Andromeda (2000 – 2005)

Kiedy już wyoglądałem wszystkie epizody wszystkich seriali z uniwersum Star Trek, naturalnym było chyba poszukiwać czegoś na zastępstwo. Pełny tytuł omawianego dziś produktu: “Gene Roddenberry’s Andromeda”, brzmiał dla mnie bardzo kusząco. A właśnie o to chodziło jego producentom. W rzeczywiści, ojciec “Star Trek”, zmarł przed premierą, a serial w jego zamyśle miał wyglądać zupełnie inaczej. Na wstępie można więc postawić sprawę jasno: nazwisko to jedynie lep na fanów. Wychodzi to jednak dość szybko, więc nie ma co się złościć.

Pierwsze wrażenie

Trochę nietypowo, zacznę od strony technicznej. Efekty specjalne są tutaj dość kiczowate i widoczny jest tutaj recykling animacji (np. ta sama scena wystrzelenia dron bojowych przedstawiona kilka razy, czy zawsze takie same czarne dziury). Nie zdziwcie się też jednolitości dekoracji (co swoją drogą zostało nawet fabularnie wyjaśnione). Przy intrze pierwszego sezonu przygrywa dość specyficzna muzyka techno (inna sprawa, że po paru odcinkach, można przywyknąć). Wiele zmienia się po pierwszym sezonie. Twórcy np. starają się unikać wycinków z archiwum, czy zmienia się muzyka, przez co serial nieco zyskuje.

Nieco fabuły

Owym główny bohaterem jest kapitan Dylan Hunt (gra go znany mi niejako ze swojej roli w serialu Herkules, Kevin Sorbo). Dowodzi on statkiem Andromeda Ascendant, który jest częścią Naczelnej Straży Wspólnoty. Owa Wspólnota, to odpowiednik Federacji z uniwersum “Star Trek”, czasami jest też tak tłumaczona na polski. Pierwszy odcinek rozpoczyna się jednak od końca tejże. Członkowie jednej z ras stowarzyszonych – Nietzscheani – właśnie zdradzili sojuszników i rozpoczęli wojnę przeciw nim. W wyniku walki Andromeda wpada w pobliże osobliwości. Efekt tej przygody jest taki, że statek zamarzł w czasie wraz z zawartością – jego (właściwie to jej) kapitanem, reszta załogi ewakuowała się wcześniej.

Dopiero po trzystu latach pojawili się szabrownicy, chcących wydobyć statek. Warto tu nadmienić, że wojna kończąca Wspólnotę, sprawiła zapaść technologiczną jej byłych członków, nawet poszczególne klany Nietzschean skłóciły się między sobą. Zmyli się także gdzieś założyciele Wspólnoty, razem ze swoją rodzinną planetą Tarn Vedrą (przy okazji: tam urodził się i wychował się Dylan Hunt), a w nowym porządku wielu uważa, że nigdy tak naprawdę nie istnieli. Planeta Ziemia, jest obecnie jedną z tysięcy planet niewolniczych nietzschenskiego klanu Drago-Kasov, i też swoje przeszła. Podobnie jak i cały Wszechświat. Nic więc dziwnego, że głównym powodem wydobycia Andromedy, jest chęć zysku. Plan był niezły, ale nikt nie spodziewał się, że na pokładzie wciąż żyje jeden z ostatnich przedstawicieli sławetnej organizacji.

Tu nieco zaspoileruje, ale po pierwsze, łatwo się tego domyśleć, a po drugie, twórcy sami to uczynili w intrze do drugiego odcinka. Dylan Hunt przekonuje grupkę złodziei do swojej misji odbudowy Wspólnoty. Na współpracę z nim zgadza się również Tyr (o nim niżej) Nietzschen – najemnik. Tutaj ujawnia się pewna cecha szczególna głównego bohatera: Dylan to idealista i ufa w ludzką dobroć. Wydawać by się mogło, że skończy z wielkim guzem na głowie, patrząc jak nowa załoga doświadczonych przez życie i bliźnich cyników, odlatuje jego statkiem i to zakładając, że by go zwyczajnie nie zabili. Tak się jednak nie dzieje. Może i Hunt sprawia wrażenie naiwnego, ale to on jest na dwa kroki przed niespodziewających się tego przeciwnikiem, wykorzystując jego plany dla swoich korzyści.

Załoga

W skład nowej załogi Dylana Hunta, wchodzi: Beka Valentine, złodziejka, przemytniczka, doskonały pilot, oddana właścicielka i kapitan Eureki Maru (to ona wyciągnęła Andromedę z czarnej dziury). Kolejnym członkiem jest rodowity Ziemianin, inżynier-samouk Seamus Harper, także o szemranej przeszłości. Następny to wielebny Rev Bem – nawrócony na Drogę Opatrzności (rodzaj religii) Magog. Do tego dochodzi fioletowa Trance Gemini. Trance wygląda nieco jak elf z ogonem, właściwie to nic o niej nie wiadomo, ona sama zręcznie unika podawania jakichkolwiek informacji na temat swój i swojej rasy, maskując się infantylizmem. Rzecz jasna, wcale taka znowu bezbronna i niewinna nie jest. Kwintesencją jest wspomniany Tyr Anasazi, który chciałby wyeliminować Dylana i przejąć Andromedę, czego zresztą jego nowy kapitan jest świadomy. Tyr czeka na odpowiedni moment, a Hunt dba o to aby nie nadszedł.

W skład załogi wychodzi jeszcze jedna osoba. Jest nią sama Andromeda, jako SI statku. Występuje w trzech postaciach: na ekranie, hologram oraz (od trzeciego odcinka) jako android – avatar, o imieniu Romi. W tych postaciach potrafi prowadzić ze sobą monologiczne kłótnie, tym bardziej, że Romi jest bardziej niezależna od pozostałych “siebie”. Gra ją Lexa Doig, którą można było ostatnio podziwiać w serialu V, jako panią V-doktor.

Na początku cała ta sprawa z czującym i świadomym SI wydawała mi się tylko zachcianką scenarzystów, którzy chcieli mieć gadający komputer, ewentualnie jako ufizycznienie, platonicznego do tej pory, związku kapitana z jego okrętem (patrz Star Trek TOS). Bo i po co budować statek, który może się zakochać, czy zwariować (co zresztą jest tematem kilku części), a przez to zupełnie nie spełniać swojej podstawowej funkcji okrętu wojennego? Twórcy jednak postanowili bronić swojego pomysłu w kolejnych epizodach i zrobili to całkiem przekonywająco, za co należy im się plus. Co i tak nie zmienia mojego zdania, że było to tylko łatanie pierwotnego pomysłu.

Sezon pierwszy

Jak łatwo się domyśleć, pierwszy sezon, to głównie poznawanie Wszechświata oraz bohaterów serialu. Fabularnie, to próby odtworzenia Wspólnoty przez kapitana Dylana oraz odnalezienie pozostałości tejże. Sporo czasu poświęcono rasie Nietzschean, zmodyfikowanych genetycznie ludzi, których jedynym celem jest przetrwać, udowodnić ich kobietom, że ich geny są silne, a przez to spłodzić potomstwo, które przekazałoby ich geny dalej. W przerwach między tą egzystencją, oczekują na przyjście swojego mesjasza, genetycznej inkarnacji pierwszego z nich (trochę to zresztą dziwne, bo przecież jako prototyp powinien mieć najsłabszy zestaw genów). Zasadniczo są aroganccy i skrajnie samolubni, ale kochają swoje dzieci – choć tyle. Podzieleni na walczące ze sobą klany, wciąż są jedną z najpotężniejszych ras we Wszechświecie.

Drugą potężną rasą są Magogowie, owłosione bestie, które żywią się inni istotami żywymi łupiąc światy jeden po drugim. Trochę niekonsekwentnie raz są przedstawiane jako bezrozumne stworzenia, a raz jako takie, z którymi jednak można się dogadać. Podobnie raz posiadają rodzinną planetę, a raz nie wiadomo skąd się w ogóle wzięły. Twórcy przegięli nieco z wymyślaniem ich bestialstwa, np. dając im pazury, które powinny wręcz uniemożliwiać konstrukcję i pilotowanie statków jakie posiadają.

W świecie Andromedy występuje jeszcze wiele innych ras, ale aż tak bardzo nie wysuwają się na pierwszy plan. W zbiorze odcinków pierwszego sezonu znajdziemy kilka wykorzystujących motyw szalonego SI, zabaw z czasem, niebezpiecznych pozostałości po dawnej Wspólnocie, wciąż żywych wspomnień itd…

Sezon drugi

W sezonie drugim, kapitan Hunt, wbrew chyba przewidywaniu wszystkich, zbliża się do finalizacji swojego zamierzenia odbudowy Wspólnoty. Nie wiedzieć czemu twórcy zastosowali klasyczny motyw deus ex machina w ostatnim odcinku, który zresztą szybko porzucili w kolejnym sezonie. Doszło też do paru zmian w obsadzie: znikł wielebny Ben. Ciekawi mnie, czy stało się to dlatego, że aktor znudził się tą całą charakteryzacją? Tym bardziej, że Trans traci swój ogon, którego wygenerowanie też pewnie coś kosztowało.

Sezon trzeci

A i w sezonie trzecim nastąpiły cięcia w dziale charakteryzacji, bo Tyr traci swoje siekacze – dodatkowe kości wyrastające z przedramienia, niejako pomocne w walce w ręcz, jedna z cech charakterystycznych Nietzschean. Poza tym, mam wrażenie, że wymieniono scenarzystów, kilka odcinków zrealizowanych zostało w niewykorzystanej wcześniej konwencji horroru, zupełnie, jakby w roku emisji wypadało kilka razy święto Hallowen. Nie jest to oczywiście żadna wada, ale pewnego rodzaju zaskoczenie. Jeśli jeszcze narzekać na scenariusz, to mimo iż teoretycznie kapitan Dylan podlega dowództwu nowo utworzonej Wspólnoty, to jednak wciąż lata sobie gdzie mu się żywnie podoba i dalej z kilkoma osobami załogi, której powinna być setka – najwyraźniej na opłacenie statystów też zabrakło funduszy.

Fanów serialu “Battlestar Galactica”, czy “Stargate: SG-1”, zapewne ucieszy fakt, iż aktorzy z tych seriali pojawiają się również i w “Andromedzie”, grają głównie role epizodyczne. Wystąpił też znany ze “Star Trek: Następne pokolenie” (grał Q) John de Lancie. A jeśli już o ST mowa, w jednym z odcinków sezonu trzeciego, znajdujemy coś na kształt parodii Star Trek – statek Bellerophon, wysłany z Ziemi na misję szukania nowych światów, odkrywania nowych cywilizacji itd. a m.in. jego załoga nosi mundury w trzech kolorach – czerwonym, żółtym i niebieskim.

Wracając do fabuły, aby nie było za lekko w życiu Dylana Hunta, nowa, zbudowana z takim trudem Wspólnota, zaczyna się powoli rozpadać. Jest to też sezon, kiedy z załogi odchodzi Tyr.

Sezon czwarty

Kontynuuje się rozpad Wspólnoty – potężni wrogowie (tzw. Kustosze) – niszczą nowo powstałą Wspólnotę i Dylan nie dość, że stracił swoje marzenia, to jeszcze stał się zdrajcą i wyrzutkiem. Wątpliwości zasiewają się w sercu jego załogi itd… ogólnie nieciekawie. Jakby tego było mało, Magogowie ewoluują, stając się jeszcze gorszym zagrożeniem.

W fabule tego serialu SF, zaczyna pojawiać się coraz więcej elementów mistycznych, zwłaszcza pod koniec sezonu, gdzie wychodzi wiele ciekawych rzeczy – np. czym jest Trance, lub kim jest Dylan (choć on sam o tym nie wie), albo o tym, że Kustosze są sprzymierzeni ze Złem. Osobiście mnie takie rzeczy drażnią. Czyżby twórcy już nie mieli żadnego pomysłu lepszego? Ten cała aura nadnaturalna rzutuje na końcówkę sezonu, w której wszyscy giną. No prawie; Dylan nie, wykorzystując swoje nadprzyrodzone moce gdzieś znika.

Sezon piąty

Autorzy scenariusza postanowili przejść samych siebie. W porównaniu do czwórki, fabuła piątki jest niezwykle racjonalna (do czasu). Jak się okazało, wbrew ostatniemu odcinkowi czwartego sezonu nikt nie umarł. Nie tylko Dylan przeniósł się do układu Seefra. A sama Seefra to… ale tego może już nie zdradzę. W każdym razie: przez cały czas, mamy zupełnie inną fabułę. Zapomnijmy o Magogach, zniszczeniu Wspólnoty etc. teraz większość problemów to zdobycie odrobiny paliwa do Andromedy, czy naprawienie jej.

O ile cała fabuła z poprzednich sezonów uległa przemianie, tak wątki mistyczne rozwijają się na dobre. Dowiadujemy się więcej o tym kim jest Dylan, Trance, Głębia etc… wiele odcinków wydaje się być mocno pozbawiona sensu, który potem jest wyjaśniony w jakiś pokrętny sposób. Ale po kolei.

Na początku Dylan jest sam na pustynnej planecie, na której panują silne nastroje ksenofobiczne i anty-technologiczne, podsycane przez miejscowego proroka. Szybko wychodzi na jaw, że reszta załogi, również jest gdzieś w tym układzie i co ciekawe, znalazła się tam przed tym, jak pojawił się Dylan. Na wystarczająco długo, by zdążyli stracić w niego wiarę. Andromeda również tu gdzieś lata, choć mocno zniszczona. Romi w kawałkach, a Harper zbudował Doyle, kolejną laskę – androida. Z samego syfstemu nie można się wydostać, tak więc na razie trzeba zapomnieć o całym Wszechświecie w potrzebie. Do czasu. Tzn, do ostatnich odcinków, gdzie nagle wracamy do porzuconych w poprzednim sezonie wątkach. Jak wspomniałem autorzy nieco zaszaleli i prawie każdy członek załogi Andromedy stał się na pewien sposób wyjątkowy.

Podsumowanie

Chyba główną wadą tej produkcji są głównie te przepychanki wśród wątków. Scenarzyści chyba nie bardzo mieli jakąś ogólną ideę co zrobić ze swoich dziełem, lub też, po prostu często wymieniano ich. Jest wiele pomysłów, do których nie powrócono, kilka które nie pasują i w zasadzie nie wiadomo co z nimi zrobić. Brak tu jakiejś myśli przewodniej. Z ciekawszych pomysłów, to filozofia rasy Nietzschean, kilka interesujących postaci.

Zapewne produkcja borykała się z brakiem funduszy. Mimo tych wszystkich wad dało się go obejrzeć – nie było tak znowu źle, przynajmniej do czasu, ale wtedy trochę już z rozpędu odhacza się te gorsze odcinki. Szkoda, że całość szybko została zapomniana, oglądałem gorsze seriale. Zasadniczo, jeśli już ktoś obejrzał wszystkie aktualne seriale SF (takie kosmiczne SF, bardziej w stylu “Star Trek”) i szuka czegoś nowego, to zapraszam.

Linki