Bash – wybredne kopiowanie

Domyślnym katalogiem na pobieranie plików w moich przeglądarkach, jest pulpit. Stamtąd rozdzielam pliki wedle własnego widzi mi się, jednak pewną klasę plików, życzę sobie mieć zawsze w pewnym specyficznym katalogu. Do tej pory, przenosiłem je tam ręcznie, ale uświadomiłem sobie, że przecież nie jest trudno proces ten zautomatyzować. Po pięciu minutach powstała ta oto linijka:

" = "" ] && cp "$1" ""

Ten skrypt oczywiście wykorzystuje do otwierania pliku z poziomu przeglądarki. Najwięcej problemu było ze sprawdzeniem poprawności zadanego parametru ($1). Należało jednak upewnić się, czy parametr jest plikiem (to z pomocą: -f) i czy ma zadane rozszerzenie. Zamieszczam, aby mi się nie zgubiło. Na co warto zwrócić uwagę:

  • ${1##*.} – to wyrażenie zwraca rozszerzenie pliku (tutaj dla zmiennej $1). Dla nazwy np. “nazwa.z.kropkami.txt”, zwróci “txt”. Po sieci można znaleźć wersje z jednym płotkiem (#), ale wtedy wynikiem są wszystkie znaki po pierwszej kropce (szczegóły w załączonych linkach)
  • [ (...) -a (...) ] – I (ang. AND) w składni programu test, używanego przy warunkach w Bashu

Z pomocą: bash String Manipulations i Linux tip: Bash test and comparison functions.

Paranormal Activity (2007)

Obejrzałem sobie Paranormal Activity. To film z cyklu tych niby nakręconych na prawdę, przez jakiś amatorów, a potem odnaleziony przy ich zwłokach i dziwnym trafem wyświetlany w kinach. Ujęcia z ręki, niewyraźne obrazy, słabo słychać, sporo miejsca dla wyobraźni widza – nieodłącznie kojarzy mi się to z Wiedźmą Umar. Takie produkcje mają też kilka innych plusów – przed wszystkim są tanie (paru aktorów, niewielka ekipa), a że zawsze znajdzie się ktoś, kto da się nabrać na rzekomą prawdziwość, przynoszą twórcom dość sporo zysku.

Katie i Micah uważają, że ich dom jest nawiedzony. Dlatego właśnie głowa, tej małej, rodziny postanawia nagrywać potencjalne manifestacje niechcianego współlokatora. Katie nie jest zachwycona (stara się nie zadzierać z “nim”), ale zgadza się. Jak można się domyśleć, zobaczymy co z tego wynikło.

Początek jest bardzo niemrawy. Duch najwyraźniej wstydzi się rozrabiać przed kamerą, dlatego pierwsze 20 minut to rozmowy między małżonkami na jego temat i próby Micah namówienia żony na nieco perwersyjne wykorzystanie posiadanej kamery (uprzedzając: nie wyszło mu). Z czasem jednak (wręcz z litość do widza) tytułowe activity nabiera nieco rumieńców (jednak krew nabiega do policzków niezwykle powoli).

Podsumowując: średni horror, miejscami nudnawy. Podejrzewam, że osoby, który bardzo się podobał, wczuły się w ten pozorny realizm obrazu. Zapewne ucieszy je fakt, że jest sequel.

O strachu przed duchami

Film skłonił mnie do refleksji, czemu właściwie boimy się duchów? Zakładając, że się w nie wierzy. Sporo ludzi z mojego otoczenia się do tego przyznaje, choć oczywiście żadnego ducha nie widzieli. Czemu nie wierzyć w ich istnienie? Cóż, pomijając zdrowy rozsądek (widziałeś jakiegoś? czy są wiarygodne dowody na choćby jeden przypadek?), należy zwrócić uwagę na zmienność relacji o manifestacjach w zależności od epoki, systemu wierzeń etc. (słowem: kultury) oraz o licznych przypadkach oszustw. Są też ciekawe teorie, że np. zmiany temperatury, niesłyszalne dźwięki itp. mogą wywoływać irracjonalne poczucie strachu, które racjonalizujemy przez obecność duchów. Słyszałem, że niektórzy potrzebują tej wiary, ponieważ obawiają się śmierci – a dokładniej pustki po niej (co ciekawe, często są to osoby deklarujące się jako Katolicy – nie przemawia widać do nich eschatologia tego wyznania).

Wracając do wcześniej postawionego pytania: wydaje mi się, że źródłem strachu jest właśnie charakterystyczna dla tych istot niematerialność. Zupełnie inaczej byłoby, gdybyśmy mogli, pouczeni przez Słowackiego, chwycić i prać je po mordzie. W dodatku, choć same nieuchwytne, mają zdolność do rzucaniem talerzami (i skąd się wzięło UFO?), wyciem po nocy, wpychaniem się na zdjęcia, czy nawet opętaniem osoby żyjącej. To faktycznie dość nie miła perspektywa bezradności, kiedy czyjś cień bezcześci spokój naszego domostwa.

Słowo na koniec

Tak w sumie przypadkiem wyszła mi ta notka w okolicach, nieobecnego w naszych kalendarzach, ale też coraz silniej odczuwalnego w naszym kraju, nowego święta-przybłędy z USA; Halloween. Podkreślam raz jeszcze: to przypadek.

Jeśli ciekawi was, kim jest wiedźma Umar, to znaczy, że nie graliście w Baldur Gate 2. No dobrze, napiszę. Ta wiedźma ze wspomnianej gry, była swoistą parodią Blair Witch Project oraz otoczki tego filmu.

Linki

Nieaktualny czas

Chciałbym od serca, autorowi, osobie odpowiedzialnej za stronę aktualnyczas.pl przekazać, że może ją sobie wsadzić… domyślcie się gdzie. Powód jest banalny: wbrew nazwie (domenie) oraz opisowi: Aktualny czas w Polsce strona wyświetla czas systemowy – co sobie nie ustawicie na kompie, to wyświetli. Doprawdy, istny przejaw geniuszu projektanta.

Wystarczy zajrzeć do źródła. Jest to bardzo prosty JavaScript, który co sekundę pobiera new Date(). Po co ta strona? Nie po to szukam aktualnej godziny w sieci, by widzieć to samo, co mój źle ustawiony zegarek. Nie rozumiem dlaczego w ogóle ta strona istnieje.

Uprzedzając niepotrzebne pytania: tak, wiem, co to synchronizacja i wiem też gdzie można znaleźć lepsze strony z prawdziwie aktualnym czasem.

RED (2010)

Aktorzy, nawet pomimo tych wszystkich dolarów zostawianych w klinikach chirurgii plastycznej, starzeją się. Tak więc czy chcemy czy nie, bohaterowie z dzieciństwa, z filmów, których nie powinniśmy wtedy oglądać, już nie bardzo pasują do wizerunku młodych herosów, czy ponętnych heroin. Wypromować nowe twarze jest widać dość trudno, ale wciąż można przecież kręcić to samo, z lekką tylko modyfikację fabuły.

I tak zapewne powstał “RED”. “RED” to skrót od Retired, Extremely Dangerous (emerytowani, szczególnie niebezpieczni). Główny bohater (grany przez Bruce’a Willisa) to przeniesiony w stan spoczynku agent CIA, taki od czarnej roboty. Zabiegiem twórców – okazało się, że ktoś chce go zabić – znowu przyjdzie mu (oraz jego kolegom i koleżance) pokazać światu (czytaj USA), że jeszcze nie powiedział ostatniego słowa. Znajdzie się też nieco czasu na podrywanie młodej, rozczarowanej rówieśnikami, kobiety. Jak widać fabuła do jakiś wysoce skomplikowanych nie należy, nie będę się więc nad nią rozwodził. Przejdźmy do sedna.

Przesadzony, takim oto właśnie słowem można wyjątkowo trafnie i precyzyjnie określić tę produkcję. Takie są przede wszystkich sceny akcji. Nie oczekiwałem niczego realistycznego, ale tutaj poziom przymrużenia oka został stanowczo przekroczony. Kwestię fabuły przemilczę. Jeśli chodzi o humor, to jest on bardziej żałosny niż zabawny, na plus można mu policzyć, że dość szybko wypada z pamięci.

Zapewne domyślacie się podsumowania. To kiepski film, który ma tylko zarabiać znanymi twarzami i obietnicą wyjątkowych wybuchów, pomiędzy którymi wstawiono jakieś tam banały o życiu, przemijaniu i miłości. Wyciągacz kasy, odradzam.

Linki

Mad Men

Jeśli ktoś może śledzi nagrody rozdawane serialom telewizyjnym, zapewne wie, że omawiany ma całkiem sporo na swoim koncie. Pierwszy sezon nie sprawia wrażenie, aż tak porywającego, ale trzeba przyznać, że swój pewien dyskretny urok – umiejscowieni akcji, z pełnym inwentarzem.

Środowisko

A akcja została umiejscowiona w latach 60tych XX wieku na Manhattanie. Społeczeństwo USA powoli zapomina o II wojnie światowej, zresztą, niedawno zakończyła się ta w Korei. Jeszcze niewielu wie co to Wietnam, nie było jeszcze dzieci-kwiatów, Woodstocka itd… nie było też praktycznie żadnej poprawności politycznej. Wciąż istnieje segregacja według koloru skóry, płci czy orientacji i to wszystko jawnie. Wyborcy Jana Korwina Mike z nim samym na czele zapewne z wypiekami na twarzy i żalem w sercu, będą patrzeć na brak wszechobecnych zakazów, np. palenia, czy choćby jazdy bez zapiętych pasów. Ten klimat jest chyba główną atrakcją pierwszego sezonu – złamano tam chyba wszystkie współcześnie przyjęte normy społeczne, znajdziemy tam i jazdę po alkoholu, palenie i picie przez kobiety w ciąży, bicie dzieci (i to nawet nie swoich).

Fabuła

Główny bohater to Don Draper, dyrektor kreatywny, pracujący w średniej wielkości agencji reklamowej. Lubi swoją pracę i jest w niej dobry. Ma też piękną, ponętną żonę i dwójkę dzieci. Jednak wcale nie przeszkadza mu to wdawać się w różne romanse. Ale to nie jedyny jego sekret. Przeszłość, przed którą ucieka, która wciąż go goni i stanowi jedną z głównych atrakcji drugiego sezonu. Wzrasta tam też znaczenie bohaterów drugiego planu. Polityka zaczyna mocniej oddziaływać, a nad Donem zbierają się czarne chmury.

Podsumowując

W sumie wszystko co chciałem tutaj napisać, napisałem wcześniej. Wierne, choć być może nieco przerysowane (to moja osobista opinia, nie jestem wszak znawcą lat 60tych) oddanie atmosfery i życia zamożnych obywateli w tamtym okresie. Dla wszystkich ciekawych tej niedawnej historii. Dla tych, których bawią pierwsze reakcje ludzi na przedmioty, obecnie powszechnego użytku. Zapewne w kolejnych sezonach przyjdzie nam oglądać wyścig na Księżyc (z perspektywy przeciętnego mieszkańca Ziemi), eskalację II wojny indochińskiej, czy premierę serialu “Star Trek” (heh, no w to, to nawet sam wątpię).

Linki

Incepcja (2010)

Słyszeliście o świadomym śnie? Pośrednio film właśnie tego dotyczy, jednak sny, nawet świadome, jednego człowieka, to wciąż coś niezwykle ulotnego i właściwie może zainteresować tylko jakiegoś świeżo upieczonego ucznia Freuda. No, a co powiedziecie na współśnienie? Kilku osobników może więc dzielić się swoimi fantazjami. To już jesteśmy całkiem niedaleko zrozumienia o czym jest “Incepcja”.

Dom Cobb (gra go Leonardo DiCaprio) był kiedyś architektem i to podobno całkiem niezłym. Obecnie jednak jest ścigany przez władze własnego kraju, co zmusza go do podjęcia się dorywczego zajęcia: kradzieży. Nie jest to oczywiście standardowe łamanie piątego przykazania, Cobb współśni z ofiarą i w fazie REM poznaje skrywane w jej podświadomości sekrety. Jest postrzegany jako specjalista w tym fachu, choć być może ostatnie wyczyny na to nie wskazują. Jak głosi wszak prawda ludowa: miecz rodzi tarczę. Potencjalne ofiary ataków zwykle szkolą się przeciw nim. Tak właśnie było z ostatnim obiektem. Dodatkowo, bohatera wciąż dręczą demony z przeszłości, bezpośrednio związane z jego statusem uciekiniera. Ale pojawia się szansa dla głównego bohatera, przysłowiowa ostatnia akcja, trudna i ryzykowna, ale nagroda jest zbyt duża.

Opisywany tytuł to właściwie miks kilku gatunków; sporo kina akcji, sporo widowiska (efektowne surrealistyczne sceny), środek wypełnią przygotowania do skoku (prawie jak z kryminałów) ale znajdzie się też nieco miejsca na psychologię. Osobiście nie żałuję czasu spędzonego w kinie (nieco ponad dwie godziny samego filmu), ale po wyjściu, jak się trochę pochylić nad fabułą, to szybko wychodzą liczne błędy. Nie będę ich przytaczał – nie to ma sensu. Film akurat na raz. Polecam.

Linki

W. (2008)

Biografia poprzedniego prezydenta Stanów Zjednoczonych obejmująca okres jego życia tak od około studiów do jego prezydentury włącznie. Film zdecydowanie mu przeciwny. Tak, krótko można by opisać, czy nawet polecać “W.”. Nie oszukujmy się, to nie jest żadna próba stworzenia obiektywnej analizy żywota omawianego. I to właśnie jest dla jednych zaletą, a dla innych wadą.

A w fabule: George desperacko stara się udowodnić swojemu ojcu, że jest godzien nazwiska tak szacownej rodziny. Co niejako jest przyczyną jego alkoholizmu i koło się zamyka. Jak wiemy jednak z życia, coś się wydarzyło, ale tego już nie będę zdradzał. Tytułowa postać jest tutaj prostodusznym chłopaczkiem z Teksasu, który właściwie nic konkretnego nie potrafi. Jednak jakoś (zobaczycie sami) znalazł się w świecie polityki, oczywiście odpowiednio kierunkowany przez swoich współpracowników. Stąd być może nie potrafi zrozumieć np. czemu mu nie wyszło w tym całym Iraku.

Obraz nie jest komedią, czy satyrą, jest wręcz tragedią – bardziej żal nam bohatera, niż chcemy mu złorzeczyć. I to jest chyba największy plus tego filmu. Do tego można by jeszcze zaliczyć grę Josha Brolina. Jednak sami musicie zdecydować, czy chcecie oglądać, czy nie – temat już trochę stracił wszak na aktualności. A przy okazji, ten tytuł ciężko jest znaleźć w różnych serwisach, czyżby pionierskie próby nowego rodzaju walki z piractwem?

Linki

Druidyzm legalną religią

W Wielkiej Brytanii Komisja Charytatywna Anglii i Walii przyznała Druid Network status organizacji charytatywnej i stosowne ulgi podatkowe. Czytając słowa z artykułu Wielka Brytania: druidyzm został oficjalnie uznany za religię:

Czczenie słońca, błyskawic i duchów natury jest taką samą religią jak chrześcijaństwo czy islam – uznano w Wielkiej Brytanii.

Naszła mnie refleksja: no i co w tym dziwnego? Nie, nie jestem druidem. Mam do nich też stosunek wybitnie neutralny, ale nie rozumiem, czemu nie miałaby to być religia? Odniosłem również wrażenie, że autor (i to jeszcze w takiej masońskiej gazecie) nie podziela mojego zdania. Najwyraźniej rozróżnia kulty antropomorficzne od tych, które czczą abstrakcyjną Naturę. A może to tylko ja…

Jest jeszcze jedna ważna kwestia, jaka nie uszła mojej uwadze, fragment uzasadnienia:

praca, jaką “Druid Network” wkłada w promocję druidyzmu, leży w interesie społecznym

Czy ktoś jest mi w stanie wyjaśnić, w jaki sposób promocja jakiekolwiek religii leży w interesie społecznym?

True Blood (sezon 3)

Kolejny sezon “Czystej krwi” za nami. I trzeba oddać twórcom, że sporo zmieniło się od ledwo-do-obejrzenia pierwszego. Wbrew moim przewidywaniom marketingowe hasła z pod znaku “będzie mroczniej”, nie okazały się tylko pustymi sloganami. Serial faktycznie wiele zyskał na tym polu.

A głównie przez to, moim złośliwym zdaniem, że ograniczono większość występów Sookie do krzyków oraz seksu. No przesadziłem, ale prawdą jest, że zmniejszyła się liczba jej monologów o swoich uczuciach. A być może po prostu przywykłem…

Fabuła skupia się na wampirzych relacjach i polityce. Niemal zupełnie znika wizerunek tych istot, w którym chcą oni współżyć z ludźmi popijając tylko substytuty ich krwi. Kryształowy pomnik Billa Comptona również mocno ucierpi, do tego stopnia, że Eric zwiększa swoje szanse u Sookie – co tylko zaognia spór pomiędzy tymi kawalerami. Pojawiają się też kolejne istoty nadprzyrodzone: wilkołaki (na początek).

Co tym czasem słychać w domu? Jason szuka sensu życia, Tarę zaurocza pewien wampir. Jako młoda wampirzyca Jessica popełnia błędy i uczy się zacierać ślady po nich, Lafayette musi się uwolnić, a zmiennokształtny Sam Merlotte znajduje swoją rodzinę. Pod koniec sezonu widz dowiaduje się wielu rzeczy o wielu bohaterach, w tym i głównych. Wychodzi na jaw np. kim dokładnie jest Sookie i co potrafi.

Oprócz tego, że serial faktycznie stał się mroczniejszy i bardziej krwawy, twórcy uznali, że to nie wystarczy dla zwiększenia oglądalności. Nawet to rozumiem, bądź co bądź nawet “Zmierzch” teraz sprzedawany jest jako horror. Postawiono więc na stary dobry skandal – więcej seksu… gejowskiego.

Podsumowując… nie, w zasadzie nie ma co podsumowywać. Jeśli ktoś obejrzał dwa poprzednie sezony, niech sięga i po ten. Jeśli nie, to podejrzewam, że się nie nawróci. Zdaniem: jest lepiej niż było, nawet można by napisać, że niecierpliwie oczekuję czwórki.

Człowiek z Ziemi (2007)

Młody i lubiany historyk Johny Oldman, pracujący jako wykładowca na uniwersytecie, składa rezygnację, pakuje się i zamierza wyjechać. Jednak jego przyjaciele z uczelni nie pozwalają mu jednak odjeść bez pożegnania. Urzeczony ich gestem raczy ich opowieścią o sobie – człowieku jaki żyje już około 14 tysięcy lat.

Niektórzy z obecnych traktują to wyznanie jako zabawę, inni raczej jako niesmaczny żart. Na początku próbują złapać głównego bohatera na pomyłce, zapędzić w kozi róg podchwytliwym pytaniem. Rozmowa schodzi na tematy niemalże filozoficzne, włączając też religię (bardzo ciekawy zresztą wątek). Ciężko określić, czy Johny mówi prawdę, czy nie; zdrowy rozsądek a słowo zaufanego i sympatycznego przyjaciela.

Całość filmu ma formę sztuki teatralnej. Sens opiera się na dialogu – spokojnie mogło by to być słuchowisko. Mamy nawet jedność miejsca i czasu: wszystko dzieje się jednego wieczoru w domku Johna. Być może niektórzy określą to dzieło jako nudne, przegadane – nie uświadczymy tu żadnych widowiskowych retrospekcji, ale trzeba oddać mu klimat. Ja osobiście zachęcam do obejrzenia.

Linki