Mass Effect

Przemieliwszy Dragon Age, wziąłem się za “Mass Effect”. Nie chcę się silić na jakieś szumne wstępy. Omawiana gra ta ma już kilka lat, jest też starsza niż wspomniana Era smoka. Mnie to jakoś ominęło, ale sądząc po echach, machina marketingowa nie szczędziła pochwał i obietnic. A jak tytuł ten wypadł w starciu z rzeczywistością? Na podstawie wersji na PC, wydanej około roku po premierze na konsolach.

Platynowa kolekcja

Zacznijmy od zawartości pudełka. Oprócz wydrukowanej instrukcji i poradnika, mamy tam w sumie 3 płyty DVD. Z czego 2 zawierają pliki gry. Na trzeciej znajdziemy dodatek i trochę materiałów promocyjnych CD-Projektu (dystrybutor i lokalizator). Do tego jeszcze kod promocyjny do sklepu internetowego polskiego wydawcy jak i kilka pocztówek w nieco niestandardowym (może w Polsce) formacie. A i jeszcze klawiszologia na osobnym kartoniku.

Przyjrzymy się poradnikowi. Powstał w oparciu o wersję konsolową (X-Box) i zasadniczo to nie przeszkadza, ale trzeba mieć na względzie iż kombinacje z niektórych zadań są losowe na PC. Choć merytorycznie jest poprawny i w miarę dokładny, to niestety chyba nikt nie przejrzał go po napisaniu. Zamienione miejscami mapki, czy zdublowana treść tabelki z osiągnięciami nie są czymś bardzo trudnym do wyłapania.

Fabuła

Przejdźmy zatem do fabuły. A zacznijmy od tytułu. Efekt masy to nazwa podstawowej technologii, na jakiej opierają się wszystkie galaktyczne cywilizacje. Wykorzystywana nie tylko w silnikach, w broni, czy w tarczach (polach siłowych jeśli ktoś woli) ale stanowi też postawę biotyki – takie coś na kształt Mocy. Całość fabuły wydaje mi się inspirowana nieco serialem “Babilon V“. Podobnie jak tam i tutaj mamy jedną centralną stację, w której tych kilka (nie kilkaset, czy kilka tysięcy, jak np. w Star Treku, czy Gwiezdnych Wojnach) ras stara się jakoś dojść do porozumienia, poprzez tzw. Radę. Na Radę składają się przedstawiciel Asarii, Turian i Salarian. Reszta rozumnych gatunków (w tym i ludzie) ma jedynie swoje ambasady reprezentujące ich interesy. Ziemia w XXIII wieku wciąż jest podzielona na państwa, ale poza planetą reprezentuje je “Przymierze” – organizacja głównie wojskowa.

Ludzkość oczywiście chce aby w Radzie zasiadł jej przedstawiciel. Dobrym krokiem do tego, ma być pierwszy człowiek Widmo – Shepard, nasz protagonista. Niestety sytuacja mocno się skomplikowała i co tu wiele pisać, cała galaktyka ma mocno przewalone. Na szczęście do akcji wkraczamy my – czyli gracz.

Gra

Bohaterem, lub bohaterką jest komandor Shepard. Choć na materiałach promocyjnych przedstawiany jest zawsze ten sam mężczyzna, możemy wybrać płeć i wygląd naszego podopiecznego (-nej). Także imię, ale nie ma ono znaczenia, nie jest nigdzie w grze używane. Wybieramy też klasę naszej postaci. W zasadzie są trzy: wojak, technik i biotyk. Reszta to ich kombinacje. Łatwo się domyśleć, że wojak stawia na obeznanie z bronią każdego rodzaju, biotyk na popisywanie się swoją magią, a technik na różnego rodzaju hacking czy techniczne zabawki.

Gra reklamowana jest jako miks cRPG i strzelanki z systemem chowania się za osłonami. W praktyce niestety jest to słaby role-play, toporny TPS, a automatyczna możliwość chowania się bardziej przeszkadza, kiedy już się obeznamy z grą. Rozwijać możemy jedynie umiejętności naszej drużyny. Żadnych innych tabelek. Jeśli chodzi o strzelanie, to nie ma znaczenia w co trafimy przeciwnika, efekt będzie ten sam, nie ma więc sensu silić się na celowanie w głowę. SI nie jest zbyt wymagająca, stąd też niektóre walki to masówki. Główna postać jako jedyna ma dostęp do granatnika (podejrzewam, że nie udało się zaimplementować sensownego jego używania przez członków drużyny).

Podczas rozmów posługujemy się tzw. kółkiem rozmów. Wybieramy tam coś na kształt opisu intencji naszej odpowiedzi, ale przyznam, że nie raz dziwił mnie uzyskany efekt. Ogólnie, trzeba przeczytać wszystkie propozycje i wtedy mniej więcej ma się pojęcie co może się kryć za poszczególnymi frazami. Warto tez pamiętać, że na górze zwykle znajduje się wypowiedzi Idealisty, a na dole Renegata. O co w tym chodzi? To Mass Effectowy system karmy. W zależności od tego jak często używamy uroku, czy groźby możemy czynić to coraz skuteczniej, trzeba też pamiętać o rozwoju adekwatnej umiejętności. Co ciekawe, to dwa różne współczynniki, a nie jeden, jak to zwykle w grach bywa.

Nasza wypadowa drużyna składa się z Shepard(a) i dwojga pomocników. Możemy wydawać mi rozkazy podczas aktywnej pauzy posługując się pojawiającym się wówczas ekranem taktycznym. Ogólnie rzecz biorąc są nieporadni, ale kiedy dostaną wysokie poziomy i dobry ekwipunek rozwalają wszystko sami bez naszej pomocy. Mass Effect nie należy do gier trudnych, trzeba tylko przebrnąć początek, trochę przyzwyczaić się.

Polonizacja

Każdy wypowiedź została nagrana, a u nas przetłumaczona. Jak to bywa, największym problemem języka polskiego jest rozróżnienie między rodzajami. Trochę przekornie więc zacząłem grę kobietą, aby móc wyłapywać wszystkie potknięcia programu. O dziwo częściej to moja postać myliła formy w czasie dialogów, niż jej rozmówcy. Zdarzyło się też np. wyświetlenie neutralnego płciowo tekstu, podczas gdy lektor dodał “pana”, zwracając się do żeńskiej bohaterki. Muszę też nadmienić, że pod koniec, zwłaszcza, jak zagramy jako Renegat (-ka), jest mnóstwo błędów. Najwymowniejszy to użycie słowa jedziemy, gdzie jak podejrzewam, w oryginale było run, a nikt nie sprawdził w jakim kontekście ono pada. Choć może to akurat wina jakiegoś recyklingu wypowiedzi.

Misje główne

Misje główne, to bez wątpienia najlepsza część gry. Postarano się. Rozgrywają się na różniących się od siebie planetach. Każdą w miarę przemyślano i postarano się, aby nie były to misje typu idziemy i rozwalamy wszystko co popadnie. Nawet główne walki jakoś urozmaicono. Każda z nich pcha fabułę do przodu, jak również sprawiają, że sklepikarze odświeżają swoje towary. Tak samo nasi towarzysze odblokowują swoje dialogi. Często też dane będzie nam podjąć ważną decyzję w czasie owej. Te poważne wybory przechodzą zwykle praktycznie bez żadnego echa.

Misje poboczne

Są dwojakiego rodzaju, część to takie zadania przynieś, wynieś, pozamiataj, jakie dostajemy podczas pobytu na ważnych lokacjach, gdzie możemy sobie porozmawiać. Inne to misje na obcych planetach. Teoretycznie nie musimy ich realizować, ale gra je nam z upodobaniem wpycha kiedy tylko może. Realizując jeden z takich przydziałów, zdobywamy naszą specjalizację. Nieco dziwny sposób rozwoju postaci.

Niestety owe obce planety to w zasadzie wszystko jedno i to samo. Różnią się jedynie teksturami i pofałdowaniem terenu. Niekiedy wygląda to bardzo ładnie, ale po krótkim czasie zaczyna to wszystko zwyczajnie wiać nudą. Jeszcze gorzej ma się sprawa z różnego rodzaju bunkrami, budynkami, kopalniami, statkami czy stacjami kosmicznym jakie przyjdzie nam odwiedzić. Wszystkie one zostały zrealizowane za pomocą kilku map. Niezależnie więc jak daleko nie lecimy po galaktyce, możecie być pewni, że jaskinie będą i tak wyglądać tak samo. Można co najwyżej zmienić się układ śmieci w środku.

Również same misje nie różnią się od siebie wiele. Głownie polegają na rozwaleniu wszystkiego co się rusza. Czasem okazyjnie można z kimś pogadać.

I inne niedopracowania

Odnoszę wrażenie, że ta gierka powstała jako test. Twórcy mieli jakaś koncepcję, zlepek z wielu różnych innych produkcji, którą chcieli najszybciej wydać. Nie dopracowano jednak zbyt wielu szczegółów by uszło to uwadze gracza, który postanowił zrobić coś więcej niż tylko jak najszybsze ukończenie gry. To wszytko ujawnia się jednak dopiero później, kiedy zauważamy, że do końca jeszcze trochę, a mamy maksymalną ilość pieniędzy, czy omniżelu, albo, że porządkowanie automatycznie podnoszonych przedmiotów po każdej potyczce to katorga.

Natrafimy na wiele błędów. A posiadacze niektórych kart graficznych na jeszcze więcej, w tym i takich, które uniemożliwią im granie. Ja nie mogłem zagrać w załączony dodatek. Podobno przyczyną jest właśnie polska wersja językowa. Nie sprawdzałem, nie wydaje mi się. Ale jeśli to prawda, to nie dość, ze producent się nie popisał, to jeszcze dystrybutor dorzucił coś od siebie do tego nie najlepszego obrazka.

Podsumowanie

Mass Effect to gra słaba. Miejscami dość nudna. Niedostatecznie przetestowana. Fabuła jest dość filmowa, czasami jednak lekko przesadzona. Mimo wszystko jednak grę polecam. Może nie doradzam, żeby od razu biec do sklepu, ale jeśli kiedyś będziecie mieć okazję, by zagrać za niewielkie pieniądze, skorzystajcie. Np. jak będą ją rozdawać za darmo. Bo coś jest w tej produkcji. Coś, co mimo tych wszystkich wad skłaniało mnie by zagrać dalej. By zagrać po raz kolejny, by próbować zdobywać te nieprzemyślane osiągnięcia (tak nawiasem, każde z nich, daje nagrodę do rozgrywki). Obecnie świat oczekuje na część trzecią. Ja z radością sięgnę po część kolejną. Zobaczymy czy coś się zmieni.

Linki

4 thoughts on “Mass Effect

  1. Mass Effect to gra słaba.

    Smucisz mnie. Mi się osobiście ME bardzo podobało.

    Nie znalazłem / odczułem tak bardzo rażących błędów – jedyne co mnie wnerwiało na maxa to sterowanie “łazikiem”, na szczęście w 2ce jak już musimy się nim poruszać, to sterowanie jest o niebo wygodniejsze.

    Like

  2. Smucisz mnie. Mi się osobiście ME bardzo podobało.

    A przeszedłeś ją całą? Nie wkurzała cię monotonia tych wszystkich planet, brak jakiegoś info, co gdzie jest, jakie zadanie itd… Wielka Cytadela, która okazała się kilkoma mapkami, poboczne zadania, które robiło się od niechcenia?
    Poza tym: doczytaj dokładnie.

    Like

  3. Przeszedłem, i ME2 też.

    Planety mnie jakoś nie nudziły, grało się w miarę przyjemnie. Poboczne zadania (głównie: eksploracja planet, szukanie artefaktów, minerałów etc) mnie nie wciąga, bo nie gram by zdobyć 100%, a jak sam zauważyłeś, w pewnym momencie jesteś too-cool-for-school i więcej kasy/omnigel nie ma sensu zbierać a XP już wypompowany na maksa.

    Wielka Cytadela … cóż – ale tak jest praktycznie w każdej grze – jedyny wyjątek RPG jaki kojarzę to Baldur’s Gate i podobne.

    Like

  4. Poboczne zadania (…) mnie nie wciąga

    No widzisz. Ja należę do osób, które lubią wgryźć się w rozgrywkę, w końcu po coś te zadania poboczne tam umieszczono. A to, że potem już się miało wszystkiego za dużo dowodzi jedynie, że gry nie zbalansowano. I to ostro. Wniosek: słabe wykonanie.

    Wielka Cytadela … cóż – ale tak jest praktycznie w każdej grze – jedyny wyjątek RPG jaki kojarzę to Baldur’s Gate i podobne.

    Czy ja wiem, Wrota Baldura i Akathla (czy jak to się pisało) były lepiej zrealizowane.

    Like

Comments are closed.