Anastazja (1997)

Coś mnie podkusiło, by taki stary koń jak ja, nadrobił braki w animacjach. To zdecydowanie był błąd, bo nie dość, że jest to film kiepski, to jeszcze kłamliwy.

No grubo brzmi to określenie (przypomnę: kłamliwy). Po prostu nie podoba mi się przerobienie w baśń prawdziwej historii, w dodatku dość niedawnej. Fabuła opowiada nam losy carskiej rodziny, a będąc ścisłym, tytułowej bohaterki, na krótko przed tym, jak obywatele sforsowali bramy Pałacu Zimowego. Owi komuniści, według twórców tego dzieła, to efekt działania magii niejakiego Rasputina (tak, tego). Ów zaprzedał duszę diabłu, właściwie tylko po to by zgubić rodzinę Mikołaja I. Scenarzysta nie pokusił się o pokazanie co stało się z większością jej członków. Wiadomo jedynie, że Anastazja rozdzieliła się od reszty, a jej babcia zamieszkała w Paryżu.

Tutaj następuje dziesięcioletnia przerwa w akcji. Anastazja opuszcza sierociniec, gdzie pozbawiona pamięci, pod imieniem Ania, mieszkała do tej pory. Los splata ją z Dymitrem i Vladem, parą oszustów, którym marzy się odebranie nagrody za odnalezienie Wielkiej Księżnej (oficjalny tytuł naszej bohaterki). Zamierzają oczywiście posłużyć się dziewczyną, nawet nie podejrzewając, że jest prawdziwą.

Pojawienie się Anastazji w zabitym dechami pałacu, kojarzącym mi się z scenografią “Doktora Żywago”, budzi również do nieżycia głównego Złego – osławionego Rasputina, który za pomocą stada zielonych widmowych nietoperzy, stara się za wszelką cenę pozbawić życia nieświadomą carewiczównę. W wyniku: podróż do Paryża obfituje w liczne przygody. A animozje pary młodych bohaterów rzecz jasna coraz bardziej ich do siebie zbliżają.

Innymi słowy fabuła nie zaskakuje. W dodatku całość jest mocno infantylna. Wszyscy dobrzy bohaterowie są ładni, źli nie. Urzędnicy nowego systemu są chamscy i mają ubytki w uzębieniu. No i te wszystkie historyczne przekłamania, których nawet nie chce mi się wymieniać. Nie wiem czemu mieszać dzieciakom w głowach? Historia obalenia monarchii w Rosji nie była przecież sprawą miłą. Nie było to też dziełem jednego człowieka, który machał fosforyzującym lampionem.

Podsumowując: nie warto. Nie jest to obraz szczególnie ładny, porywający, zaskakujący, czy interesujący. Piosenki też raczej średnie (to musical), no może z paroma wyjątkami. Mnie na przykład prześladuje: “In The Dark Of The Night”.

Linki

4 thoughts on “Anastazja (1997)

  1. Coś mnie podkusiło, by taki stary koń jak ja, nadrobił braki w disney’owskich animacjach. To zdecydowanie był błąd, bo nie dość, że jest to film kiepski, to jeszcze kłamliwy.

    Na szczęście ty żeś napisał całą prawdę, iż jest to animacja „disney’owska”.

    Innymi słowy fabuła nie zaskakuje. W dodatku całość jest mocno infantylna.

    Bo to… yyyy… bajka dla dzieci? Bez jaj, od czegoś takiego trudno oczekiwać więcej.

    Like

  2. Bo to… yyyy… bajka dla dzieci? Bez jaj, od czegoś takiego trudno oczekiwać więcej.

    To, że coś jest dla dzieci wcale nie musi oznaczać infantylności. Przykładem jest np. Shrek.

    Należy mi się tutaj usprawiedliwić, że ta niby bajka to tak na prawdę przeróbka realnej historii i to tutaj mnie najbardziej boli. Wspomniany “Król Lew” był przynajmniej baśnią od początku. Poza tym, aż taki infantylny znowu nie był (no, oglądałem go zbyt dawno temu).

    Annart: dzięki za propozycję, ale pewnie nie prędko sięgnę po jakaś kreskówkę tego rodzaju.

    Na szczęście ty żeś napisał całą prawdę, iż jest to animacja „disney’owska”.

    Masz rację, to nie Disney, strasznie mi się skojarzyło.

    Like

Comments are closed.