Kaznodzieje

W pewnej szacownej prasie znalazłem krótki artykuł o najmłodszym kaznodziei na świecie. Kiedy to oglądałem (chodzi o opisane w nim filmiki) nasunęło mi się skojarzenie z baśnią “Nowe szaty cesarza”, kiedy to na końcu jakieś dziecko krzyczy król jest nagi.

Wyłóżmy sprawę: 4 letni chłopiec, syn pastora już w wieku 21 miesięcy chwycił za mikrofon i ku radości rodziców, zaczął naśladować swojego tatę. Tzn, coś tam paplając po swojemu, z charakterystyczną dla pewnego gatunku głosicieli słowa bożego intonacją i ekspresją, na oczach zebranych podczas nabożeństwa. To akurat zostało zamieszczone online.

Dziś, jak wspomniałem, chłopak ma cztery lata, ale wciąż głosi kazania. Tyle, że już nie w śpioszkach, ale w garniturze i nawet ma Biblię(?). Wątpię oczywiście, że potrafi ją czytać, ale nie przeszkadza mu to ją kartować w czasie pracy. No i słowa są oczywiście bardziej składne. Choć w mojej opinii jest to zlepek hasełek, jakie pewnie ów młodzian zasłyszał na występach swojego ojca.

Jak wynika z krótkiego wywiadu rodzice są dumni z latorośli i uważają jego zachowania za dar boży. Trochę przesadzili. Każde dziecko przecież naśladuje opiekunów, a to że nie boi się publicznych wystąpień można prosto wytłumaczyć: jest za młody aby wiedzieć co to trema. Dzieci już tak mają, dopiero potem się uczą wstydzić. Nie wierzę też, że chłopak jest zupełnie świadomy tego co mówi, on tylko powtarza za swoim autorytetem i jest szczęśliwy jego zadowoleniem.

A o co mi chodzi z tym cesarzem? Nieświadomie malec, z dziecięcą szczerością, podsumował profesję taty. Że wystarczy tylko tych parę sloganów i wywrzeszczenie ich z przytupem żeby widownia była zadowolona. Jakoś nie widzę wielkiej różnicy w odbiorze jego kazań. Być może świadczy to o potrzebie zmian w prowadzeniu ceremonii, bo znudzeni parafianie wyrażają w ten sposób pragnienie jakiejś odmiany. A może słowa mają dla nich drugorzędne (może nawet żadne) znaczenie, a chcą emocji i show. Wygląda na to, że do tego wystarczy czterolatek.

Na podstawie: “4-latek, który prawi płomienne kazania w kościele. Śmieszne czy straszne? [FILM]“. Tak, to “Deser”. a gdzie indziej spodziewaliście się takiego rodzaju doniesień?

Słowo na niedzielę #9

Stary numer “Gościa Niedzielnego”, jaki skądś wytrzasnąłem (nie wnikacie) donosi, że coraz więcej Chińczyków nawraca się na Katolicyzm, za sprawą lektury Biblii. Korzystając z okazji, chciałem tutaj zauważyć, że tzw. “Pismo Święte” to nie tylko “kazanie na górze”. Tak więc zalecam uważne patrzenie na ręce owym konwertytom. Nigdy nie wiadomo, co dokładnie wyczytali i tak bardzo im się spodobało w nowej wierze.

Przy okazji nie rozumiem, czemu akurat lektura Biblii, nawet “Nowego Testamentu”, bez żadnej oficjalnej interpretacji, może powodować nawrócenie się na Katolicyzm. Obecnie jest jest on diametralnie różny od tego, co można znaleźć w rzeczonej książce.

Jeśli nie wiesz, o co chodzi mi w pierwszym paragrafie, to przeczytaj Biblię (całą, nie wybrane fragmenty). Albo chociaż obejrzyj “Mechaniczną Pomarańczę”.