Uniwersalny żołnierz (1992)

Mało kto pewnie wie, ale ostatnio uczestniczyłem w kilku ważkich debatach na niezwykle aktualne tematy polityczne. Całość była tak sporą symulacją intelektualną, że nawet dobierając film dla rozrywki nie mogłem zadowolić się pierwszym lepszym.

Minąłem więc półkę z Larsem von Trierem, Zanussim, czy Kieślowskim – aż w końcu znalazłem odpowiednią i adekwatną do niedawnych wyzwań pozycję: “Uniwersalny żołnierz” z 1992 roku, z Jean-Claude Van Damme i Dolphem Lundgrenem w rolach głównych.

Dość żartów przejdźmy do sedna. Fabuła jest dość prosta, polegli w czasie wojny w Wietnamie żołnierze stali się materiałem do pewnego tajnego wojskowego programu USA, który krótko mówiąc przerabiał trupy w istne maszyny do zabijania, ślepo posłuszne swoim dowódcom. I właśnie jako nieżywi do programu trafili: Luc Deveraux (Van Damme) i sierżant Andrew Scott (Lundgren). Żeby było ciekawiej owi zabili się nawzajem – sierżant zwariował, a Luc chciał go powstrzymać przed wymordowaniem wioski bezbronnych cywili. Te właśnie ostatnie wspomnienia będą wciąż nawiedzać naszych wojaków, co w końcu przyczyni się do porzucenia przez nich “służby”.

Całość wydaje się być mocno inspirowana “Terminatorem 2”, tutaj też mamy do czynienia z oswojeniem takiego twardziela, który momentami rozbraja swoją dziecięcą naiwnością. Panią (i niektórym panom) być może spodobają się sceny, w których młody Van Damme prezentuje swoją gładką skórę i ukryte pod nią mięśnie. Jeśli weźmiemy poprawkę na rodzaj i przeznaczenie tego obrazu, możemy się całkiem dobrze bawić. Nie ma tu aż wiele wybitnie przesadzonych scen akcji, jak we współczesnych filmach podobnej klasy, a prosta fabuła nie jest rozdmuchiwana do absurdalnej. Naprawdę niezły film na ten jeden raz.

Część trzecia

Potem, niejako z rozpędu, sięgnąłem po nowszą produkcję, ale wciąż z tej serii: “Universal Soldier III. Reaktywacja”. Tych kontynuacji jest trochę i z powodu polskich tytułów łatwo się w nich pogubić. Nie obejrzałem części drugiej, bo jakoś nie mogłem jej dostać. A opis do tej trójki brzmiał ciekawie: terroryści z nieistniejącego kraju (wchodzącego w skład Rosji) porwali dzieci premiera Rosji i zamknęli się z nimi w Czarnobylu, grożąc, że jeśli ich Ojczyzna niestanie się niepodległa wysadzą reaktor nr 3 (przez co wzbije się radioaktywna chmura). Poza tym, wynajęli oni pewien pewnego doktorka, który oferuje usługi jego prywatnego Uniwersalnego Żołnierza. Nie wchodząc w szczegóły, znowu dojdzie do pojedynku Devarauksa i Scotta.

Jest to dzieło z poprzedniego roku, Van Damme jest już podstarzały i trochę dziwnie wygląda jak biega z bronią wśród serii z kałacha. Twórcy też zbytnio skomplikowali fabułę, która choć oczywiście dalej prosta, ambitnie postanowiła otrzeć się o tematykę związaną z moralnością. Słowem: To słaby film. Choć trochę być może ucieszy domorosłych fanów militariów: bohaterowie korzystają z rzeczywistych pukawek, niemal żywcem wyciągniętych z gry S.T.A.L.K.E.R. (no już musiałem wspomnieć o niej, skoro padło o Czarnobylu).

Linki

3 thoughts on “Uniwersalny żołnierz (1992)

Comments are closed.