Witch Hunt

Morrigan. Dla jednych wspaniała współtowarzyszka, władająca magią, dla innych pyskata czarownica, z którą można było… wspólnie się ogrzać. Wiadomo o niej na pewno to, że znikła przed lub po ostatecznej bitwie. W ostatnim DLC do gry “Dragon Age”, możemy dowiedzieć się nieco, co ostatnio porabia.

Ścigamy Morrigan, po dwóch latach od czasu końcówki gry. Można użyć zupełnie nowego bohatera, można go (ją) zaimportować. Choć właściwie to nie wiadomo czemu nasza postać zdecydowała się zignorować prośbę rzeczonej wiedźmy – przynajmniej na początku. Pamiętamy, że owa wyraźnie zaznaczyła nie próbuj mnie odszukać.

Jak wspomniałem, jest to jedno z ostatnich oficjalnie wydanych przez BioWare dodatków. Podobnie jak poprzednie nie wprowadza żadnych nowych map. Jest też liniowe, ale na końcu mamy możliwość wyboru – w zależności od wybranych opcji dialogowych. Po wczytaniu gry, można więc obejrzeć inne zakończenie. Choć tyle. Przy okazji to ukoronowanie rozgrywki, wydaje się być nieco zabugowane.

Tym razem na naszą drużynę składać się będzie: piesek (niestety, imię się nie zaimportuje), delijska wojowniczka, a także pewien młody mag, który ma kilka cech wspólnych z pewnym bardzo charakterystycznym bohaterem pewnego kultowego serialu. Nie są to oczywiście jedyne aluzje jakich można się tu i ówdzie dopatrzeć. To, jak i rozmowy pomiędzy naszymi podopiecznymi są oczywiście dość zabawne.

Schemat gry jest jak wspomniałem liniowy, idziemy w kolejne miejsca (o dziwo będziemy biegać po całym kontynencie), tam toczymy kolejne walki z krótkimi przerwami na dialogi. Jeśli chodzi o wyzwanie jakie przed nami staje, to grając łotrzykiem z “Przebudzenia” bez problemu przeszedłem całość na trudniejszym poziomie – tak – ciągnęło mnie do osiągnięcia (a są ich w sumie cztery), ponieważ podobnie jak w poprzednim DLC, także i tutaj dostajemy jedno za przejście całości z podwyższoną poprzeczką.

Podsumowując: to całkiem porządne umilenie sobie wieczoru. Bez rewelacji, ale jednak warto sięgnąć. Szczególnie jeśli Morrigan była dla nas kimś więcej niż tylko kompanem w boju. Ostatnie może również świadczyć, że stanowczo powinniśmy pomyśleć o oderwaniu się od komputera.

Linki