RED (2010)

Aktorzy, nawet pomimo tych wszystkich dolarów zostawianych w klinikach chirurgii plastycznej, starzeją się. Tak więc czy chcemy czy nie, bohaterowie z dzieciństwa, z filmów, których nie powinniśmy wtedy oglądać, już nie bardzo pasują do wizerunku młodych herosów, czy ponętnych heroin. Wypromować nowe twarze jest widać dość trudno, ale wciąż można przecież kręcić to samo, z lekką tylko modyfikację fabuły.

I tak zapewne powstał “RED”. “RED” to skrót od Retired, Extremely Dangerous (emerytowani, szczególnie niebezpieczni). Główny bohater (grany przez Bruce’a Willisa) to przeniesiony w stan spoczynku agent CIA, taki od czarnej roboty. Zabiegiem twórców – okazało się, że ktoś chce go zabić – znowu przyjdzie mu (oraz jego kolegom i koleżance) pokazać światu (czytaj USA), że jeszcze nie powiedział ostatniego słowa. Znajdzie się też nieco czasu na podrywanie młodej, rozczarowanej rówieśnikami, kobiety. Jak widać fabuła do jakiś wysoce skomplikowanych nie należy, nie będę się więc nad nią rozwodził. Przejdźmy do sedna.

Przesadzony, takim oto właśnie słowem można wyjątkowo trafnie i precyzyjnie określić tę produkcję. Takie są przede wszystkich sceny akcji. Nie oczekiwałem niczego realistycznego, ale tutaj poziom przymrużenia oka został stanowczo przekroczony. Kwestię fabuły przemilczę. Jeśli chodzi o humor, to jest on bardziej żałosny niż zabawny, na plus można mu policzyć, że dość szybko wypada z pamięci.

Zapewne domyślacie się podsumowania. To kiepski film, który ma tylko zarabiać znanymi twarzami i obietnicą wyjątkowych wybuchów, pomiędzy którymi wstawiono jakieś tam banały o życiu, przemijaniu i miłości. Wyciągacz kasy, odradzam.

Linki

8 thoughts on “RED (2010)

  1. tu nie chodziło o realistyczność

    Napisałem: “Nie oczekiwałem niczego realistycznego”. Tu można by wstawić jakiś złośliwy komentarz, ale daruję sobie.

    Like

Comments are closed.