje poziomy doświadczenia, do piątego włącznie. Im wyższy poziom tym jednostka – kapitan – dysponuje większymi umiejętnościami, potrafi również przyzwać więcej szeregowych żołnierzy. Owi szeregowcy są przyzywani automatycznie i za darmo przy wrzaskach danego kapitana (za rekrutację jego samego trzeba jednak zapłacić) ilekroć znajduje się on w pobliżu budowli swojej frakcji. Pomysł z poziomami był pomysłem niezłym, lecz niestety twórcy totalnie go, w mojej skromnej opinii, spartaczyli. Otóż zbierane punkty doświadczenia są walutą, za którą wykupujemy ulepszenie jednostek danego typu. W zasadzie niewiele się to różni od badań obecnych w innych grach typu RTS. Gdyby poziom byłby sprawą indywidualną każdej z jednostek wymusiło by to na graczu szanowanie weteranów, a tak; poległych wystarczy zastąpić nowymi rekrutami, możemy bezmyślnie rushować pozycje wroga.

Trochę o roleplay’u

Nie powiedziałem jeszcze wszystkiego. Każda mapa to w zasadzie dwie różne mapy, połączone ze sobą różnymi portalami. Mamy Powierzchnię, gdzie budujemy miasta, a armie wycinają się nawzajem w pień, podobnie jak to jest w innych grach tego typu oraz mamy Podziemia – nazwa systemu obowiązuje. Do podziemi mogą zejść jedynie kapitanowie jak i bohaterzy, a celem jest – a jak – złoto, które tam właśnie zwykle występuje w sporych ilościach. Zwykle jest też strzeżone przez różnorakie stworzenia (liczymy to jako plus). Oprócz owego cennego kruszcu i punktów doświadczenia, które mogą niejednego wysłać do Krainy Wiecznych Łowów, znajdziemy tam też artefakty i przedmioty różnorakiego użytku.

W kampaniach na obu mapach mamy możliwość pobrania lub wypełnienia opcjonalnych misji pobocznych. To kolejny mocny punkt Dragonshard. Szkoda jednak, że nie mam kampanii dla rasy Umbregonów (pewnie powodem jest ich kolor skóry:P). Po każdej misji program ocenia nas na podstawie zdobytych osiągnięć, np. nie przekroczony poziom strat, czy wypełnienia konkretnego zadania pobocznego, przyznając nam medal. Zawsze można misję powtórzyć i postarać się bardziej. Plusem jest również okazyjna możliwość wyboru pomiędzy dwiema opcji (czy np. wesprzemy jedne stworzenia przeciw innym, czy na odwrót) – mała rzecz a cieszy. Rzecz jasna potyczki pomiędzy graczami, czy przeciw komputerowi, są całkowicie fabuły pozbawione.

Trochę o grafice, nieco o dźwięku

Gra jest cała w 3D. Co ciekawe w stylistyce menu głównego jest również utrzymany jej instalator, rzecz dość rzadko spotykana. Grafika jest zresztą ładna. Pomijając intro i logów producentów, nie uświadczy tutaj filmów nie generowanych na silniku gry. Na udźwiękowienie nie ma co narzekać, jak również na muzykę. Z ciekawostek: po każdej zwycięskiej potyczce nasze oddziały wnoszą radosne okrzyki, co wygląda świetnie. Inną ciekawostką są odgłosy umierających jednostek, kiedy wczytujemy lub wychodzimy z gry – czyżby ktoś dodał odtwarzanie tych dźwięków do destruktora?

Podsumowanie

Dragonshard ma w sobie kilka dobrych pomysłów, jest dość przyzwoicie wykonane. Niestety ma też spore wady, jak brak jednej kampanii, czy te nieszczęsne punkty doświadczenia. Jest też grą dość słabo znaną, przez co nie mogłem przetestować z żywymi graczami jej trybów multilayer. Nie wspomniałem o tym w sumie na początku, ale posiadana przeze mnie kopia wydana została w ramach serii “Ekstra klasyka”, w kinowej poprawnej wersji językowej. Jeśli chodzi o teksty w grze, to zauważyłem jeden problem – miejscowe problemy z ich odświeżaniem, ale to nie koniecznie problem spolszczenia.

Biorąc pod uwagę cenę za jaką można ten tytuł nabyć, można przymknąć oko na jego wady. Przyznam jednak, trochę z bólem, że w ostatecznym rozrachunku gra prezentuje się dość średnio. Kupujecie na własną odpowiedzialność, ja mimo wszystko nie żałuję.

Linki