Prawo kanoniczne a finansowe

Przeczytałem dziś artykuł: Eksperci od rozwodów będą się kształcić na teologii. I chciałem, żeby ktoś mi coś wyjaśnił. Nie, wcale nie zamierzam pytać, czemu państwa uczelnia, opłacana z pieniędzy podatników, kształci przyszłych teologów jednej konkretnej religii.

Nie, chcę też z pobłażliwym uśmieszkiem pochylać się nad tym uroczo nazwanym rozwodem. Jak to instytucja, która mieni się strażnikiem wartości takich jak rodzina i małżeństwo, na prawo i lewo rozdaje stwierdzenia nieważności ślubu. To jedno jestem nawet w stanie zrozumieć.

Ja chciałem poprosić o wyjaśnienie poniższego fragmentu:

Ksiądz Duksa podaje również inne przykłady, kiedy wiedza z prawa kanonicznego jest niezbędna. – Jeśli parafia zaciąga w banku kredyt, musi mieć zgodę właściwego przełożonego kościelnego – biskupa i jego rady. Brak takiej zgody powoduje, że umowa będzie miała wadę prawną, co pociągnie za sobą negatywne konsekwencje dla banku, który wypłacił kredyt – wyjaśnia dziekan.

Dlaczego bank w ogóle przejmuje się jakimiś wewnętrznymi sporami? Ktoś tam podpisuje umowę, ktoś daje jakiś zastaw. Jak ktoś tam działa bez jakiejś zgody, to rozstrzygają to między sobą, a nie martwi się tym kredytodawca. Jakoś nie słyszałem, żeby bank stracił, bo np. żona nie dostała pieczątki od męża. Czy to jakiś wyniki tego, że Kościół, to niejako instytucja-obce państwo?

20 thoughts on “Prawo kanoniczne a finansowe

  1. Jak to instytucja, która mieni się strażnikiem wartości takich jak rodzina i małżeństwo, na prawo i lewo rozdaje “stwierdzenia nieważności ślubu”.

    Nie Ty jeden. To, o czym piszesz, jest i prawdopodobnie pozostanie domeną nurtu określanego niekiedy mianem “posoborowia”, zdaje mi się, że ostatnio nawet też bodajże BXVI wypowiadał się o tym raczej negatywnie. Ale nie pamiętam dokładnie. W każdym bądź razie manewr z nieważnością małżeństwa nie jest akceptowany przez wszystkich, chcących uważać się za katolików.

    Dlaczego bank w ogóle przejmuje się jakimiś wewnętrznymi sporami? Ktoś tam podpisuje umowę, ktoś daje jakiś zastaw. Jak ktoś tam działa bez jakiejś zgody, to rozstrzygają to między sobą, a nie martwi się tym kredytodawca. Jakoś nie słyszałem, żeby bank stracił, bo np. żona nie dostała pieczątki od męża.

    Powiedzonka o tym, gdzie byłeś i co widziałeś, nie będę cytował, bo paskudne. Spróbuj zaciągnąć kredyt hipoteczny bez współmałżonka mając małżeńską wspólność ustawową i w miarę równe, przeciętne dochody. Życzę powodzenia.

    Nieważna umowa – jeśli jej nieważność wychodzi np. po uruchomieniu kredytu – niekoniecznie oznacza dla banku stratę, ale na pewno problemy. Nie widzę nic dziwnego w fakcie, że banki chcą się zabezpieczyć.

    A co do finansowania całości – gdyby uczelnie były [no, może poza badaniami podstawowymi] prywatne, problemu by nie było. Ale, jak wiadomo, socjalizm jest ustrojem bohaterskiego pokonywania trudności, nie znanych w żadnym innym ustroju.

    Like

  2. Ktoś tam podpisuje umowę, ktoś daje jakiś zastaw.

    Parafia bierze kredyt, nie ksiądz osobiście. To tak, jakbyś jako woźny w Microsofcie zaciągnął kredyt na firmę i się dziwił “co bank ma do wewnętrznych sporów”. Bank przed udzieleniem kredytu powinien sprawdzić, czy ten, który daje zastaw (ksiądz? Kościół?) posiada ten zastaw (ksiądz go nie posiada) lub czy ma uprawnienia do jego zarządzania (czy ma zgodę szefa na branie kredytów w imieniu firmy).

    czemu państwa uczelnia, opłacana z pieniędzy podatników, kształci przyszłych teologów jednej konkretnej religii.

    Pytania można mnożyć. Dlaczego kierunek obok, “nauka o rodzinie”, nie uczy o parach homoseksualnych, modelu rodziny muzułmańskiej, czy godach wśród eskimosów?
    W inną stronę, dlaczego publiczna uczelnia kształci informatyków? Przecież nie każdy chce być informatykiem, wielu chciałoby zarabiać na życie kolekcjonując motyle. Brak wydziału motyloznawstwa jest dyskryminacją!

    Zamiast kształcić kolejnych politologów, otworzyli kierunek po którym ludzie mają znaleźć (biurokratyczną, usługową) pracę. Czy to naprawdę tak źle, by podnosić alarm?

    Like

  3. “Jeśli parafia zaciąga w banku kredyt, musi mieć zgodę właściwego przełożonego kościelnego – biskupa i jego rady. Brak takiej zgody powoduje, że umowa będzie miała wadę prawną, co pociągnie za sobą negatywne konsekwencje dla banku”

    Jest w tym trochę racji, bank powinien sprawdzić gruntownie, czy kredytobiorca ma prawo do kredytu. Pytanie tylko czy powinien oprzeć się na prawie kanonicznym, czy na prawie cywilnym? Konstytucja gwarantuje wszystkim obywatelom równość wobec prawa. Jeżeli daną grupę obywateli traktuje się inaczej – wg jakiegoś tam prawa sporządzonego przez tą grupę to ta równość zostaje zachwiana.

    Ks Duksa zapomniał też wspomnieć o jednym. Jeżeli dany ksiądz bierze kredyt pod zastaw parafii, nie ma do tego prawa a zaświadcza przed bankiem, że ma, tzn., że popełnia przestępstwo i może być pociągnięty do odpowiedzialności prawnej. Wtedy to nie tylko “pociągnie za sobą negatywne konsekwencje dla banku” ale też dla księdza, który wyłudził pieniądze od banku

    Like

  4. Jeżeli daną grupę obywateli traktuje się inaczej – wg jakiegoś tam prawa sporządzonego przez tą grupę to ta równość zostaje zachwiana.

    Nie “grupę obywateli”, tylko organizację. I tak jak organizacja ma statut, który wskazuje osoby posiadające uprawnienia do zarządzania majątkiem organizacji, tak samo Kościół. Nie ma żadnego preferencyjnego traktowania, każda organizacja może zapisać, że nie bierze kredytów o ile nie zgodzi się któryś z członków na stanowisku biskupa.

    Like

  5. Ale jakoś nigdy nie słyszałem, żeby to bank martwił się o wewnętrzne regulaminy jakiekolwiek organizacji, czy firmy. Tak jak napisałem – czemu mieli by się tym martwić? niech sobie swoje sprawy rozwiązują sami.

    Like

  6. Wybaczcie, nie dostałem powiadomienia o wcześniejszych komentarzach. Nadrobię to:
    @Toreo: a więc dla ciebie jestem konserwatywnym przedstawicielem Kościoła? No właśnie nie. Trochę poprzekręcałeś. Tak czy siak, to Kościół, czyli władza zwierzchnia Katolików, która kieruje się zasadami demokracji etc. (sprawdź w katechizmie) uznała, że można dawać rozwody, byle nazywać to “unieważnieniem”.
    Skoro już jestem przy kręceniu, wspominając o finansowaniu, zupełnie pominąłeś fakt, iż nasze państwo jest teoretycznie bezwyznaniowe. Cóż… nie ty jeden, stąd tyle problemów.
    Wracając do tematu: ale banku to nie obchodzi, czy naprawdę dostałem zgodę małżonka, czy sfałszowałem podpis, to już “moje” (nie bankowe) przestępstwo i kłopot.

    @Remiq:

    Parafia bierze kredyt, nie ksiądz osobiście.

    Tak, ale przeczytaj odpowiedź bkr i potem moją, tą powyżej.

    Pytania można mnożyć. Dlaczego kierunek obok, “nauka o rodzinie”, nie uczy o parach homoseksualnych, modelu rodziny muzułmańskiej, czy godach wśród eskimosów?

    Uczelnie państwowe nie uczą takich rzeczy. Tzn, nie konkretnie tego, ale podejrzewam, że na konkretnych kierunkach znajdziesz takie zagadnienia, na pewno gdzieś tam może zostaną wspomniane. W sensie ogólnym twojej wypowiedzi, podobnie jak Toreo, zapominasz, że nie jesteśmy państwem wyznaniowym.

    W inną stronę, dlaczego publiczna uczelnia kształci informatyków?

    Bo są potrzebni i to nie jest religia.

    Brak wydziału motyloznawstwa jest dyskryminacją!

    Jak wykażesz, że brak takiego kierunku kształcenia powoduje jakieś zastoje w gospodarce, to poprę twoje postulaty. Ps. wiesz jak się wyrabia naturalny jedwab? 😛

    Zamiast kształcić kolejnych politologów, otworzyli kierunek po którym ludzie mają znaleźć (biurokratyczną, usługową) pracę. Czy to naprawdę tak źle, by podnosić alarm?

    Tak, bo to kierunek religijny. Czemu akurat ta jedna religia, ma takie przywileje, że za pieniądze z podatków jest naucza jej teologia? Czemu nie teologia islamska? Przecież lepiej sobie radzą z finansami (to ciekawy temat, ale na inną okazję)?
    W dodatku problem łatwo obejść, bo przecież bank musi sprawdzić, czy zastaw (ziemia powiedzmy) faktycznie należy do instytucji, jaka stara się o kredyt. Wystarczyło by wysłać zapytanie do właściciela gruntu (powiedzmy biuro biskupa), czy faktycznie zgada się ten konkretny kredyt. Żadne tam wnikanie w wewnętrzne struktury nie jest potrzebne. Ba raczej wątpię, by banki bawiły się w wnikanie wewnętrzne statusy jakiejkolwiek korporacji.

    Like

  7. Bo są potrzebni i to nie jest religia.

    Jak sugeruje artykuł, osoby znające się na prawie kanonicznym też są potrzebne. Uważasz, że jeśli jakaś dziedzina jest powiązana z religią, to nie powinna być nauczana państwowo? To jest właśnie dyskryminacja.

    Po reszcie komentarza dochodzę do wniosku, że Twoim głównym argumentem jest to, że państwo polskie nie jest wyznaniowe i dlatego nie powinno w niczym nie dotykać Kościoła. Doprowadza to do takich absurdów, że z jednej strony chcesz by każde nauczanie dawało coś gospodarce, a jednoczenie wolisz by produkowano bezrobotnych politologów, niż potrzebnych prawników specjalizowanych w obsłudze Kościoła. Ba, mam wrażenie, że wolałbyś gdyby powstał kierunek, który by uczył ludzi, jak brać kredyt na budowę meczetów – bez zapotrzebowania i religijne, ale jakoś sprawiedliwiej.

    Ba raczej wątpię, by banki bawiły się w wnikanie wewnętrzne statusy jakiejkolwiek korporacji.

    “Wewnętrzny statut” brzmi, jakby to była tajna kartka ukryta gdzieś w archiwach, do której dostępu strzegą psy, ochrona i system antywłamaniowy. Ale ok, przyjmijmy Twoją wersję i zobaczmy co z tego wyniknie.

    Case 1:
    Microsoft otworzył oddział w Krynicy Dolnej. Ma tam biurowiec, a także kompleks mieszkaniowy i wypoczynkowy. Szef pionu marketingu przychodzi brać kredyt, pod zastaw daje kompleks mieszkaniowy. Co robi bank?

    Case 2:
    Microsoft chce otworzyć filię w Drawsku Pomorskim. Prezes nowo powołanego oddziału przychodzi do banku po kredyt na zakup ziemi i budowę biurowca. Co robi bank?

    Jaki jest cel tego zadania? Uświadomienie sobie, że organizacja istniejąca w wielu krajach, zatrudniająca setki tysięcy ludzi, nie jest obsługiwana jak osoba fizyczna. Organizacja sama w sobie nie idzie do banku i nie bierze kredytu na siebie 🙂 Akcjonariusze nie odbierają telefonu od pani Jadzi z działu kredytowego, by powiedzieć, czy zgadzają się na niego. Z drugiej strony, banki nie dają Ci miliona złotych do ręki, bo masz paszport Polsatu i “dyrektor oddziału” w CV.

    Like

  8. Jak sugeruje artykuł, osoby znające się na prawie kanonicznym też są potrzebne.

    Jak sugeruje, to zapotrzebowanie jest złudne.

    Uważasz, że jeśli jakaś dziedzina jest powiązana z religią, to nie powinna być nauczana państwowo? To jest właśnie dyskryminacja.

    Nie, to normalizacja, fachowo nazywa też rozdziałem Kościoła od państwa.

    Po reszcie komentarza dochodzę do wniosku, że Twoim głównym argumentem jest to, że państwo polskie nie jest wyznaniowe i dlatego nie powinno w niczym nie dotykać Kościoła.

    I cię to dziwi? Działa to w obie strony. Chciałbyś, żeby urzędnicy decydowali o wystroju kościoła, czy doborze psalmów? Chyba nie.

    że z jednej strony chcesz by każde nauczanie dawało coś gospodarce, a jednoczenie wolisz by produkowano bezrobotnych politologów

    Demagogia. Nic takiego nie napisałem, to sobie ubzdurałeś. Co do “potrzebnych prawników specjalizowanych w obsłudze Kościoła” patrz wyżej.

    Ba, mam wrażenie, że wolałbyś gdyby powstał kierunek, który by uczył ludzi, jak brać kredyt na budowę meczetów – bez zapotrzebowania i religijne, ale jakoś sprawiedliwiej.

    Kolejna bzdura, jaka wypłynęła z twojej wyobraźni. Jak napisałem: państwo polskie powinno być neutralne światopoglądowo. Proponuję, byś zrozumiał co ten termin znaczy.

    Organizacja sama w sobie nie idzie do banku i nie bierze kredytu na siebie 🙂 Akcjonariusze nie odbierają telefonu od pani Jadzi z działu kredytowego, by powiedzieć, czy zgadzają się na niego.

    Oczywiście, że nie. Ale mają do tego biura i zatrudniają prawników właśnie do tego. To korporacja dostosowuje się do prawa danego kraju (także w kwestii finansów i bankowości), a nie kraj do korporacji.

    Z drugiej strony, banki nie dają Ci miliona złotych do ręki, bo masz paszport Polsatu i “dyrektor oddziału” w CV.

    To zupełnie nie na temat, w dodatku zupełnie głupia próba zasugerowania, iż tak uważam. Proponuję ci powrót do oryginalnego pytania, lub zaniechanie odpowiedzi.

    Like

  9. @remiq

    “Nie “grupę obywateli”, tylko organizację”

    Organizacja to też grupa obywateli, każda organizacja to grupa obywateli ale nie każda grupa obywateli to organizacja 🙂

    “I tak jak organizacja ma statut, który wskazuje osoby posiadające uprawnienia do zarządzania majątkiem organizacji, tak samo Kościół. Nie ma żadnego preferencyjnego traktowania, każda organizacja może zapisać, że nie bierze kredytów o ile nie zgodzi się któryś z członków na stanowisku biskupa.”

    Właściwie to chyba masz rację – brzmi to logicznie, a “chyba” dlatego, że nie jestem specjalistą od prawa i jako taki nie mogę mieć 100% pewności.

    Ale małe ale 🙂

    “…Kościół. Nie ma żadnego preferencyjnego traktowania…”

    To już pojechałeś ;), przypomina mi to stwierdzenie – zakonnicy, która uczęszczała ze mną na filozofie- że Kościół nie integruje w politykę w Państwa. 😉

    Like

  10. sigvatr:

    Jak sugeruje artykuł, osoby znające się na prawie kanonicznym też są potrzebne.
    Jak sugeruje, to zapotrzebowanie jest złudne.

    Jak Ty sugerujesz, czy jak sugeruje artykuł? Cytując z podanego przez Ciebie linka: “Absolwenci (nowego kierunku prawa kanonicznego – przyp. remiq) nie będą musieli martwić się o pracę, bo wniosków o kościelny rozwód przybywa w całym kraju.”

    Nie, to normalizacja, fachowo nazywa też rozdziałem Kościoła od państwa.

    Zakładam, że utworzyłeś słowo “normalizacja” od tego, że jeśli coś się zrobi, to będzie “normalnie”. “Normalne” jest jak państwo uczy prawa rzymskiego, “nienormalne” jak prawa kanonicznego. Normalne jak uczy historii Francji, nienormalne jak uczy historii Watykanu.

    Chciałbyś, żeby urzędnicy decydowali o wystroju kościoła, czy doborze psalmów?

    Księża decydują o tym, że na uniwersytecie jest nauczane prawo kanoniczne, czy urzędnicy (dziekan) stwierdzają, że taki kierunek jest potrzebny i “da pracę” absolwentom? To już nawet nie jest przypadek, w którym Kościół bierze pieniądze od Państwa. Tutaj Państwo uczy cywilnych pracowników o strukturze i prawie jednej z największych organizacji światowych. Religijność tego procederu ogranicza się do tego, że organizacja o której się uczą jest religijna.

    że z jednej strony chcesz by każde nauczanie dawało coś gospodarce, a jednoczenie wolisz by produkowano bezrobotnych politologów
    Nic takiego nie napisałem, to sobie ubzdurałeś.
    mam wrażenie, że wolałbyś gdyby powstał kierunek, który by uczył ludzi, jak brać kredyt na budowę meczetów
    Kolejna bzdura, jaka wypłynęła z twojej wyobraźni.

    Nauczanie rzeczy przydatnych w gospodarce:
    “Bo są potrzebni “, “Jak wykażesz, że brak takiego kierunku kształcenia powoduje jakieś zastoje w gospodarce, to poprę twoje postulaty.”
    Kształcić politologów
    Faktycznie, nie napisałeś nic o politologach.
    Wolisz budowę meczetów
    “Czemu nie teologia islamska? Przecież lepiej sobie radzą z finansami (to ciekawy temat, ale na inną okazję)?”

    państwo polskie powinno być neutralne światopoglądowo. Proponuję, byś zrozumiał co ten termin znaczy.

    Twoja interpretacja neutralności jest interesująca. Zakaz nauczania o prawie kanonicznym (na świeckiej uczelni) ma się do neutralności tak, jak przeciwdziałanie rasizmowi poprzez zakaz zatrudniania Murzynów i Azjatów. Można uczyć o wszystkim, tylko nie można o prawie kanonicznym. Żeby nie dyskryminować tych, którzy nie są religijni.

    Ale mają do tego biura i zatrudniają prawników właśnie do tego. To korporacja dostosowuje się do prawa danego kraju (także w kwestii finansów i bankowości), a nie kraj do korporacji.

    Nie rozumiemy się. Co z tego, że zatrudni prawników? Prawnicy wezmą na siebie ten kredyt? Prawo naszego kraju mówi wystarczająco jasno nt. tego, jak działają osoby prawne (niematerialne). Gdzie ma być zapisane, że Kowalski może brać kredyty w imieniu Microsoftu? Pomyśl nad casem i mi odpowiedz, zamiast uciekać się do mądrych prawników, których trzeba zatrudnić by rozwiązali problem. Masz władzę urządzić to po swojemu. Jak to ma działać?

    bkr:
    W tym wypadku, (nie) traktuje inaczej organizację “w znaczeniu rzeczowym”, czyli instytucję.
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Instytucja_(zarz%C4%85dzanie)
    Organizacja nie jako grupa ludzi jadąca tym samym tramwajem, tylko coś więcej. Sformalizowana, z wyznaczonymi celami i rolami. W tym przypadku Kościół nie tylko jako ludzie wierzący w tego samego boga, ale także majątek, zbiór aktów prawnych, historia. Tak samo jak firma X zatrudniająca 100 osób nie jest grupą 100 osób. Nie czepiałbym się tego, gdyby nie była to kolosalna różnica. Grupa osób jadących tym samym tramwajem nie ma osobowości prawnej, nie może zawierać umów, nie może ponosić odpowiedzialności. I nie może brać kredytów, co ważne w tej dyskusji. 😉

    “…Kościół. Nie ma żadnego preferencyjnego traktowania…”
    To już pojechałeś 😉

    Nie ma preferencyjnego traktowania w tej kwestii, a nie we wszystkich dziedzinach.

    Like

  11. @remiq

    Wiem, w jednym i drugim przypadku trochę złośliwie przyczepiłem się słów. Taka mała sofistyka 😉

    Z tymże nie zgodzę się z Tobą, że w kwestii kredytów bankowych Kościół traktowany jest tak samo, tzn. nie preferencyjnego traktowania.

    Ale jest to indywidualna sprawa banku i konkretny pracownik banku (odpowiedzialny za przyznanie kredytu osobie, która nie spełniała kryteriów do jego dostania, abstrahując od tego czy jest to ksiądz, szwagier dyrektora banku czy kto miejscowy radny) powinien ponieść konsekwencję tego.

    Z drugiej strony przyznasz, że wypowiedź ks. Duksa może być uznana za arogancką. Można ją przetłumaczyć w ten sposób: Matołku, to nie nasza wina, że wykazałeś nadmierne zaufanie wobec przedstawiciela instytucji, która powinna cieszyć się powszechnym zaufaniem. To tylko wina twojej arogancji.

    I jest tak rzeczywiście, ale być może dyplomatycznie by było okazać trochę skruchy. Chociażby słowami: przykro mi, że doszło do incydentu, do którego nie powinno dojść. Niestety nie jesteśmy wstanie zadośćuczynić, ponieważ nasz przedstawiciel nadużył również naszego zaufania. A zarządzać naszym majątkiem można na takich i takich zasadach, czego niestety bank nie sprawdził … etc etc

    Zresztą być może tak było a w/w cytat ks. Duksa wyrwany jest z kontekstu

    Like

  12. I jest tak rzeczywiście, ale być może dyplomatycznie by było okazać trochę skruchy. Chociażby słowami: przykro mi, że doszło do incydentu, do którego nie powinno dojść

    Ale jakiego incydentu? W artykule nie ma opisanej sytuacji w której parafia by uzyskała kredyt, bank tego nie sprawdził i przez to by były kłopoty. Duksa wyjaśnia, że jeśli bank udzieli kredytu bez zgody biskupa na jego wzięcie, umowa będzie miała wadę prawną.

    Like

  13. @remiq

    Fakt, zbyt szybko wyciągnąłem wnioski. W artykule rzeczywiście nie ma mowy w jakim kontekście przytoczone są słowa ks. Duksa i może być tak jak piszesz. Wtedy rzeczywiście trudno oczekiwać skruchy.

    To, że Kościół swoim postępowaniem nie raz i nie dwa dał powody swojej pazerności i arogancji, co może powodować pewne uprzedzenie wobec tej instytucji nie powinno powodować zakładania z góry złych intencji u jego przedstawicieli

    Like

  14. Jest pozno i nie mam czasu czytac komentarzy ale moje 3 grosze: bank musi wziasc pod uwage nie tylko prawo panstwowe ale tez wewnetrzne regulacje pomiedzy kredytobiorca a jego pracodawca – chodzi tu o wszystkie wazne aspekty zdolnosci kredytowej. Dochodzi i do tego, ze analizuje szczegolowo historie konta i na tej podstawie odmawia kredytow ludziom, ktorzy wedlug niego sa zagrozeni rozwodem.
    Lekkie BTW: Sądowy finał afery salezjańskiej

    Like

  15. Nie żebym był złośliwy, ale dlaczego państwo watykańskie zwane tutaj dla niepoznaki Kościołem nie może zaciągać kredytu tak jak powiedzmy państwo francuskie?

    Like

  16. Ha! W czasie sprzatania znalazlem cos takiego: “Biskup zadłużył parafię na 800 mln euro”: “Papiez Benedykt XVI przyjął dymisję biskupa diecezji Maribor (północna Słowenia) Franca Krambergera, zadłużonej – według prasy – na 800 milionów euro. Ordynariusza zwolniono na podstawie paragrafu prawa kanonicznego, stosowanego w przypadkach innych niż wiek emerytalny. O pogrążonej w kryzysie finansowym diecezji poinformował pod koniec stycznia włoski tygodnik “L’Espresso”, który ujawnił, że powodem jej faktycznego bankructwa były niebezpieczne inwestycje i afery finansowe, za co odpowiedzialność ma ponosić biskup Kramberger oskarżany jednocześnie – jak podkreślano – o brak kompetencji.” Zrodlo: Metro 4-6 lutego 2011 wydanie wroclawskie, strona 2 “Depesze”.

    Like

  17. dlaczego państwo watykańskie (…) nie może zaciągać kredytu tak jak powiedzmy państwo francuskie?

    Ma za mało obywateli, by stworzyć OFE i kazać im kupować państwowe obligacje.
    I gdzie tu złośliwość w zauważeniu, że Kościół zamiast okradać obywateli drukując pieniądze, zaciąga wysoko oprocentowane kredyty w komercyjnych bankach?

    Like

  18. @remiq:

    Jak Ty sugerujesz, czy jak sugeruje artykuł? Cytując z podanego przez Ciebie linka: “Absolwenci (nowego kierunku prawa kanonicznego – przyp. remiq) nie będą musieli martwić się o pracę, bo wniosków o kościelny rozwód przybywa w całym kraju.”

    Ty dalej nie rozumiesz. To jest kwestia religijna. innymi słowy kwestia prywatna. Nasze państwo zapewnia rozwody, a te całe “unieważnienia” to już niech sobie zainteresowani sami ekstra płacą.

    Zakładam, że utworzyłeś słowo “normalizacja” od tego, że jeśli coś się zrobi, to będzie “normalnie”.

    Zajrzyj do Konstytucji (naszej, nie Rzymskiej, Francuskiej, czy Watykańskiej).

    czy urzędnicy (dziekan) stwierdzają, że taki kierunek jest potrzebny i “da pracę” absolwentom?

    I co dalej proponujesz, interwencyjny skup odpustów, bo społeczeństwo czuje się grzeszne? Taki dziekan nie powinien wspierać jakiejś tam grupy religijnej. Niech sobie ta grupa religijna sama płaci za kształcenie tak niezbędnych ich pracowników.

    Tutaj Państwo uczy cywilnych pracowników o strukturze i prawie jednej z największych organizacji światowyc

    Co nie zwalnia Kościoła od przestrzegania prawa polskiego. Nie trzeba. Zresztą, oni kształcą tam też teologów. Mamy religio znawców od takich zadań.

    Wolisz budowę meczetów

    Przeczytaj to zdanie jeszcze raz, potem drugi, trzeci, aż zajrzysz, że to była ironia.

    Zakaz nauczania o prawie kanonicznym (na świeckiej uczelni) ma się do neutralności tak, jak przeciwdziałanie rasizmowi poprzez zakaz zatrudniania Murzynów i Azjatów.

    Brak związku. Na uczelniach polskich są np. arabiści, czy religioznawcy, ale zupełnie co innego, niż teolog jednej konkretnej religii. Czy prawnik, który zna i interesuje się wyłącznie jedynie prawem wyznaniowym.

    Gdzie ma być zapisane, że Kowalski może brać kredyty w imieniu Microsoftu? Pomyśl nad casem i mi odpowiedz

    Dalej nie rozumiesz, to Microsoft pobiera kredyt, nie Kowalski.

    @tdudkowski: dzięki, to jestem jakoś tam w stanie rozumieć, ale dalej uważam, że państwo nie powinno płacić za edukację specjalistów Kościoła. Sami sobie powinni takich ludzi kształcić.

    Like

  19. Ty dalej nie rozumiesz.

    Stąd moje pytanie. Kto sugeruje, że oni nie są potrzebni?

    Niech sobie ta grupa religijna sama płaci za kształcenie tak niezbędnych ich pracowników.

    Banki są tą grupą religijną?

    Co nie zwalnia Kościoła od przestrzegania prawa polskiego.

    W takim razie podaj mi ustawę, w której jest napisane “kto zarządza majątkiem poszczególnych parafii. Nie ma? To może taką, w której jest określony zarząd Optimusa? Czyżby istniały akty prawne dotyczące poszczególnych organizacji, nie uchwalone w polskim Sejmie?

    Czy prawnik, który zna i interesuje się wyłącznie jedynie prawem wyznaniowym.

    Z uwagi na to, jak skomplikowane mamy prawo, nie ma prawników, którzy znają się na więcej niż jednej-dwóch dziedzinach.

    P.S. Mamy w Polsce zaskakująco dużo księgowych, którzy znają się tylko na polskim prawie księgowym. Skandal, nie?

    Dalej nie rozumiesz, to Microsoft pobiera kredyt, nie Kowalski.

    Kto podpisuje się pod umową kredytową? Byt niematerialny podpisujący się “MICROSOFT”, czy dyrektor Kowalski podpisujący się jako Kowalski? Gdzie jest zapisane, że Kowalski może brać kredyt w imieniu Microsoftu?

    Dalej uważam, że państwo nie powinno płacić za edukację specjalistów Kościoła

    Bank (nie Kościoł) potrzebuje pracowników (nie wyznawców, nie pracowników kościelnych) do obsługi kredytowej parafii. Parafia chętnie powie “to jest ksiądz Marek, on Wam wyjaśni jak się ma prawo kanoniczne do umów”, ale w interesie banku jest mieć własnego pracownika, którego odpowiedzialnością jest znajomość struktur kościelnych. Tak jak w artykule – przychodzi ksiądz, bierze kredyt bez wiedzy biskupa, jest wada prawna. Twoje sugestie, by to Kościół wysyłał prawnika można porównać do żądań, by kredytobiorcy sami sprawdzali czy stać ich na kredyt. Zakładam, że gdyby tak było, uznałbyś że to skandal że normalny obywatel jest sprawdzany przez bank, gdy księża sprawdzają się sami, a banki im ufają.

    Like

  20. Tu nie chodzi o to, że są nie potrzebni w ogóle, tu chodzi o to, że są potrzebni pewnej specyficznej grupie ludzi, którzy są wyznawcami pewnej specyficznej religii. Państwu Polskiemu i jego podatnikom nic do tego. Niech sobie sami owi potrzebujący finansują swoje ekstrawagancje. Proste, co nie?

    Banki są tą grupą religijną?

    Niczym górska kozica skaczesz z tematu rozwodów do bankowości i z powrotem. Tak czy siak patrz wyżej. Jeśli bank odczuwa brak znawców-teologów, niech sobie dofinansuje uczelnie prywatne.

    Czyżby istniały akty prawne dotyczące poszczególnych organizacji, nie uchwalone w polskim Sejmie?

    Zapytaj prawnika o terminy “osobowość prawna” itd, wierze, że znajdziesz co chcesz.

    Z uwagi na to, jak skomplikowane mamy prawo, nie ma prawników, którzy znają się na więcej niż jednej-dwóch dziedzinach.

    Prawnik świecki to nie teolog. A prawo polskie to nie prawo religijne. Nie mieszaj tych, podobnych, ale różnych zawodów.

    P.S. Mamy w Polsce zaskakująco dużo księgowych, którzy znają się tylko na polskim prawie księgowym. Skandal, nie?

    No właśnie, nie mieszaj religii ze świeckością.

    Kto podpisuje się pod umową kredytową? Byt niematerialny podpisujący się “MICROSOFT”, czy dyrektor Kowalski podpisujący się jako Kowalski? Gdzie jest zapisane, że Kowalski może brać kredyt w imieniu Microsoftu?

    Kowalski w imieniu Microsoftu.

    w interesie banku jest mieć własnego pracownika, którego odpowiedzialnością jest znajomość struktur kościelnych.

    Co nie wyjaśnia, czemu państwo ma do tego dopłacać i szkolić katolickich ekspertów. Zmień sobie katolicki na muzułmański, pewnie wtedy pojmiesz o co mi chodziło. Po za tym, gdyby to Kościół musiał się dostosować do prawa polskiego, a nie na odwrót sprawy by nie było. Nie wiem po co produkujesz problemy.

    Twoje sugestie, by to Kościół wysyłał prawnika można porównać do żądań

    Nic takiego nie sugerowałem, znowu za dużo widzisz?

    Like

Comments are closed.