Uczeń czarnoksiężnika (2010)

Przyznam w prost, ten film mnie rozczarował. Oczekiwałem bezmyślnej, przereklamowanej papki, a zobaczyłem… No cóż, dobry film rozrywkowy. Ładne efekty i wartka akcja. Fabuła jest bardzo schematyczna, ale akceptowanie.

Być może te moje oczekiwania sprawiły, że bawiłem się tak dobrze. Pokrótce przedstawiając historię: początku jesteśmy raczeni streszczeniem żywota jednego z uczniów Merlina – Balthazara Blake’a (gra go Nicolas Cage). Po śmierci swojego mentora poszukuje on jego następcy, jednocześnie zwalczając popleczników głównej nemezis – Morgany. Pokonanych oponentów więzi w kolejnych warstwach matrioszki. A ponieważ się nie starzeje, akcja rozgrywa się współcześnie.

I tak oto przypadkiem trafia do niego Dave Stutler. Ale Balthazar nie wierzy w zbiegi okoliczności, chłopiec jest tym którego szuka. Niestety sprawy się gmatwają, tak więc czarownikowi przyjdzie poczekać kolejne 10 lat, nim już dorosłego Dave’a (Jay Baruchel) będzie mógł szkolić na maga. No i trzeba będzie uratować świat. A co jeszcze ważniejsze: zdobyć serce tej jedynej.

I tu zaczyna się właściwa fabuła oraz praktycznie nie przerwany potok wydarzeń, którzy nie pozwala widzowi stwierdzić z przekonaniem – ależ to dziecinne. Nie mniej jednak coś tam się mocniej wyróżnia, choćby to, że trochę niepotrzebnie, moim zdaniem, twórcy starali się naukowo wytłumaczyć magię, zresztą dość nieudolnie. W dodatku posłużyli się mitem jakby ludzie używali tylko iluś tam procent swojego mózgu.

Ciekawostką jest gościnny występ kilku gwiazd, takich jak np. Alice Krige, czy Monica Bellucci. Znalazło się też miejsce na nawiązanie do wcześniejszej, animowanej produkcji o tym samym tytule.

Ogólnie rzecz biorąc, to film, jaki można raz obejrzeć, o ile wie się, z czym ma się do czynienia. Dzieciakom się spodoba się, bo jest dużo efektów specjalnych. No i coś mi się widzi, planują kolejne części.

Linki

5 thoughts on “Uczeń czarnoksiężnika (2010)

  1. Przyznam się szczerze że mnie się podobał. Też sądzę ze był zbyt mało mroczny, ale mimo wszystko bardzo przyjemnie się oglądało 🙂

    Like

  2. Sigvatr: HP niby też jest dla ‘młodszej widowni’ a pierwsza Insygnii Śmierci nie należy do bajkowych 😉

    edit: popieprzyły mi się już te nazwy części ^^

    Like

  3. sl3dziu: “Insygnia Śmierci” to książka dla odbiorcy starszego, bodaj o siedem lat, niż dla tej pierwszej części. Autorka chciała, aby Harry dojrzewał z roku na roku, jak jego czytelnik. Harry faktycznie się zmienia, a przynajmniej ja uważam, po lekturze tych kilku książek jakie przeczytałem. Inna sprawa, że dzisiaj siedmiolatki wcale nie muszą czekać na kolejne części:)

    Like

Comments are closed.