Andrzej Ziemiański – Achaja

Niewiele słyszałem o tej powieści. Znałem z widzenia tylko jej okładki. Znajomi mnie jednak zapewnili, że to świetna lektura; zabawna i w ogóle. Trochę zwątpiłem w ich ocenę (a także, co tu kryć, normalność), kiedy przebrnąłem przez pierwszy rozdział, z którego pamięta się jedynie scenę, powiedzmy lekko ocierającą się o sado-maso. A to był dopiero początek.

Mamy więc w sumie czwórkę głównych bohaterów: tytułową Achaję, duet: Zaana i Siriusa oraz czarownika Mereditha. Jak łatwo się domyślić wątki ich przygód będą się ze sobą przeplatać, choć częściej przyjdzie im dziać się osobno. W wielkim skrócie: Achaja, jest córką jednego z Wielkich Książąt królestwa Troy, z tego oto powodu podpada swojej macosze (swoją drogą dziewczynie młodszej od niej). Ta zaś, w ramach pozbycia się pasierbicy, wysyła córkę do wojska, a to wszystko jest tylko wstępem do dalszych przygód. W między czasie Zaan, będący skrybą zmagającym się z bezsensem własnej egzystencji, spotyka Siriusa, byłego galernika, który obecnie jest zbirem do wynajęcia. Razem tworzą zgraną parę oszustów. Meredith natomiast otrzymuje niezwykłe i trudne zadanie i to nie od byle kogo.

Na pierwszy rzut oka mamy do czynienia z fantasy, Święte Oficjum w czasach cesarstwa rzymskiego (Luan jest na nim wzorowany). Autor jednak zastrzega sobie, że jest to powieść SF. W dalszej części utworu pojawia się uzasadnienie jego opinii, nie chcę jednak tutaj za dużo zdradzać. Osobiście stoję przy stanowisku reszty świata (przepraszam panie Ziemiański), nawet po zapoznaniu się z całością publikacji. Wracając do świata przedstawionego: silnie naznaczony przez tradycję i umowy, gdzie funkcjonuje magia i sprawujący nad nią pieczę Zakon.

O seksie (no, powiedzmy…), już wspomniałem. Autor dość namiętnie pisuje o nim od czasu do czasu, znalazł też miejsce dla pary dziewcząt w jednym łóżku. Za to oszczędza w opisach szermierki, przy której wydaje się podkpiwać kapkę filozofię wiedźmińskiego fechtunku, przy okazji wprowadzając własną szkołę. Za złe uważam liczne uwspółcześnienia obecne na kartach powieści, nawiązania do współczesnej wiedzy, w dodatku postaci długich monologów narratora (czy Wirusa). Trochę mnie one drażniły. Każdy kto liznął nieco historii z łatwością rozpozna też kilka bardzo charakterystycznych inspiracji w fabule.

Czyli wydawało by się, że powieść nie prezentuje się zachęcająco. Ale trzeba oddać: wciąga. Naprawdę: pochłaniałem kolejne strony, aż do samego końca. Który lekko mnie rozczarował. Autor przez całą powieść umieszczał aluzje do wydarzeń jakie mają się rozgrywać za równo tysiąc lat, liczyłem, że pojawią się one w trzecim tomie, w rzeczywistości, są zapowiedzią kolejnej książki. Podsumowując: polecam. Czysto rozrywkowa pozycja, ale warto zajrzeć. I moja ostatnia uwaga: co ciekawe, w tej powieści napotkałem więcej dylematów etyczno-filozoficznych, niż na wszystkich lekcjach religii, w czasie całej mojej edukacji. Nie jest to może jakieś wybitne osiągnięcie, ale warto wspomnieć.

Linki

3 thoughts on “Andrzej Ziemiański – Achaja

  1. Zaiste, wciąga. Trudno przestać czytać, aż do samego końca.
    Jeśli podobała Ci się Achaja, przeczytaj sobie jeszcze Toy Wars. Równie pozytywnie zakręcone 🙂

    Like

  2. Wciąga, ale w gruncie rzeczy to czytadło. Postacie są stosunkowo proste, a fabuła też nie jest nadzwyczajna. Chociaż polecić można ;]

    Like

  3. Też polecam. Za pierwszym podejściem nie dałem rady – coś mnie zniechęciło na początku. Zresztą dostałem całość w prezencie, więc nie miałem ciśnienia, żeby szybko przeczytać i oddać właścicielowi.

    Ale za drugim podejściem wciągnąłem całość jednym tchem i uważam, że to zajebisty kawałek literatury.

    Like

Comments are closed.