The Bard’s Tale: Opowieści barda

Zbierzcie się wkoło huncwoty i poczytajcie o wycinku z żywota pewnego miernoty. Bohaterem tej opowieści będzie Bard. W zasadzie nie ma innego imienia, niż to, co określa jego profesję. Jak on sam się opisał, interesują go w życiu trzy rzeczy: wino, kobiety i śpiew, niekoniecznie w tej kolejności. I zupełnie też nie obchodzą go żadne, choćby nie wiedzieć jak szczytne idee, o ile nie stoi za nimi dużo złota.

Tak więc, chodzi sobie ten nasz grajek od wioski do wioski, oferując przygrywkę do kotleta za parę złociszy, czy kufel piwa, unikając stałej pracy i byłych kochanek, aż nieco brew sobie, wplątuje się w pewną aferę z obrzydliwie klasycznym motywem ratowaniem uwięzionej księżniczki. Tutaj warto nadmienić, iż gra parodiuje większość znanych i powszechnych w najróżniejszym mediach zabiegów fabularnych.

Sama rozgrywka to hack’n’slash z elementami RPG, a gdzieniegdzie i zagadką logiczną. Walczymy w zasadzie samotnie, ale nasz protagonista potrafi przyzywać za pomocą magii pomagierów, którzy nas w tej walce wesprą. Co ciekawe, wszystkie zdobyte łupy, czy nie używany już rynsztunek, są automatycznie spieniężane – oszczędzono nam biegania do sklepów z pełnym plecakiem.

Zalecam granie w polskiej wersji tej gry. Zwłaszcza, że jest dostępna w “Kolekcji klasyki” za niewielkie pieniądze. Naprawdę warto, dla głosu Fronczewskiego jako Narratora i Borysa Szyca jako Barda. Jak to brzmi? Narrator gardzi Bardem, a ten nie pozostaje mu dłużny.

Tak więc ogólnie rzecz ujmując: warto się zapoznać z “Opowieściami Barda”. Za humor i za te piosenki (które zresztą można śpiewać razem z bohaterami, jeśli ktoś lubi karaoke). Może i gra jest na dłuższą metę nieco nużąca, ale i tak warto.

Linki

Zombieland (2009)

Filmów na temat ataku zombich na bogobojnych obywateli, głównie USA, jest kilka. W zależności od wizji reżysera, może to być obrazek pracy rzeźnika z ADHD, albo studium psychologiczne, choć oczywiście zwykle odchyły do tego pierwszego są bardziej widoczne. W każdym razie, gatunek takiego kina, doczekał się również i parodii, której jednym z przedstawicieli jest właśnie “Zombieland”.

Choć można się bawić dobrze, podziwiając w jaki sposób niezupełnie zrównoważeni bohaterowie, a zwłaszcza Tallahassee (Woody Harrelson), rozprawiają się z hordami nieumarłych, lub słuchać listy reguł z komentarzami narratora i głównego bohatera Columbusa (Jesse Eisenberg), to jednak rewelacji nie ma – ale jeden wieczór miło zajmie. Zakładając tutaj iż, widzowie mają nieco wisielcze poczucie humoru i nie przeraża ich trochę krwi od czasu do czasu. Tak jeszcze, z kronikarskiego obowiązku wspomnę, ze jest to komedia, i – tu się nieco zdziwiłem, kiedy zajrzałem do opisu po seansie – horror.

Że co? Fabuły nie opisałem? Eeee… no… Wybucha epidemia zombich i śledzimy losy grupki ocalonych, którzy w zasadzie niemają za bardzo co ze sobą zrobić (potracili rodziny i cele w życiu), to tutaj jest najmniej ważne. Wspomniany główny bohater to nastoletni kawaler, który raczej nie sprawia wrażenia kogoś kto może samotnie przeżyć w USA, nawet pomijając obecność żywych trupów. Los szybko splata go z cowboyem (wspomniany Tallahassee) oraz duetem sióstr Wichitą (Emma Stone) i Little Rock (Abigail Breslin). Osobiście zgadzam się z wystawioną na FilmWeb oceną 7/10. I pamiętajcie o kondycji (ang. cardio)!

Linki

Dynastia Tudorów (sezon 1)

Ciekawe, jak wiele osób kojarzy postać Henryka VIII? Chodzi oczywiście o angielskiego monarchę z XVI wieku. Jeśli już, to zapewne wiedzą one o jego żonach i o tym, że to on właśnie był sprawcą powstania Kościoła Anglikańskiego (nota bene: aby móc dostać rozwód). Ale jak poucza nas lektor z intra serialu, znamy tylko koniec historii, a trzeba przecież cofnąć się do jej początku.

Zatrzymajmy się jeszcze chwilę przy intrze, jeśli ktoś chce wiedzieć o czym jest serial, niech obejrzy tylko go. Albowiem jest to doskonały opis całości. Będzie więc o dworskich intrygach, kto na kogo czyha, trochę o religii i dużo seksu. Henryk VIII to tutaj kipiący testosteronem młodzik, który w przerwach pomiędzy licznymi rozrywkami korzysta z wdzięków kolejnych panien, podsuwanych mu przez ich ojców z nadzieją na awanse i zaszczyty.

Być może trochę to niesprawiedliwy obraz tego króla, ale autorzy zdają się unikać, być może nieciekawych, scen załatwiania codziennych spraw królestwa. Oczywiście od czasu do czasu, władca zleci temu lub owemu tą, czy inną sprawę, ale raczej to kardynał Thomas Wolsey zastępuje go w rządzeniu, doradzając mu i sugerując decyzje.

Niech też wam się nie wydaje, że serial pretenduje do kategorii softporno, bo choć nagich aktorek jest sporo, to jednak clue jest tutaj polityka, w którą wplecione są dążenia ważniejszych dworzan do coraz to większej władzy, gry w której wszystkie chwyty są dozwolone. Niejako odskocznią od tego tematu jest np. postać Thomasa Tallisa – muzyka. Fabuła serialu nie trzyma się tylko i wyłącznie Londynu. Polityka zagraniczna również została wspomniana, choć głównie jako uroczyste podpisanie traktatów, lub wieści z toczących się w Europie wojen i ważniejszych wydarzeń.

Twórcy serialu starali się maksymalnie uatrakcyjnić widowisko, nie wstawiając do niego rozbudowanych i drogich w realizacji scen (np. batalistycznych). Oprócz odrobiny erotyki, czy przeskoków czasowych (np. kolejna scena dzieje się kilkanaście dni po poprzedniej), w historię wpleciono również kilka niezupełnie historycznych legend. Nie mam za bardzo czego przyczepić się do pierwszego sezonu “Dynastii Tudorów”. Choć może nie jest to twór wspaniały i koniecznie należało by go obejrzeć, chętnie obejrzę kolejne odcinki.

Linki

Hiszpania vs Watykan

W Hiszpanii, jak się okazało z otrzymanego artykułu, dzieje się ostatnio dużo i ciekawie. Aż dziw, że nie wcześniej nie zwróciłem na to uwagi. Ten wciąż dość katolicki kraj postanowił się laicyzować – czyli stać się neutralnym w sprawach religii i wyznań (jako Państwo). Pomijając zazdrosne westchnienia, przejdę do rzeczy.

Wyznawcy islamu, protestanci, żydzi, mormoni, świadkowie Jehowy i scjentolodzy domagają się zrównania w prawach z katolikami. Chcą zniesienia ulg podatkowych przy darowiznach na Kościół katolicki – głosi Gazeta.pl w artykule Bunt niekatolików w katolickiej Hiszpanii – o równość wobec prawa. Serwis Piotr Skarga widzi sprawę nieco inaczej: Liberałowie naciskają na rząd hiszpański, by ten opodatkował kościoły (artykuł: Hiszpania: dzięki Kościołowi, rząd oszczędza miliardy euro rocznie).

Wbrew pozorom ja nawet nie o tym. Kościół Katolicki postanowił bronić swoich przywilejów, argumentując, że przecież wspierają oni liczne (acz katolickie) instytucje charytatywne, i w zasadzie dawanie mu pieniędzy jest rodzajem inwestycji (Każde zainwestowane w Kościół euro wraca do społeczeństwa pomnożone 2.73 razy). Moje pytanie brzmi, czy jednak wolno Krajowi z takiej inwestycji korzystać?

Dało by to niebezpieczny precedens i możliwość szantażu – “płacę, to wymagam”, przez grupę ludzi powiązanych wyłącznie z jedną religią. Obywatele nie mogą być dzieleni na kategorie według wyznania: ci są godni pomocy, a ci nie. Po drugie, Kościół często podaje swoją dobroczynność, jako efekt nauczania głoszonych prawd. Wyglądałoby na to, że jednak nie całkiem jest tak, jak to deklarują. Po trzecie, ktoś tu chce być równiejszy.

Metro a wybory

W numerze “Metra” z 18-20 czerwca tego roku, dość poczytnej gazety, o ile akurat się dostanie egzemplarz (no ja akurat regularnie dostaję), zaraz za stroną reklamą, na okładce, widnieje wielki napis Załatwmy sprawę w pierwszej turze. Napis odnosił się oczywiście do wyborów prezydenckich. Pod nim podpisał się osobiście pan redaktor naczelny – Waldemar Paś.

Pan Waldemar zwrócił uwagę czytelnikowi, że i tak liczą się jedynie dwaj kandydaci, bo reszta i tak nie ma szans na przejście do kolejnego etapu. Więc poco przedłużać tą całą szopkę (to akurat moje określenie)? Na pierwszy rzut oka dość neutralnie, bo przecież nie podano, którego to z wymienionych należy wybrać. Wystarczy jednak przewrócić stronę, aby odczytać zdania, poproszonych o komentarz, znanych osób. W tym dwie najważniejsze: Mamy rozsądnego kandydata Komorowskiego (Lech Wałęsa) oraz Nie chcę prezydentury Jarosława Kaczyńskiego (Tadeusz Mazowiecki). Żadna z wypowiedzi nie popiera J.Kaczyńskiego, choć większość była raczej neutralna, zachęcająca jednak do szybkiego wyboru nowego prezydenta.

Jak łatwo się domyśleć, spotkało się to z odzewem czytelników, którzy nawet postanowili się swoimi wątpliwościami podzielić z redakcją. Ta zaś opublikowała dwa fragmenty tychże listów w małej ramce na siódmej stronie numeru z 21 czerwca (to dzisiaj). Zarzucono gazecie brak obiektywizmu i zaproponowano zmianę nazwy na “Biuletyn Informacyjny Platformy Obywatelskiej”. Waldemar Paś, odpisał następująco:

Rzeczywiście namawialiśmy do głosowania w pierwszej turze. Ale jeśli mamy demokrację, to czy my, dziennikarz, nie mamy prawa do wyrażania poglądów?

Zacznijmy od tego, że tylko jeden z przedstawionych listów dotyczył tego podburzania do “załatwienia sprawy w pierwszej turze”, pan Paś całkiem zignorował, zdaje się, posądzenie o wspieranie konkretnego z kandydatów. I oczywiście wolno dziennikarzom mieć i głosić własne poglądy, jak zresztą i każdemu. Lecz nie każdy ma własną gazetę, rodzą się więc pytania natury etycznej. Czy nie wypadało by również wprost napisać “my popieramy tego a tego”? Lub chociaż tak jak jest to na wielu blogach (swego rodzaju substytut własnego czasopisma): przedstawione opinie są wyłącznie moim subiektywnym zdaniem?

Alicja w Krainie Czarów (2010)

Ileż to już powstało przedstawień, książek, gier czy filmów inspirowanych utworem Charlesa Lutwidge’a Dodgsona (vel Lewis Carroll)? Sporo. A ostatnio bardzo dużo szumu zrobiło się dookoła najnowszej takiej produkcji – filmu pod tytułem: “Alicja w Krainie Czarów“. Ciężko nie słyszeć wiele o kolejnym dziele Tima Burtona, gdy tyle sław zostało zaangażowanych w produkcję. Nowa “Alicja” nie jest jednak adaptacją powieści, lecz czymś na kształt kontynuacji, dziejącej się 13 lat po wydarzeniach opisanych w książce.

Alicja (Mia Wasikowska) wyrosła i jest już panną na wydaniu. Nie pamięta swoich, znanych nam przygód, lecz równocześnie cierpi na bezsenność z powodu tajemniczego snu, który dręczy ją co noc (zgadnijcie o czym tak śni). Z tego powodu w zasadzie jest już pewna swojej niepoczytalności. Wtedy, w najmniej spodziewanym momencie, pojawia się pewien biały królik…

Film choć, jak już pisałem, jest sequelem, jest pełen aluzji i nawiązań do pierwowzoru, czy nawet pierwowzorów (patrz: “Alicja po drugiej stronie lustra”). Pierwsze chwile Alicji w Krainie to w zasadzie niemal dokładne powtórzenie książki. Nie jest tak, rzecz jasna, przez cały czas. Trzynaście lat to dużo…

A obecnie źle się dzieje w Krainie. Królowa Kier (Helena Bonham Carter), dalej na czele swojej karcianej armii, jest tyranką i naprawdę ścina głowy swoim poddanym. Szalony Kapelusznik (Johnny Depp) jest rebeliantem, podobnie jak i wielu innych znanych z kart opowieści bohaterów. Walczą oni o przywrócenie władzy Białej Królowej (Anne Hathaway), przebywającej obecnie na wygnaniu. A Alicja ma być w tym sporze… zresztą, zobaczycie sami.

Z pewnością jest na co popatrzeć. Film jest bardzo plastyczny i kolorowy. Nie przeszkadza za bardzo nawet to, że od czasu do czasu tu i ówdzie wystaje komputer, jaki to wszystko wygenerował. Jest też czego posłuchać. Z drugiej zaś strony, fabuła nieco kuleje. Jest dość bajkowa, nie jest surrealistyczna jak ta spod pióra Lewisa Carrolla, raczej łatwo przewidzieć co wydarzy się w następnej scenie. Ta bajkowość ma być zapewne wabikiem na młodszych widzów (film familijny). Jeśli kogoś to nie odstrasza, to może śmiało obejrzeć.

Linki

Prywatny wszechświat Microsoft

Właśnie próbowałem dowiedzieć się, czy mój znajomy z swoją drużyną wygrali konkurs Imagine Cup 2010, organizowany przez Microsoft. Zajrzałem więc na stronę tegoż konkursu. Oczywiście nie dowiedziałem się niczego, bo trzeba mieć zainstalowany plugin Silverlight. Cała zaś strona rozlatuje się na wskutek braku tego dziecka wspomnianej korporacji. Ale nie tylko; bo nie trzeba Silverlighta by widzieć, iż napis “Galeria zwycięzców” też coś się rozjechał.

Budować stronę internetową, którą może obejrzeć jedynie posiadacz jednego systemu, czy to jednej przeglądarki (uwaga półanalfabetyczne fanboje: to, że napisałem to, to wcale nie oznacza, że sugeruję iż nie istnieje SL na Firefoksa) – jakież to microsoftowe. Czy też może powinienem bardziej ogólnie napisać: monopolistyczne, korporacyjne…?

Wątpliwość (2008)

Dzisiaj nieco o innych filmach niż zwykle opisuję. Film Wątpliwość traktuje o modnym nieco temacie molestowania seksualnego przez księży.

Wredna dyrektorka szkoły katolickiej, prawdziwy postrach lokalnej dzieciarni a także reszty grona pedagogicznego, szybko posądza młodego, sympatycznego księdza o nieprzyzwoite prowadzenie się z jednym z uczniów, gdy tylko młoda nauczycielka zgłasza kilka swoich obserwacji. Rzecz jasna nie jest wprost powiedziane, czy ten jest winny. Widz więc może podejrzewać, że tytuł odnosi się do niemożności odkrycia prawdy i z pewnością nie dotyczy on osoby pani dyrektor.

Dobra gra, trudny temat, brak czerni i bieli w postaciach i ich postępowaniu. Nieco antyklerykalny. Osobiście polecam osobom, których nie odstrasza gatunek dramatu.

O polityce i religii

Całkiem niedawno, może kilka dni temu, przeczytałem w Metrze o tym, że Europejski Trybunał Praw Człowieka przyznał rację rodzinie, która zaskarżyła Polskę o prześladowanie religijne (w dużym uproszczeniu). Poszło o to, że żadna ze szkół nie zorganizowała lekcji etyki w zastępstwo katechezy, na którą syn z tejże rodziny nie uczęszczał. Artykuł opisywał też szykany jakich chłopiec doświadczał, choć wydają się przesadzone, nie różnią się od tych, które i ja miałem okazję kiedyś dawno temu słuchać z ust młodych katolików, kierowanych w stronę koleżanki z klasy, która ową nie była.

Przypominam, że nasz wspaniały Trybunał Konstytucyjny nie widział nic złego w wliczaniu oceny z religii do średniej itd… Pytam się teraz, warto było schlebiać bezmyślnym gustom społecznym? Może trzeba było mimo wszystko zajrzeć do tej Konstytucji i powołać się na neutralność światopoglądową Państwa?

Nie jest tak, że nie znam szczegółów sprawy. Znam tłumaczenia Ministerstwa Edukacji, że nie ma etyków itd… ale rozwiązanie jest bardzo proste: usunąć religię ze szkół, pozostawić jej nauczenie lokalnym wspólnotom dla zainteresowanych we własnym zakresie, wtedy można zawsze powiedzieć, że każda filozofia jest traktowana równo. Nie trzeba by było kombinować (patrz linki) i narażać się na wylądowanie w szufladce “kraju wyznaniowego”.

A na zakończenie, coś z innej perspektywy, dla wszystkich tych, którzy siedzą właśnie oburzeni i stukają bezmyślne komentarze. Barcelona zamierza wprowadzić zakaz noszenia burek w budynkach publicznych. Czemu o tym wspominam? Bo zapewne wiele osób popiera ten zakaz, pomimo tego, że krzyża z Sejmu zdjąć nie dadzą. Jest to warte chwili zadumy.

Linki

Jarosław Kaczyński – Polska jest najważniejsza

Dzisiaj dwójka młodych ludzi przekazał mi ulotkę z czymś na kształt orędzia Jarosława Kaczyńskiego. Do ulotki dołożyli długopis i breloczek na klucze, o ciekawej konstrukcji, która wciąż stanowi dla mnie pewnego rodzaju zagadkę. Jak można było odmówić takiej ofercie dodatkowo uatrakcyjnionej uśmiechem miłego dziewczęcia?

Znawcy ostatnich wyczynów sztabów wyborczych nie zdziwią się zapewne, iż karteczka miała tytuł: Polska jest najważniejsza. Jedynym obrazkiem na niej jest wyretuszowane zdjęcie Kaczyńskiego. Bardzo podoba mi się dobór kolorów do wszystkich gadżetów: czerwień i biel. Tekst jest na niebiesko. Naprawdę bardzo ładnie to wygląda i pasuje do siebie.

Niebiesko na białym

Przejdźmy nieco do treści owej publikacji: na pierwszej stronie trafnie ujęcie sensu całości: Proszę Was drodzy Państwo, o poparcie mojej kandydatury. – konkretnie. Na pozostałych trzech kandydat stara się uzasadnić swoje podanie o głos, poprzez mały esej. Jego treść (choć nieco zmieniona) jest dostępna na stronie akcji, firmowanej wspomnianym hasłem.

Test przedstawia niejako trzy podpunkty programu pana Kaczyńskiego:

  • przyspieszenie rozwoju kraju i rozwiązywania naszych codziennych problemów
  • dobra pozycja Polski w świecie i Unii Europejskiej
  • połączenie nowoczesności z tradycją

O ważności każdego z nich, chyba nie trzeba zapewniać[1], niemniej jednak autor podejmuje ten trud i pieczołowicie wymienia, co trzeba w naszym kraju zmienić. Znalazło się też miejsce dla wspomnienia powodzi (Władze muszą na poważnie chronić Polaków przed powodziami. Nie może co kilka lat dochodzić do tak wielkich nieszczęść[sic!]). Wydaje mi się też, że fragmenty trzeciego rozdziału słyszałem już na spocie wyborczym tego pana oraz, że występuje kilka powtórzeń.

A tak ogólnie patrząc?

Całość jest oczywiście litanią składającą się na: Państwo musi, trzeba, itd… niestety oprócz wyliczanki, nie ma tu żadnego wyjaśnienia, jak potencjalny prezydent zamierza przyczynić się do poprawy naszego życia. Który kandydat nie napisze np. Musimy usuwać przeszkody, jakie napotykają polscy przedsiębiorcy? Ja Sigvatr, z tego oto bloga, pytam pana, panie Kaczyński: co zamierza pan uczynić w tej, albo w dowolnej innej zadeklarowanej sprawie? Bo nie znajduje informacji na ten temat, a to podobno jest pana program[2]. Zupełnie nie zadowala mnie stwierdzenie: Świat zna przecież sposoby rozwiązywania podobnych problemów, chce wiedzieć co już teraz, co ten Świat zna.

Jałowe pytania

Czemu ta lista pobożnych życzeń nie zajmuje tylko jednej strony – dla sympatyków PiSu, którzy wierzą mu na słowo, a resztę przeznaczyć na jakieś konkrety? Na pewno zmieściły by się na stronie internetowej, wybory za 10 dni, kiedy zamierzają je wrzucić? Czyżby pan Kaczyński wciąż się nie zdecydował?

Fanbojom dziękujemy

Moja notka, opisuje zawartość ulotki wyborczej Jarosława Kaczyńskiego, taką jaką dopuścił do obrotu jego sztab. Nie otrzymałem żadnej ulotki innego kandydata. Dlatego właśnie dostaje się tu, tylko i wyłącznie jednemu politykowi. A w pewnym sensie i im wszystkim, bo osobiście wierzę, że prawdopodobnie konkurencyjne twory są dość podobne.

Przypisy

[1] Co nie znaczy, że nie można znaleźć spraw bardziej istotnych.

[2] Właściwie to tylko zarys, pełny ma się pojawić na dniach (według strony).