Alicja w Krainie Czarów (2010)

Ileż to już powstało przedstawień, książek, gier czy filmów inspirowanych utworem Charlesa Lutwidge’a Dodgsona (vel Lewis Carroll)? Sporo. A ostatnio bardzo dużo szumu zrobiło się dookoła najnowszej takiej produkcji – filmu pod tytułem: “Alicja w Krainie Czarów“. Ciężko nie słyszeć wiele o kolejnym dziele Tima Burtona, gdy tyle sław zostało zaangażowanych w produkcję. Nowa “Alicja” nie jest jednak adaptacją powieści, lecz czymś na kształt kontynuacji, dziejącej się 13 lat po wydarzeniach opisanych w książce.

Alicja (Mia Wasikowska) wyrosła i jest już panną na wydaniu. Nie pamięta swoich, znanych nam przygód, lecz równocześnie cierpi na bezsenność z powodu tajemniczego snu, który dręczy ją co noc (zgadnijcie o czym tak śni). Z tego powodu w zasadzie jest już pewna swojej niepoczytalności. Wtedy, w najmniej spodziewanym momencie, pojawia się pewien biały królik…

Film choć, jak już pisałem, jest sequelem, jest pełen aluzji i nawiązań do pierwowzoru, czy nawet pierwowzorów (patrz: “Alicja po drugiej stronie lustra”). Pierwsze chwile Alicji w Krainie to w zasadzie niemal dokładne powtórzenie książki. Nie jest tak, rzecz jasna, przez cały czas. Trzynaście lat to dużo…

A obecnie źle się dzieje w Krainie. Królowa Kier (Helena Bonham Carter), dalej na czele swojej karcianej armii, jest tyranką i naprawdę ścina głowy swoim poddanym. Szalony Kapelusznik (Johnny Depp) jest rebeliantem, podobnie jak i wielu innych znanych z kart opowieści bohaterów. Walczą oni o przywrócenie władzy Białej Królowej (Anne Hathaway), przebywającej obecnie na wygnaniu. A Alicja ma być w tym sporze… zresztą, zobaczycie sami.

Z pewnością jest na co popatrzeć. Film jest bardzo plastyczny i kolorowy. Nie przeszkadza za bardzo nawet to, że od czasu do czasu tu i ówdzie wystaje komputer, jaki to wszystko wygenerował. Jest też czego posłuchać. Z drugiej zaś strony, fabuła nieco kuleje. Jest dość bajkowa, nie jest surrealistyczna jak ta spod pióra Lewisa Carrolla, raczej łatwo przewidzieć co wydarzy się w następnej scenie. Ta bajkowość ma być zapewne wabikiem na młodszych widzów (film familijny). Jeśli kogoś to nie odstrasza, to może śmiało obejrzeć.

Linki