David Gaider – Dragon Age: Utracony tron

Niewątpliwie publikacja ta była częścią akcji promocyjnej “Dragon Age: Początek” (akurat ominęła mnie ta jej część). Widać to zwłaszcza na jej polskim wydaniu, ozdobionym charakterystycznymi malunkami na okładce. Jak by tego było mało, nie zapomniano tam umieścić adnotacji iż autor – David Gaider – był (czy właściwie jest) głównym scenarzystą gry o wiadomym tytule.

Głównym bohaterem “Utraconego tronu” jest Maric. Znacie skądś to nazwisko? Tak, to jego był ten taki fajny mieczyk, który można było odnaleźć przy trupie Cailena (w DLC pt. “Return to Ostagar”). Słusznie, Maric był ojcem zmarłego na służbie króla. Na początku powieści jest jednak tylko osiemnastoletnim chłopcem, sierotą po właśnie zamordowanej Królowej Rebeliantce. Ferelden jęczy pod jarzmem Orlaisan, a on sam, niczym u Dantego w głębi ciemnego znalazł się lasu. Książka przestawia historię jego dojścia do utracony tron, rzecz jasna wzbogacona o rozterki wewnętrzne, czy watek o miłosnym trójkącie (przez chwilę o czterech bokach).

Powieść nie jest jakoś bardzo oryginalna. Jej autor też zupełnie nie kłopotał się z zagadnieniami moralnymi, większość postaci jest raczej do bólu schematyczna. Główny bohater przez większość czasu jest szlachetny. A na drugim końcu ringu widzimy złego dekadenckiego tyrana-ciemiężce, despotę spędzającego czas na zabawach oraz podnoszeniu podatków. Zupełnie inaczej wygląda by ta cała rebelia, gdyby Meghren (aktualnie rządzący państwem) budował szkoły, szpitale i łożył na sztukę. Doradca namiestnika, to mag – oczywiście sadysta, inteligenty i potężny, ale po prostu zły. Co ciekawe autor zdaje sobie z tego sprawę i dzieli się tym z czytelnikiem poprzez usta Marica. Na szczęście też nie wszystko jest takie kryształowe: ot choćby osoba Loghaina, czy tych parę rys na cokole pomnika dziadka Cailena jakie pojawiły się pod koniec.

Wspomniałem Loghaina, jeśli kogoś interesuje jak z kłusownika stał się bohaterem znad Rzeki Dane, to właśnie z tej pozycji się dowie. Także, np. skąd wzięła się nazwa epoka smoka (ang. dragon age). Jak łatwo się domyślić, ta książka zawiera w sobie liczne inne odwołania. Większość z nich dotyczy miejsc znanych z gry, ale i trafiło się nawet kilka postaci (poza Loghainem, np. Flemeth, czy prawdopodobnie Shale). Obowiązkowo też bohaterowie napotykają i Dailijczyków, krasnoludy z Legionu Śmierci, Bardów, czy magów z Kręgu. Tak trochę na ironię (ale może to i lepiej), nie wspomina się tu o Szarych Strażnikach, a sam Mroczny Pomiot pokazuje się jedynie na chwilę.

Krótko podsumowując: jest lekka powieść fantasy, po którą można sięgnąć, jeśli kogoś naprawdę zaciekawił świat przedstawiony. Czyta się bardzo szybko i, no w każdym razie mnie, książka wciąga. Ale prawdę powiedziawszy sugerowana cena (około 35 zł) jest stanowczo za wysoka. No cóż, ktoś najwyraźniej zwęszył zwiększony wraz z premierą gry popyt.

Linki