Bitwa o Ziemię (2000)

Znalazłem to dzieło w rankingu najgorszych filmów. To był chyba jedyny SF w tym zestawieniu, więc kierując się przekorną ciekawością, postanowiłem go obejrzeć. Wcześniej zbierając nieco danych na jego temat.

W ten sposób wiem, że obraz jest oparty o powieść niejakiego Lafayette Ronalda Hubbarda, pisarza (którego twórczość jest mi nieznaną) uznawanego za twórcę Scjentologii, dość specyficznego systemu wierzeń, popularnego wśród ludzi sławnych i bogatych, w tym i powiązanych z kinematografią w USA. Uprzedzając jednak pytania: film nie nawraca widza. Dlatego nie bardzo rozumiem zarzucania “Bitwie o Ziemie” epatowania wymienioną religią.

Fabuła

Przejdźmy do fabuły. Po tysiącu lat od najazdu na Ziemię przez rasę Psyklopów, ludzie albo są ich niewolnikami, albo żyją poukrywani gdzieś np. w górach. Tak czy siak, niewiele wiedzą o swojej historii, pomijając przekazywane z ust do ust opowieści, jak to ich przodkowie utracili łaski od bogów i jak przez to potwory zawładnęły planetą. Jednak młody wojownik Jonnie (gra go Barry Pepper), rzucił wyzwanie tej tradycji i postanowił poszukać lepszych terenów dla swoich pobratymców. Los splata go m.in. z Psyklopem Terlem (John Travolta), ambitnym, zdolnym, aczkolwiek zesłanym za jakieś tam grzeszki do jednej z najbardziej zapadłych dziur imperium (tak, mowa o Ziemi). Terl wpada na pomysł jak zdobyć bilet powrotny do łask. Wszystko przemyślał, ale jakoś nie wpadło mu do głowy, że uczenie młodego ziemianina może się obrócić przeciw niemu.

Całokształt

Jak łatwo się domyśleć – uwaga spoiler! – ludzie odbiją swoją planetę. Historia opowiadana jest klasyczna i przewidywalna, w dodatku pełna najróżniejszych błędów, czy to rzeczowych, czy logicznych. Jestem w stanie zrozumieć, czemu tylu się do tego obrazu zraziło. Jednak nie mogę zrozumieć, czemu film ten ma być gorszy od wielu innych, o dość podobnej konstrukcji fabularnej. Weźmy tutaj tytuły takie jak: “Dzień niepodległości”, “10 000 BC“, czy “Avatar“, podobieństw między nimi jest całkiem sporo.

“Bitwa o Ziemie” ma nawet pewne zalety, jakich często brakuje często podobnym produkcjom. Pierwszą jest podejście do wierzeń religijnych, głównego bohatera nie zadowoliły opowieści starszego wioski o konieczności modlitw o umiłowanie wkurzonych bogów. Porzucił je, aby móc samemu, własnoręcznie, polepszyć los wszystkich. Druga: to właśnie wiedza (edukacja), nie wiara czy jakieś przeznaczenie sprawiło, że możliwym stało się przeciwstawienie się najeźdźcy.

Podsumowanie

Ja osobiście polecam, można się dobrze bawić. Oczywiście podchodząc do niego należy mieć świadomość ułomności scenariusza. Być może właśnie to oczekiwanie przeze mnie najgorszego filmu, sprawiło, że odebrałem go tak pozytywnie. Tak więc, jeśli ktoś nie chce się zbytnio wysilać, a lubi takie lekkie klimaty SF klasy B, to “Bitwa o Ziemię” jest dobrą dla niego pozycją.

Linki

21 thoughts on “Bitwa o Ziemię (2000)

  1. Podobno ingerencje scjentologow – m.in Travolty – w scenariusz sa w podtekscie i stylu. Jak uskarzal sie scenarzysta (niebedacy scjentologiem) J.D Shapiro jego wizja zostala obrobiona siekiera: “My script was very, VERY different than what ended up on the screen. My screenplay was darker, grittier and had a very compelling story with rich characters. What my screenplay didn’t have was slow motion at every turn, Dutch tilts, campy dialogue, aliens in KISS boots, and everyone wearing Bob Marley wigs”.

    Jesli chodzi o polecanie z nowych rzeczy podobno “Enter the Void” jest dobry (7.5 na imdb). No i oczywiscie “The Walking Dead” (9.5!). Ja jestem w polowie “Firefly”:

    What are we up to, sweetheart?
    Fixing your Bible.
    I… What?
    Bible’s broken. Contradictions, false logistics. Doesn’t make sense.
    No, no, you can’t take…
    We’ll integrate nonprogressional evolution theory… …with God’s creation of Eden. Eleven inherent metaphoric parallels already there. Eleven, important number. Prime number. One goes into the house of eleven eleven times but always comes out one. Noah’s Ark is a problem.
    Really?
    We’ll have to call it early quantum-state phenomenon. Only way to fit 5000 species of mammal on the same boat.
    Give me that. River, you don’t fix the Bible.
    It’s broken. It doesn’t make sense.
    It’s not about making sense. It’s about believing in something. And letting that belief be real enough to change your life. It’s about faith. You don’t fix faith, River. It fixes you.

    Dwa ostatnie zdania brzmia zlowieszczo, byc moze tym bardziej dlatego, ze wypowiedziane sa w dobrej – nota bene – wierze.

    Like

  2. Już nawet wątek o człowieku co to nie wierzy ślepo religii i odwraca się w stronę wiedzy i nauki, które z kolei ratują całą ludzkość, jest oczywistą produkcją podbudowy pod przekonywanie do scjentologii. Tak to przynajmniej brzmi :). Filmu jeszcze nie widziałem, ale kiedyś może tego dokonam…

    Like

  3. Jak uskarzal sie scenarzysta (niebedacy scjentologiem) J.D Shapiro jego wizja zostala obrobiona siekiera

    Cóż, kto wie, może faktycznie było by lepiej dla filmu, jeśli by przy nim nie mieszano. Choć z drugiej strony, może taka próba zrzucenia winy za ostateczny kształt obrazu, ze wstydu? Szkoda w każdym razie, na pewno nieco mroku, czy ubogacenia fabuły/postaci by nie zaszkodziło.

    A Firefly jak najbardziej polecam całe obejrzeć, szkoda, że go nie dokończono…

    @timecage: chyba nie wiele wiesz o scjentologii, aby twierdzić, że porzucenie religii (jakiegoś systemu wierzeń) jest jej wyznacznikiem.

    Film jak napisałem, trzeba oglądać z pełną świadomością, że jest kiepski 🙂

    Like

  4. @Sigvatr: film ten ogladalem dawno temu i z akcji kojarze tylko ze chodzilo o przejecie wladzy nad pojazdami i bronia Psyklopow (przypadkowa zbieznosc ze slowem psycholodzy?), byly to glowne instrumenty kontroli nad trzymana w szachu ludzkoscia. Scjentolodzy uwazaja, ze psychologia jest takim wlasnie narzedziem i dlatego chca ja zniszczyc. Nie pamietam zadnych watkow zwiazanych ze zdobywaniem wiedzy, poza ta ktora dostal od nadzorcy w nadbutach.

    Like

  5. @tdudkowski: no tak, nadzorca chciał go nauczyć języka i operowania maszynami, a chłopak uczył się wszystkiego jak leci i nawet specjalnie został u niego, aby móc się nauczyć więcej na temat broni. Potem np. miał przyspieszony kurs latania w

    przypadkowa zbieznosc ze slowem psycholodzy?

    To już bardzo daleka zbieżność jak dla mnie 🙂 choć może i faktycznie, coś w tym jest.

    @Del: Ciekawe, ma nawet wyższą ocenę:) Dzięki. Tak swoją drogą, kojarzy mi się pewne bardzo stare polskie opowiadanie SF, które (chyba) miało taki tytuł, albo należało do cyklu o takim tytule.

    Like

  6. Zbieżność nazwy Psyklopów z psychologami jest nieprzypadkowa.

    Filmu nie oglądałem, natomiast czytałem książkę, która zawiera znacznie więcej fabuły niż ponoć jest w filmie. Bardzo dobrze się ją czytało.

    Jak się dodatkowo trochę pogrzebało w poszukiwaniu informacji o autorze oraz o scjentologii, to potem w trakcie lektury można było wyłapać sporo smaczków :).

    Like

  7. Twoja opinia różni się po prostu od opinii prawie każdej osoby, która to coś widziała. Mówię nie tylko o anonimowych rzeszach Internautów, także o sobie i moich znajomych.

    Nie wiem jak można ten film komukolwiek polecać.

    Like

  8. Hehe, myślisz że jestem ignorantem, a sam w niego się bawisz. Przeczytałem wszystko, zdanie podtrzymuję. Masz bardzo specjalny gust. Specjalny jak w szkoła, nie jak danie.

    Like

  9. O gustach się jak najbardziej dyskutuje. Inaczej byś zablokował komentarze albo w ogóle nie pisał posta. Twój gust filmowy pozostawia wiele do życzenia. ;]

    Like

  10. Hmm, i to napisał koleś, któremu “przypadł bardzo do gustu film Transformers”. Widzisz, chcesz się tak licytować, to jesteś na przegranej pozycji.

    Like

  11. Czyżby rumieniec wstydu? Aktualizuj bloga częściej.
    Przeczytaj dokładnie ten akapit “Podsumowanie”, może nieco ci to coś wyjaśni.
    Tak BTW, jak nie masz niczego konstruktywnego do dodania, ostrzegam, że mogę usuwać komentarze.

    Like

  12. Chciałem jedynie zaprotestować i podzielić się moją opinią. Każdy ma prawo do własnego gustu, ale hej… można chyba się trochę posprzeczać, nie? 😉

    Ja kiepsko znoszę ułomności scenariusza, więc film mi się bardzo nie podobał.

    Like

  13. Ja kiepsko znoszę ułomności scenariusza, więc film mi się bardzo nie podobał.

    To chyba oglądasz teraz tylko i wyłącznie kino niezależne, bo każdy film, przeznaczony dla masowego widza jest jakiś ułomny w mniejszym lub większym stopniu. Jeśli chodzi o omawiany, to uważam, że są gorsze.

    Like

  14. riddle to idiota, typowy uparciuch i powtarzacz

    co do filmy bitwa o ziemie sa gorsze fillmy i zdecydowanie nie jest najgorszy

    zalezy od nastawiania

    mi tam sie podobal

    ludzie co ogladaja takie knoty jak starocie w stylu TNG B5 Farscape itd to na takim tle nie jest najgorzej, na takim tle to nawet rewelacja

    a dziury w fabule i nie dorzecznosci??
    ej no sorry a uwielbiany matrix to nei jest czasem szczyt debilizmu?
    hodowac ludzi aby brac energie z ich ciepla? co do kurwy nedzy nie ma lepszego sposobu na zdobywanie energi? po jakiego chuja tworzyc im ten matrix skoro chodzi o cieplo? nie lepiej hodowac krowy? albo palic cokolwiek czy przejsc na energie atomowa? i matrix to jest dobry film sf… eh

    Like

Comments are closed.