Księga ocalenia (2010)

Lubię klimaty post apokaliptyczne. Jałowe pustynie, które kiedyś były tętniącymi życiem miastami, zdziczali ludzie, samotni wędrowcy… mam to zapewne odkąd po raz pierwszy usłyszałem słowa war never changes. Jednak pomimo wszystko, do omawianego dzisiaj tytułu podchodziłem ostrożnie. Bo widzicie trochę słyszałem już nieco o “The Book of Eli”. Autorzy próbują przekazać widzowi coś więcej niż tylko rozrywkę, wysilili się na pewne specyficzne przesłanie. Zajrzyjmy zatem za okładkę tej książki.

Główny bohater grany jest przez Denzela Washingtona. Wspominam o tym, bo wydaje mi się, że omawiane dzieło kinematograficzne jest kolejnym w jego dorobku o taki wydźwięku (patrz: Déjà Vu). Ale zacznijmy po bożemu, od opisu fabuły.

Eli przemierza zniszczone Stany Zjednoczone. Przybył ze wschodu. Idzie na zachód. Ma misję. Jeśli zajdzie potrzeba, jest w stanie przedrzeć się, machając maczetą, przez bandę przeciwników w dowolnej liczbie, lub wystrzelać połowę miasta nieprzeładowując magazynka. Innymi słowy każdego kto mu wejdzie w drogę zostawia za sobą leżącego martwym. Celem jego wędrówki jest dostarczenie pewnej książki, którą codziennie, od przeszło 30 lat, czyta przed snem. Gdzie ją niesie i po co? Nie wie. Nie musi. Wierzy.

I tu leży wampir pogrzebany. Choć całość zaczyna się całkiem nieźle, przynajmniej jako film akcji, z dużą ilością walki wręcz z moralnie wątpliwymi współmieszkańcami tego łez padołu, to niestety w przerwach pomiędzy tymi szermierczymi popisami, nasz bohater nawraca każdego kto się akurat napatoczy (czyli Solarę – graną przez Milę Kunis). Co więcej, im dłużej oglądamy, tym te wykłady na temat wiary i Biblii (no, już nie bijcie mnie, to żaden spoiler, naprawdę, to bardzo szybko idzie samemu wykalkulować) zajmują coraz więcej czasu.

Inna sprawa, że poniekąd autorzy cel swój osiągnęli. Szukam właśnie Biblii (do tej pory korzystałem z wersji online), którą będę nosił w plecaku, jak tylko ją dostanę. Obok niej długi nóż (ma nadzieję, że ten do ciast się nada). Sama tylko obecność tej niezwykłej, niewątpliwie księgi pozwoli mi posługiwać się owym orężem z gracją, jakiej nie powstydziłby się bohater filmu “Machete“. Wszyscy okoliczni przedstawiciele subkultury dresów będą już wkrótce drżeć na dźwięk noszonego przez echo psalmu: Choćbym kroczył ciemną doliną…. Oczywiście tutaj pozwoliłem sobie nieco zażartować, ale mniej więcej taki jest przekaz “Księgi ocalenia”. Nieznana moc chroni i prowadzi bohatera, umożliwiając mu skuteczną walkę z wszelkimi przeciwnościami.

Nawet główny czarny charakter (mowa tu akurat o adwersarzu Eliego – granym przez Garego Oldmana – Carnegie), ulega temu złudzeniu i aktywnie próbuje pozyskać ostatnią kopię Biblii dla siebie, na poczet swojego przyszłego imperium. Tym bardziej dziwi mnie jego postawa, gdyż większość jego podwładnych, jest analfabetami i mógłby użyć z tym samym skutkiem dowolną publikację. Być może to co teraz napiszę będzie szokiem dla kilku ludzi, ale naprawdę, Biblia nie daje niczego, czego się już nie ma. I nie ma żadnej magicznej mocy kontroli nad tłumem. No chyba, że tłum ślepo wierzy, ale wtedy nie trzeba niewiele do pokierowania go do czegokolwiek. Może kiedyś panowie Hughes to zrozumieją?

Podsumowując: obraz to na poły akcja i lekcja katechezy. W dodatku niezwykle dosadna, a przez to pozbawiona resztek sensu. Zakończenie filmu jest nudne i nic nie wnosi. Tych kilka mądrzejszych zdań raczej nie zostanie zapamiętane przez grupę docelową. Na prawdę żałuję tej produkcji, bo sceny fizycznych konfrontacji, nie emanowały nadmiernie krwią i flakami, jak to często bywa i mógłby być z tego całkiem dobry wypełniacz pojedynczego wieczoru. Nie wyszło…

Linki

2 thoughts on “Księga ocalenia (2010)

  1. Zgodzę się. Zaczęło się dobrze a wyszło jak zwykle. Gdyby nie Les chevaliers du ciel to wieczór byłby kompletnie do dupy.
    Poza fajnym klimatem The Book of Eli to dno. Porównywalne do (‘The priest’)[http://n3m0.jogger.pl/2011/07/02/nie-ufaj-zapowiedziom-z-kina/].

    Like

  2. “The Prist” jak mi wiadomo oparty jest na koreańskich (albo inszych azjatyckich) komiksach, więc poniekąd stąd biorą się tamte odchyły. Ale jeszcze go nie oglądałem. Obejrzę sobie może jak będę miał ochotę na coś głupiego:)

    Like

Comments are closed.