Gwiezdne wojny: Część I – Mroczne widmo

Nie jestem wielkim fanem Gwiezdnych Wojen. Piszę tutaj wyłącznie o filmach, całe to uniwersum i wszystko z nim związane pomijam. W sumie nie ma powodów, aby być ich fanem. Słaba fabuła, infantylne postacie, wymieniać mógłby długo. Niektórzy w mojej niechęci doszukują się jakiś powiązań ze Star Trekiem, ale co ma niby seria ST do SW? Całkiem niedawno uświadomiłem sobie, że choć oglądałem najnowsze epizody dzieła George Lucasa, to jednak za nic nie pamiętam o co w nich chodziło. Znam z grubsza fabułę, ale czemu coś się stało? Nie kojarzę. W dodatku naszło mnie jakieś głupie uczucie, że przysypiając na seansach, nie pozwoliłem tym obrazom się wykazać, przekonać mnie do siebie. Podjąłem decyzję, obejrzę GW na trzeźwo. I to właśnie zrobiłem.

Pozwolę sobie oszczędzić oceny “Gwiezdnych Wojen: Mrocznego widma”. Z litości. Nie co kopać leżącego. Zamieszczam jedynie jego streszczenie, by nie musieć go potem sobie przypominać raz jeszcze. A… to oznacza, że poniżej lecą same spoilery, tak więc jeśli ktoś nie oglądał (szczęściarze… no dobra, przesadzam), niech czuje się ostrzeżony.

Streszczenie fabuły

Zaczyna się od tego, że Federacja Handlowa, zwana w skrócie Federacją (ciekawe, czy to jakaś szpila do Star Treka) zorganizowała sobie blokadę planety Naboo. Czemu tak zrobiła? Nie wiadomo dokładnie, bo są chciwi i ktoś tam pokłócił się z kimś o cła. Czaru goryczy dopełnia fakt, że Senat Galaktyki to ogromna biurokratyczna instytucja, która zamiast podjąć szybkie i stanowcze kroki, grzęźnie w sporach i debatach. Niemniej jednak na Naboo, z decyzji głównego kanclerza pojawiają się dwaj Jedi jako ambasadorzy. W praktyce jak zrozumiałem, mieli wymusić na Federacji zaprzestanie tych całych wygłupów. Rycerzami owymi są Qui-Gon Jinn i jego uczeń Obi-Wan.

Głównymi siłami zbrojnymi owej Federacji są droidy. W dodatku blokada jest tylko przykrywką do poważniejszego planu: zbrojnego podboju Naboo. A za wicekrólem (dowodzi Federacją) stoi jakiś pan w kapturze – lord Sidonius. On też zaleca przyspieszenie planu najazdu i zamordowanie ambasadorów. Po dziecinnych scenach bitewnych obaj Jedi salwują się ucieczką na Naboo, gdzie trafią na Jar Jara i przypadkiem zyskują sobie jego dozgonną wdzięczność. Następnie po kaleczącej umysły (również bohaterów) rozmowie ten błazen zabiera ich do podwodnego miasta swoich pobratymców. Stamtąd cała trójka płynie do pałacu królowej Naboo, po drodze podziwiając lokalną faunę głębokomorską i prowadząc konwersację z Jar Jarem.

W między czasie Federacja aresztuje królową Amidalę. Ale krótko ją mieli, bo odbijają ją nasi dzielni rycerze. Razem z jej najbliższą świtą uciekają z planety. W czasie ucieczki postrzelony statek zmuszony jest do lądowania na Tatooine. Warto wspomnieć, że scena ucieczki z Naboo, to scena kiedy na ekranie pojawia się R2-D2. Według mnie miał po prostu najwięcej szczęścia, ale bohaterowie zgodnie przyznali mu szereg ludzkich cech takich jak poświecenie, zaradność i bohaterstwo. Od tej pory razem z Jar Jarem będzie się kręcił blisko głównych postaci. Federacja rozpoczyna poszukiwania i mamy krótką prezentację Darth Maula.

Tatooine to pustynna planeta, rządzona przez Huttów (tak, to ta duża tłusta glizda), gdzie mieszka też Anakin Skywalker wraz z matką. Qui-Gon, R2-D2, Jar Jar i Padme – jedna z służek królowej, szukają na niej części zamiennych w sklepie pewnego latającego słonika (Toydarian – to nazwa rasy). Jest on też właścicielem (panem) Anakina wraz z matką. Bohaterowie nie mają za co zapłacić handlarzowi. Nieco zbiegiem okoliczności, młody niewolnik podsuwa im rozwiązanie. Ogólnie rzecz biorąc, chodzi o to, że chłopak stanie do wyścigu i jeśli wygra Jedi dostaną części zamienne. Qui-Gon dodatkowo postarał aby mały odzyskał wolność. Dlaczego? Bo zauważył, że rezolutny młodzieniec ma zadatki na niezłego Jedi (podobno predyspozycje ma większe niż sama mistrz Yoda, tłumaczone to jest przez obecność w jego komórkach jakiś małych paskudztw).

Zanim jednak dochodzi do wyścigu, widz jest raczony sceną odprawy Sithów. O ile się orientuję padły tam jedyne linijki dialogów Darth Maula. Wspomnę też o pojawieniu się C3-PO, którego Anakin własnoręcznie zbudował. Zapytana o ojca matka chłopca, zasugerowała dzieworództwo (jakaś aluzja do Chrystusa?). Co było potem: no cóż, po wygranej w wyścigu ścigaczy, nasi bohaterowie i Anakin zbierają się do odlotu. Tu właśnie nagle następuje małe salto. Bo nagle wszyscy w popłochu uciekają, a za nimi, na czymś w rodzaju motoru lewituje Maul. Nawiązuje się jego walka z Qui-Gonem ale dzielny i nieustraszony Jedi ucieka.

Nasi bohaterowie zmierzają na planetę Senetu – Coruscant. W tym czasie można się dowiedzieć np., że Naboo to demokracja (a ta królowa, to jakaś elekcyjna?), na Naboo ludzie głodują, jedyni przedstawiciele poprzedniej władzy rozpaczliwie proszą królową o odpowiedź (ale nie może ona złamać ciszy radiowej w objawie przed wykryciem), albo że mały Anakin bardzo Padme polubił. Samych Jedi bardzo zaniepokoił napotkany przeciwnik, jeszcze nawet nie podejrzewają, że mieli do czynienia z Sithem (mroczni, źli Jedi).

Coruscant to planeta pokryta jednym miastem. Na spotkanie królowej Amidali wyszedł senator Palpatine oraz sam kanclerz Valorum. Po grzecznościach itd. senator zaczyna mącić w głowie młodej obładowanej makijażem i biżuterią władczyni: rządzi biurokracja, kanclerza posądzono o korupcję… podsuwa jej myśl o wotum nieufności dla Valorum, bo to jedyna opcja na szybkie załatwienie problemu Naboo, cierpiącego pod jarzmem okupacji. W między czasie na radzie Jedi, gdzie między innymi zasiada Yoda, Qui-Gon sugeruje, że walczył z Sithem (a podobno wybito ich tysiąc lat temu), a młody chłopak z Tatooine, został spłodzony przez te małe paskudztwa z jego komórek i prawdopodobnie został zapowiedziany w jakimś proroctwie (teraz to już na pewno coś z Jezusem). Rada zgadza się na jego Próbę, ale niechętnie.

Podczas przemówienia w sprawie Naboo, królowa wymięka, kiedy okazuje się, że sprawa nie zostaje załatwiona szybko (reprezentacja Federacji zadbała o to) i decyduje się powołać się na prawo veta przeciw, w sumie przychylnemu jej, kanclerzowi. W między czasie Obi-Wan strofuje swojego mistrza, za fikanie do radnych i nie przestrzeganie kodeksu Jedi, a Anakin jest poddawany Próbie. Podczas niej dowiaduje się, że strach jest drogą do Ciemnej Strony Mocy. Jak tylko wychodzi na jaw, że Palpaine stał się silnym kandydatem na nowego kanclerza, Amidala podejmuje decyzję: wraca na Naboo, aby dowodzić powstaniem. Rada Jedi odmawia szkolenia dla zbyt starego Anakina. Zleca też Qun-Gonowi towarzyszenie królowej, w nadziei, że uda się czegoś dowiedzieć o Sithach. Wszyscy lecą więc z powrotem.

Królowa nawet ma ciekawy pomysł, potrzebuje jednak wcześniej dogadać się z Gunganami (ludem Jar Jara). Obie rasy nie darzą się specjalnie sympatią, ale kiedy Padme ujawnia całą tą hecę z symulantką (Padme jest prawdziwą królową, a jedna z jej służek-strażniczek udaje ją w pewnych sytuacjach) i pada na kolana przed wodzem Gunganów, ci ostatecznie zgadzają się pomóc. Federacja może jedynie oczekiwać na ich posunięcie. Razem z nimi czeka też Darth Maul, posłuszny holograficznej wizji swojego mistrza.

Plan królowej Amidali (Padme, jak zwał tak zwał) polega na odciągnięciu uwagi armii droidów Federacji przez armię Gunganów, zakradnięciu się do pałacu i zaaresztowania Wicekróla. W dodatku szwadron myśliwców na rozwalić wielką stację kierującą droidami. Jar Jar został mianowany generałem (litości…), a wicekról Federacji Handlowej dostał wyraźny rozkaz od Sidonisa, aby zniszczyć wszystkich powstańców.

Scena bitwy nie należy do szczególnie udanej. Jest prawdę mówiąc przygłupawa. Zresztą, pobratymcy Jar Jar jedynie stali w miejscu i rzucali do droidów niebieskimi kulkami. Sam Jar Jar oczywiście odstawił właściwe sobie cyrki. Kiedy królowa i Jedi uwolnili pilotów, Anakin stwierdził, że najlepiej będzie mu się schować w kokpicie jednego z myśliwców. Na scenę wchodzi Darth Maul (wcielający się w niego aktor najlepiej się porusza ze wszystkich władających Mocą), obaj Jedi honorowo jednocześnie podejmują z nim walkę. Maul, co tu dużo pisać, spuszcza im niezłe manto.

Ale, w między czasie Anakin zrządzeniem losu, z zerową znajomością pilotażu, uczestniczy w bitwie ze stacją dowodzenia i jako jedynemu udaje mu się wyłączyć jej generatory pola siłowego. Zanim to uczynił Gungale mocno obrywali, co nie przeszkadzało Jar Jarowi pajacować w najlepsze. Drużynie królowej udaje się porwać wicekróla. W tym samym czasie Maul rani śmiertelnie Qun-Gona i prawie zabija Obi-Wana, ale przez niedopatrzenie ginie z jego ręki.

Jak łatwo się domyśleć, następuje tak upragniony przez widza koniec. Umierający Qun-Gon uprasza swojego ucznia aby szkolił Anakina, a nowo mianowany kanclerz Palpatine obiecuje, że będzie śledził karierę chłopca. Naboo znów jest bezpieczne, a Federacja zostaje upokorzona. Rada Jedi (w osobie Yody), w końcu zgadza się aby Anakin był szkolony. Przyznaje, że Maul był Sithem, co automatycznie rodzi pytanie, gdzie jego mistrz, lub uczeń. Mieszkańcy Naboo świętują zwycięstwo, a Anakin ma nową fryzurę i szaty.

Podsumowując

W całym tym filmie podoba mi się spisek jaki wymyślił Palpatine, aby zdobyć władzę. To dobry motyw. Szkoda, że to jedyny taki normalny, niedziecinny wątek fabuły, bo o reszcie można i należy zapomnieć. Ciekawi mnie też, czy ktoś, kto kompletnie nie zna historii z późniejszych filmów, domyśli się, że lord Sidonius i Palpatine to ta sama osoba. W filmie nie jest to wprost powiedziane, jednocześnie można mieć pewne podejrzenia. Ale, to zupełnie inna historia.

W każdym razie obejrzałem uważnie całe “Mroczne Widmo” i już z czystym sercem mogę mówić, że to film słaby, ładny, kolorowy i infantylny. Kpina z fanów, którzy już wydawać by się mogło nieco podrośli.

Linki