Gwiezdne wojny: Część II – Atak klonów

W poprzednim tygodniu rozprawiłem się z pierwszym epizodem Gwiezdnych Wojen. Czas na kolejny – “Atak klonów”. Trzeba mi się przyznać, że o ile jakoś w miarę “Mroczne widmo” pamiętałem (głównie te jego najsłabsze momenty) to ten oglądałem praktycznie jak pierwszy raz. Fabuła tego epizodu toczy się po upływie dziesięciu lat od wydarzeń z poprzedniego.

Streszczenie fabuły

Źle się dzieje w Republice. W Senacie zapanował chaos. Tysiące układów zamierza opuścić Republikę, a na dodatek pojawił się tzw. ruch separatystów, dowodzony przez niejakiego Dooku, który przeszkadza Jedi, w utrzymaniu porządku. Była królowa Naboo – Amidala, ta sama co poprzednio – leci na Coruscant, aby wziąć udział w obradach nad projektem utworzenia Armii Republiki, która by być remedium na jej problemy. Jednak na życie pani senator ktoś nastaje. Dzięki podstępowi umiera zamiast niej jej sobowtór (miała na imię Corde).

Coruscant – planeta Senatu

Kolejna scena przedstawia krótką pogadankę rady Jedi z kanclerzem Palpatine, która streszcza to co można było wyczytać z napisów na początku. Dodatkowo Yoda musi przyznać, że Ciemna Strona mocy przesłania mu przyszłość. Do sali wchodzi komitet lojalistów, między innymi i senator Amidala. Obecni zaczynają przedyskutowywać nieudany zamach na jej osobę. W zasadzie nie wiadomo kto za tym stoi. Sama zainteresowana podejrzewa samego Dooku. Tu widz dowiaduje się, że hrabia (bo taki ma tytuł, eh, te meandry demokracji), był kiedyś Jedi i to przecież niemożliwe, by mógł zlecać takie rzeczy. W każdym razie pada propozycja (od kanclerza) przydzielenia byłej królowej ochrony, w postaci znanego jej mistrza (awansował) Kenobiego. Tak swoją drogą, wśród delegatów można zaobserwować Jar Jara, na szczęści nic nie mówi, ani też nic nie robi.

W kolejnych ujęciach widzimy Obi Wana wraz z jego padawanem: Anakinem. Chłopak nieco podrósł. Dorobił się też dziwnego warkoczyka i pomimo tylu lat nie potrafi zapomnieć o Padme. Jego nauczyciel dalej ma drętwe dowcipy. Po przywitaniu, również z Jar Jarem, Anakin nieco błaźni się przed panią senator, a następnie otwarcie kwestionuje autorytet zarówno swojego mistrza jaki i rady Jedi przez podjęcie się ustalenia tożsamości zamachowców. W pomieszczeniu zapada niezręczna cisza, a Kenobi zmuszony jest sprowadzić młodzika do pionu. Ten po wszystkim bardziej przejmuje się brakiem jakiejś żywiołowej reakcji Amidali na jego widok.

Nachodzi noc. Gdzieś w mieście, niejaka Zam raportuje nieudaną próbę zamachu. Jej rozmówca, koleś przebrany jak Bob Fett (znają go ci, którzy oglądali oryginalne filmy – tutaj jest to jednak Jango Fett), daje jej pojemnik z jakimiś robakami i nakazuje pośpiech z podjęciem kolejnej próby. Zanim to nastąpi dowiadujemy się np. że Anakina męczą sny o matce, a Kenobi ma dość sensowne poglądy odnośnie polityków, podczas gdy jego uczeń ufa zarówno w Padme, jak i Palpatina.

Z powrotem na Naboo

Żeby już nie przedłużać, po uratowaniu skóry byłej królowej, w czasie kolejnej próby ataku na jej życie. Obaj Jedi ruszają w dość efekciarski pościg. W końcu lądują w jakimś klubie, gdzie Kenobi próbuje swoich mocy na słabym umyśle dilera. Zamachowca ujęto, w czasie przesłuchiwania, kiedy miał właśnie zdradzić kto go najął, niedoszły rzeczony uśmiercił go zatrutą strzałką i odleciał na swoim jetpacku.

Rad Jedi zleca Kenobiemu wytropienie zleceniodawcy, a ochrona Padme przypada Anakinowi. Rada doradza, mu aby wrócili w tajemnicy na Naboo. W przekonaniu senator do tego planu pomaga Palpatine. W czasie prywatnej audiencji u kanclerza ten zasiewa w głowie Skywalkera ziarenka samouwielbienia, z których później przyjdzie mu zebrać plonu. Ale nie uprzedzajmy kolejnej części. W między czasie Kenobii rozmawia z mistrzami Yodą i Mace Windu o swoim uczniu, wyraża swoje obawy o los młodzieńca, ale lewitujący Yoda podtrzymuje decyzję rady o samodzielnym zadaniu dla niego. Mace Windu z kolei wspomina o tej przepowiedni, która ma rzekomo Anakina dotyczyć.

Padme przekazuje swoje obowiązki Jar Jarowi i co ciekawsze w subtelny sposób gasi jego przypływ emocji. Oboje z Anakinem zbierają się do podróży, mają między innymi więcej czasu dla siebie. Wychodzi z tego, np. to, że młody uważa się za gotowego do próby (na mistrza) oraz, że przewyższa swojego nauczyciela, którego wady mógłby długo i namiętnie wymieniać. A tym czasem Obi-Wan odwiedza swojego znajomego (Daksa), który wyjaśnia mu pochodzenie strzałki. Wskazuje na planetę klonerów: Kamino. Jak się okazuje, planeta ta została usunięta z archiwum Jedi. To mógł zrobić jedynie członek zakonu. Jednak kto to zrobił i po co? Ta scena wydaje mi się nieco niepotrzebna, bo Kenobi i tak posiadał jej lokalizację, czy na prawdę mistrz Yoda musiał mu powiedzieć o usunięciu plików? Czy chodziło raczej o pokazanie go i ćwiczących młodych adeptów?

A na Naboo Padme i Anakin gaworzą w najlepsze. Dowiadujemy się, że faktycznie tamtejsze królowe są elekcyjne (zwracam honor), Amidala została poproszona o byciem senatorem przez nową władczynię (facetów nie wybierają?), jest ona przeciwna militaryzacji Republiki, a samo Naboo niewiele zyskało z związku z udaremnieniem niecnych planów Federacji, ta zaś praktycznie nie ucierpiała. Pomijając kilka prodemokracyjnych hasełek doszło też do małej kłótni Anakina z Padme o władzę.

Kamino – planeta Klonerów

Obi-Kan leci na Kamino gdzie, ku swojemu zdziwieniu, nie tylko zostaje miło przyjęty, ale był również oczekiwany i to nawet od kilku lat (tak nawiasem, Kamino wydała mi się znajoma i faktycznie – pojawiła się w grze “The Force Unleashed 2”). Tutaj wychodzi na jaw, klonerzy hodują armię klonów dla Republiki, którą zamówił Jedi, zmarły 10 lat temu. Wiceminister myślał, że Kenobi przyleciał na inspekcję i nie przeszkadza mu jego zaskoczenie, czy pytania. Dawcą genów dla całej tej hałastry przyszłych szturmowców jest nasz znajomy łowca nagród – Jango Fett. W ramach zapłaty dostał też swojego własnego nie zmodyfikowanego w żaden sposób klona, którego nazwał Bob. Osobiście nieco mierzi mnie takie wpychanie na siłę do głównego wątku znanych bohaterów z przyszłych części.

Obi-Wam zmagał się z wiecznym deszczem na oceanicznej planecie, a Padme zaczęła współodczuwać miłość Anakina. Oszczędzając masy źle napisanych dialogów, sielskich widoczków i popisów napełnionego testosteronem młodzika, napiszę, że Padme kończy ten rozpoczynający się romans przez trzeźwe spojrzenie na sytuację obojga. Wracając na Kamino, kiedy Obi-Wan spotyka się w końcu z Jango, zaczyna mieć pewne podejrzenia. Jego raport przesłany radzie Jedi, dowodzi przede wszystkim ich (Jedi) słabości: nie tylko nic nie wiedzieli o klonach, także muszą przyznać, że Moc w nich osłabła. Kebobi podejmuje próbę schwytania łowcy nagród, w wyniku której ten ucieka, a na jego pojeździe znajduje się nadajnik, który rycerz śledzi.

Z wizytą na Tatooine

Anakin ma znowu koszmary, na tyle poważne, że decyduje się opuścić Naboo i lecieć sprawdzić co dzieje się z jego matką. Padme zaś mu towarzyszy. Na Tatooine najpierw znajdują byłego właściciela Anakina, a ten kieruje ich na farmę Owenów (tak, tych Owenów, którzy potem wychowali jego syna w kolejnych epizodach). Znajdują tam między innymi i C3-PO. Z krótkiej rozmowy wynika, że dawna pani Skywalker (obecnie Owen) została porwana przez Ludzi Pustyni. Rzecz jasna młody Jedi rusza na poszukiwania.

W między czasie Obi-Wan, cudem unikając śmierci z rąk Fetta, któremu żywo wtóruje jego syn, ląduje na Geonosis. Planeta ta jest ukrytą wielką fabryką droidów bojowych Federacji. Tak się też składa, że Kenobii podsłuchuje spotkanie hrabiego Dooku, wicekróla Federacji i kilka innych ważnych osobistości podczas ich narady. W zasadzie wiele się nie dowiedział. Tyle, że to szef Federacji Handlowej chce głowy Amidali, a do paktu Dooku dołączają kolejni potężni sojusznicy. Słowem za dobrze nie jest.

Skywalker znajduje szukany przez niego obóz, znajduje też swoją matkę, ale ta umiera w jego rękach. Kierowany wściekłością i rozpaczą wybija wszystkich w pobliżu (to nie jest pokazane, ale wspominał o tym później). Jego uczucia docierają do zmysłów samego mistrza Yody.

Obi Wan zaś, chcąc nadać raport, boryka się z problemem za słabego sygnału i za dużej odległości. Próbuje kontaktować się więc z Naboo, gdzie miałby być jego padawan. Tak właśnie odkrywa, że ów tak na prawdę znajduje się na Tatooine. Trochę późno, ale jednak jego przekaz trafia na planetę Senatu, jak i do jego ucznia, który po pogrzebie swojej rodzicielki ma czas na użalanie się nad sobą w obecności swojej ukochanej. Tu warto zaznaczyć, że deklaruje on pokonać samą śmierć. Jest to o tyle ważne, że zostanie to wykorzystane w kolejnej części, przez Palpetine’a. Wracając do sprawozdania jego nauczyciela, razem z Padme decydują się polecieć mu na pomoc (w końcówce przekazu okazuje się, że jest w sporych tarapatach), wbrew bezpośredniemu rozkazowi mistrza Wendu. Wiadomość z Geonosii sprawia też, że senatorzy rozważają pomysł przyznania kanclerzowi nadzwyczajnych uprawnień, aby mógł on powołać Armię Republiki w trybie przyspieszonym. Do zgłoszenia tego wniosku wypchnięto Jar Jara.

Przygody na Geonosis

Kenobi korzysta z chwili relaksu w więzieniu hrabiego Dooku. Sam pan tych włości, zamieszkałych przez rasę brzydkich insektoidalnych humanoidów, zdolnych do latania, zaszczycił go wizytą. Podczas rozmowy proponuje on rycerzowi przejście na swoją stronę. Ujawnia przy okazji parę ciekawych faktów, ot chociażby to, że Senatem zarządzają Sithowie. Wyjaśnia czemu Yoda i inni Jedi tego nie wyczuwają (czyli znowu argument z zasłoną Ciemniej Strony Mocy). Nawet wyjawia imię głównego złego – lorda Sidiousa i opowiada co naprawdę zdarzyło się dziesięć lat temu na Naboo. Kenobi nie wierzy, odmawia również współpracy.

W tym momencie następuje krótki przeskok akcji na Coruscant, gdzie Jar Jar przekonuje Senat do oddania władzy kanclerzowi. Ten niechętnie przyjmuje nowe obowiązki i obiecuje natychmiast je porzucić, gdy tylko kryzys minie. W swoim przemówieniu deklaruje miłość do demokracji i Republiki. Jego pierwszym rozkazem jest powołanie sił zbrojnych, młota na zagrożenie ze strony Seperatystów. Jedi (wszyscy dostępni) lecą na pomoc Obi Wanowi, zaś Yoda na Kamino, aby obejrzeć armię klonów.

Młodzieńczy zapał Anakina i Padme na nie wiele się zdaje. Zabawne, że Amidala deklaruje się rozwiązać sprawę dyplomatycznie, a jej, powiedzmy sobie, chłopak, znana swoje miejsce i nie śmie nawet się sprzeciwić. Za obojgiem rusza R2-D2 oraz wiecznie narzekający i przeciwny temu C3-PO. Jakiekolwiek negocjacje planowała była królowa Naboo, tak spaliło one na panewce, kiedy zostali zaatakowani przez rodzimych mieszkańców. Cała czwórka trafia na pasy montażowe fabryki droidów. Oszczędzając opisów walki, popisów akrobatycznych (Padme musiała grać w jakieś platformówki za młodu), czy chwil napięcia, wszyscy trafiają na wielką arenę, gdzie czeka już na nich Kenobi. Tu gdzieś mniej więcej pada chyba najgorszy dialog w całym filmie (ten z tym umieraniem po trochu), podczas którego Padme wyznaje miłość Anakinowi. Na arenie cała trójka zostaje przywiązana do wielkich słupów, a na nich napuszczone zostają jakieś trzy wielkie bestie (krzyżówka szczura i tygrysa, przeraza i dziwny nosorożec). Egzekucji przygląda się śmietanka tych złych.

Wbrew pozorom była królowa wcale nie jest taka bezradna: sama się rozkuła. Rzecz jasna cała trójka sobie w końcu poradziła. Logiczna propozycja wicekróla Federacji, aby po prostu ich zastrzelić została zignorowana. Kiedy na scenę wkroczyły pierwsze droidy, do akcji przyłączyli się też ukryci Jedi. A to spowodowało, że na arenę wmaszerowały kolejne zastępy droidów. Jedi choć walczą mężnie w końcu zostają zepchnięci do defensywy na środku. Tu trzeba też wspomnieć, że Padme, chociaż jest politykiem-pacyfistką, znakomicie strzela. W tej bitwie ginie, z ręki mistrza Windu, Jango Fett, co obserwował jego syn.

Kiedy już przegrana Jedi jest nieunikniona Dooku postanawia zapytać ich czy aby się nie poddadzą. Oczywiście otrzymał odpowiedź odmowną. Lecz zanim jego droidy zaczęły dorzynać resztę rycerzy, pojawił się Yoda wraz z posiłkami (czyli klonami). Po ewakuacji na polu bitwy pozostał tylko Bob rozpaczający nad hełmem swojego taty oraz oba ikoniczne roboty tych filmów (C3-PO miał swoje 5 minut wygłupów). Z pana sytuacji Dooku zamienia się w zbiega i choć wciąż dysponuje potężnymi siłami, jest zmuszony do ucieczki. Jedi w tym czasie gonią go wybijając wszystko na swej drodze (czyli głównie droidy). Hrabia przed ucieczką zabiera ze sobą plany Gwiazdy Śmierci.

Finał

Zanim jednak uratuje się z powierzchni planety przyjdzie mu stoczyć pojedynek z Anakinem i Kenobim. Anakin lekko pokpił sprawę, bo wyrwał się do przodu, zamiast uderzyć wespół ze swoim mistrzem. Hrabia Dook daje mi posmakować ciemnej strony Mocy, lecz kiedy obaj już leżą u jego stóp (a Anakin dodatkowo bez ręki), na salę, pomagając sobie laseczką, wchodzi Yoda. Obaj panowie mocują się na Moc, tzn, np. rzucają telepatycznie w siebie ciężkimi przedmiotami. Tutaj taka uwaga mi się nasunęła, Starkiller potrafił łapać i zgniatać statki w locie, a tutaj Yoda wyraźnie odczuwa zmęczenie z powodu paru kamyków czy większego boilera, coś ta Moc dziwnie działa. Oczywiście do szermierki mieczami świetlnymi też dochodzi. Ze sporą liczbą wszelkiej maści podskoków i innych wygibasów (tak nawiasem, wychodzi na to, że Yoda szkolił niegdyś swojego oponenta). Zły, rzecz jasna, ucieka. Leci wprost do lorda Sidoniusa. Ten zwraca się do niego lordzie Tyramusie. Obaj wyraźnie cieszą się z rozwoju wypadków, wszystko wszak dzieje się zgodnie z planem. Sithą bardzo zależało im na wojnie.

Tymczasem chociaż Jedi nie bardzo wierzą w słowa Sitha, decydują się uważnie przyglądać Senatowi. Anakin eskortuje Padme na Naboo. Yoda w swojej ostatniej kwestii deklaruje, że opadł całun ciemnej strony Mocy, początek nastał wojen klonów. Następnie widz obserwuje scenę załadunku oddziałów szturmowców, odlotu statków je transportujących i przyglądających się temu senatorów z kanclerzem na czele. Temu wszystkiemu przygrywa marsz Imperialny. A na Naboo senator Amidala i Skywalker, z nową robotyczną ręką, biorą ślub. Koniec.

Podsumowanie

Nie jest tak tragicznie jak w części poprzedniej. Głównie, zapewne przez zredukowanie pojawienia się postaci pokroju Jar Jara. Niestety dialogi są słabe. Kilka scenek zostało też nieco przesadzonych (np. ta w tej fabryce-odlewni). Można się też przyczepić do obecności takich postaci jak Fett, według mnie dodanych na siłę, bo fani je kojarzą. No i nie wspominając o brakach w logice, które nie zostały dostatecznie, o ile w ogóle, wyjaśnione (kto np. zapłacił za te klony). Film zatem w miarę znośny, jeśli wziąć pod uwagę, że to tylko Gwiezdne Wojny. To zaraz po nim wypada umiejscowić fabułę niegdyś opisywanego przeze mnie serialu Star Wars: The Clone Wars (2008-2009).