Sherlock Holmes (2009)

Nie jest to pierwszy i na pewno nie ostatni film o przygodach sławnego londyńskiego detektywa. Twórcy postanowili zagrać nieco na nosie popularnemu wyobrażeniu tej postaci i nieco po eksperymentować. Podobno spadkobierczyni praw autorskich Arthura Conan Doyle, nie była zbyt zachwycona owocem ich pracy.

W sumie nie ma o co kruszyć kopii. Teksty źródłowe wszak wcale nie przedstawiają tytułowego bohatera jako spokojnego i statecznego człowieka. A słynna czapka, której w filmie nie zobaczymy, była dodana przez jednego z pierwszych ilustratorów tych opowiadań. Ale dość o tym, przejdźmy do filmu…

.., Który jak przystało na film akcji od razu od takowej się rozpoczyna. Dr Watson i Holmes walnie przyczyniają się do pojmania niejakiego lorda Blackmoor’a, który mordował młode dziewczęta w czasie odprawiania magicznych rytuałów. Podczas gdy pojmany oczekuje sądu i kary, życie toczy się dalej, Holmes zmaga się z nudą (żadnych interesujących go spraw) oraz faktem, iż jego wierny towarzysz (dr Watson) zaręczył się i z związku z tym wyprowadza się. Ale wszystko jeszcze się pokręci: pojawia się stara znajoma – femme fatale Sherlocka, a powieszony mag zmartwychwstaje i wcale na tym nie poprzestaje.

Jest efektownie, ciekawie, wszystko dzieje się dość szybko, miejscami humor. Ładnie postarano się o widoczki rozbudowującego się Londynu. Jedyne do czego mogę się przyczepić to to “planowanie walk”, które bohater kilka razy dokonuje, jakoś mi się to nie podobało. Ale zasadniczo widz bawi się dobrze. Choć całość ma zamkniętą fabułę, pozostawiono małą furtkę na kontynuację, jakie zapewne wkrótce się pojawią – film się sprzedał bądź, co bądź.

Na koniec mała perełka, jaka osobiście najbardziej mi się podobała: prztyczek w nos jaki dostaje wiara w czary od realnego życia. Niestety często w produkcjach zachodnich jest, nie wiedzieć czemu na odwrót, czyżby uzewnętrznienie jakiegoś skrywanego pragnienia? A obejrzeć “Sherlocka Holmesa” polecam.

Linki

Transformers: Zemsta upadłych (2009)

Powodem, dla którego nie opisałem części poprzedniej do omawianego tytułu, jest moja śmiało pojęta uczciwość, zwyczajnie nie mogłem opisać filmu, na którym w kulminacyjnych momentach po prostu przysypiałem. Oszczędzając przydługich wstępów: “Dwójka” wcale nie jest lepsza, jest jeszcze gorsza i zwyczajnie szkoda na nią czasu.

Ale po kolei. Oto mamy przed sobą około 2 godzin przepełnionych akcją, w sensie: dużo wybuchów i sporej wielkości roboty tłukące się po swoich metalowych, za przeproszeniem, pyskach. Poszczególne te sceny skleja coś na kształt fabuły, której określenie jako infantylna wydaje się komplementem. Ale to nawet nie jest najgorsze – bo chyba najbardziej daje po głowie humor, wyraźny ukłon w stronę widowni – młodych uczniów szkół podstawowych.

Oszczędzę sobie wymieniania tych wszystkich wad, bo ktoś mi zarzuci, że wkleiłem scenariusz. Może ograniczę się do retorycznego pytania o obecność ludzkich żołnierzy pomiędzy ostrzami tytułowych szermierzy. Właściwie to jedyną ich funkcją jest bohatersko umierać, jakoś nie widziałem, aby grupa takich była wstanie ubić chociaż jednego żołnierza wroga. Zastanawia mnie też czy amerykanie na prawdę mają takiego fioła na punkcie samochodów.

Z ciekawostek: Jedynka zaczyna się na pustyni, przenosi do USA, a w “Transformers 2” jest na odwrót. I tak, jest Megan Fox, jest zbliżenie na jej pośladki, ale czego więcej nie należy się spodziewać, docelowa widownia nie jest jeszcze na to gotowa. Będzie i trzecia część – co mnie nie dziwi, twórcy tego dzieła zyskali wiele kieszonkowych uradowanej widowiskiem dzieciarni i zapewne liczą na kolejne.

Linki