Wiedźmin

Niedawno pojawiła się kolejna część omawianego tytułu. Ja jednak należałem do tej części społeczeństwa, która nie mogła zagrać w jedynkę, bo miała za słaby sprzęt. Tak więc mój egzemplarz “Wiedźmina” leżał sobie na półeczce czekając na swój czas. I w końcu się doczekał.

Pudełko

Oj, ile to CD Projekt się narobił nad tą grą, ileż obiecywał, pokazywał itd… Ponoć dwa lata przerabiano silnik z “Never Winter Nights”, zatrudniono masę artystów (np. Bagińskiego do intra) i ogólnie wrzucono do tego projektu masę kasy. Oczekiwania więc po obu stronach barykady były olbrzymie: gracze chcieli znakomitej gry, lub chociaż niesprofanowania książek Andrzeja Sapkowskiego, a twórcy sporej sprzedaży.

Mnie wpadała w ręce tzw. “edycja rozszerzona”, która podobno poprawiła masę błędów jak również wprowadziła kilka innowacji. A dodatkowo dorzucono kilka osobnych przygód. Nie grałem w niezmodyfikowaną wersję. W wydaniu “Platynowej kolekcji” można też znaleźć drukowaną instrukcję jak i poradnik (solucję).

Fabuła

Fabuła “Wiedźmina” toczy się pięć lat po pięcioksięgu. Półżywy Geralt z Rivi pojawia się niedaleko Kaer Morhen i nic nie pamięta. Motyw z amnezją to chyba najprostsze zagranie przeznaczone dla tych którzy nie czytali oryginalnych powieści (np. dla graczy zza granicy), lecz złośliwie można też dodać, że to zapobiega pytaniu głównego bohatera o to ciągłe déjà vu. Ale tu trochę wyprzedzam. Krótko po tym jak Geralt doszedł do siebie, wiedźmini zostają zaatakowani i okradzeni. I właśnie pościg za złodziejami pakuje naszego protagonistę np. do nawiedzanej przez Bestię wsi, zainspirowanej Lovecraftem społeczności czcicieli Wodnych Panów, czy pomiędzy konflikt Wiewiórek i Zakonu Płonącej Róży.

Grafika

Pierwsze wrażenie jest jak najbardziej pozytywne. Wszystko jest ładne, ciekawie zaprojektowane, dobrze poprowadzone. Kiedy jednak dłużej zagramy, dostrzegamy problemy z wyświetlaniem obiektów, cieniów, tańczących brodach czy fryzurach ludzi z którymi rozmawiamy. Choć nie mam nic do zarzucenia modelom postaci, to jednak zbyt często się one powtarzają. W połączeniu z tym samym aktorem, który podkłada głos, miałem czasem wrażenie kompleksu siostry Joy.

Dla standardowych ustawień grafiki problematyczne jest też wyświetlanie się obiektów położonych daleko. W zasadzie to nie przeszkadza, chyba, że jest na bagnach, gdzie z daleka nie widać roślin, które budują nam mury okalające pewne obszary.

Prowadzenie historii

Gra podzielona została na rozdziały. Każdy z nich lekko odstaje od pozostałych, więc mam wrażenie, że odpowiadały za nie różne osoby. Ale chyba wszystkie one bezczelnie zdzierały z książek. Fragmenty dialogów, pomysły na postacie, czasem również pozbawione kontekstu. Rozumiem inspiracje (np. motyw z listem zaczynającym się od najdroższa przyjaciółko), ale to co dane nam jest doświadczyć w “Wiedźminie” to ewidentnie przesada. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że osoby dla których opisy przygód Geralta są obce, nie tylko nic nie zauważą, to jeszcze to nieświadomie docenią, lecz dla mnie, stanowiło to przejaw zwyczajnej tandety. Jednak np. rozdział czwarty wydaje się być zdecydowanie lepszy pod tym względem. Chyba, że ktoś wyjaśni mi, iż inspirowany jest opowiadaniem “Świat króla Artura. Maladie.”, którego akurat nie znam.

O oskryptowaniu

Idąc dalej szlakiem niedoróbek, proszę zwrócić uwagę na dziwnie napisane skrypty dialogów. NPCe często przerywają nam rozmowę po jakieś kwestii, zamiast wrócić do menu wyboru i trzeba zagadać postać jeszcze raz. Niby nie wiele. Często też w czasie przerywników filmowych, ni stąd ni zowąd, pojawią się dodatkowe postacie i powołują się na nieznane nam fakty – słowem w pewnych momentach historia zbyt gwałtownie przyspiesza. Raz też zdarzyło mi się uważać pewną sytuację za błąd gry, ale jak się okazało, po prostu nikt nie zadbał aby gracza o pewnych zdarzeniach poinformować.

A jeśli już wspomniałem o dialogach, to nie wiem czemu, kiedy przyjdzie nam spotkać się z Białą Raylą, wspomina się o jej kalectwie, pomimo iż jej model jest całkowicie sprawnym.

Inne błędy

Niestety dość często zamiast nowej lokacji przyszło mi oglądać tapetę na pulpicie. Na szczęście gra bez problemów po czymś takim rusza. Warto w każdym razie zapisywać często jej stan. Szkoda tylko, że nikt nie zauważył, iż program w żaden sposób nie limituje liczby plików zapisu. Sam je musiałem sobie usuwać, co zresztą odczuwalnie wpłynęło na pojawienie się menu wczytania (taka ciekawostka, wciągu przejścia całej gry zapisałem ją coś około dwóch tysięcy razy).

I prawie na koniec jeszcze jedna wada: brak wyzwania (przynajmniej na poziomie średnim). Walki z bossami kończyłem szybciej niż w ogóle zorientowałem się co działo się na ekranie. Jakoś na początku rozgrywki miałem więcej problemów (może to kwestia wprawy?). Podobnie sytuacja ma się z jedną z minigierek: walką na pięści. Najprostsza taktyka z samouczka doskonale sprawdza się nawet z rzekomo najlepszym przeciwnikiem w grze. Zupełnie już tutaj pomijam zawody w picu, gdzie jedyne co robimy to przeciąganie butelek alkoholu (no dobra, wiem, że w zasadzie i w rzeczywistości to nie jest nic skomplikowanego).

Podsumowanie

A teraz, po tym jak pozbyłem się już całej tej swojej żółci, wypada mi grę polecić. Bo gra się całkiem miło. Jasne, że nie napisałem nic na temat świetnej muzyki, systemu walki, alchemii, czy efektów sesji motion capture (są całkiem całkiem). Nic też nie wspomniałem o paru przekłamaniach treści książek (np. jakoś tak wydało mi się, że to nie Ostrit rzucił przekleństwo) pomijając fakt, że to akurat najmniejszy problem fabuły.

Nie napisałem nic również o kartach, przedstawiających akty różnych bohaterek płci niewieściej. A poniekąd jest to właśnie jeden z powodów dla których warto zagrać. Chodzi mi tu o to, że nie jest to gra zachodnia. Słowiańskie i ludowe motywy zdobnicze tu i ówdzie, potwory rodem z naszych lokalnych bajd i klechd. Albo to, że picie alkoholu jest czymś wplecionym w fabułę. Nie ma też tego dziwnego przekonania, że widok sutka jest znacznie bardziej deprawujący niż krwista animacja odrąbania głowy. Być może tak wysoko cenię tą, w sumie średnią produkcję, tylko dlatego, że jest z Polski, ale co mi tam. Liczę też, że twórcy wiele się nauczyli i “Wiedźmin 2” będzie lepszy.

Linki

13 thoughts on “Wiedźmin

  1. Ja niestety dużo nie pograłem, ale jeszcze zamierzam skończyć tą grę. Jeśli chodzi o część 2, to jeszcze na mnie poczeka – nie jestem z tych maniakalnych graczy, ale doceniam polskie produkcje.

    A skoro już o tym piszę: Two Worlds to też polska produkcja – mam część drugą, jeszcze czeka na swój czas. 😉

    Like

  2. Jestem na samym początku – w Wyzimie i mam za sobą kilka zadań.

    Wrażenia jak najbardziej pozytywne. Jest kilka rzeczy, które drażnią (np. te przerywniki i nieścisłości w niektórych momentach i trzeba dedukować o co chodzi), ale gra jest przyjemna.

    Like

  3. “Liczę też, że twórcy wiele się nauczyli i Wiedźmin 2 będzie lepszy”.

    No cóż, niestety nie jest. W skrócie: fabuła gorsza, dominuje wrażenie, że twórcy pogubili się w tym, jak chcą opowiedzieć tę historię. Tylko technikalia lepsze. A szkoda.

    Like

  4. Czepianie się o podobieństwo do książek do mnie nie trafia. Czytałem je na tyle dawno, że odczułem jedynie pasujący klimat. Wiele osób pewnie ma tak samo…

    Co do wyzwania, to fakt, że w wersji rozszerzonej dodali wyższy poziom trudności powinien coś już sugerować.

    Like

  5. @IRem: źle zrozumiałeś, nie chodzi o podobieństwo do książek, ale zdzieranie z książek motywów, pomysłów na postacie dalszoplanowe itd. NIe czepiam się o to, że w grze jest np. Eskel, czepiam się np. tego, że Magister jest kopią takiego Profesora.
    Poza tym, jak napisałem:

    Oczywiście zdaję sobie sprawę, że osoby dla których opisy przygód Geralta są obce, nie tylko nic nie zauważą, to jeszcze to nieświadomie docenią, lecz dla mnie, stanowiło to przejaw zwyczajnej tandety

    Like

  6. W wersji kolekcjonerskiej są filmy z wywiadami z twórcami. Na początku tytułowy Wiedźmin nie miał być Geraltem. Dopiero później doszli do wniosku, że ludzie chcą jednak grać głównym bohaterem, a nie obok niego. Może to jest powód, ze używali innych imion?

    Pamiętam, że w Blade Runner, też nie było się Deckardem, ale notorycznie natrafiało się na jego ślady, jakby był i działał obok nas. Osobiście znacznie bardziej mi się to podobało.

    Like

  7. Może to jest powód, ze używali innych imion?

    Profesor padł od miecza Gerlta.

    Pamiętam, że w Blade Runner (…)

    Blade Runner nie dział się po akcji książki z zamiarem jej kontynuacji (I w książce było o wiele więcej innych motywów niż były w filmie. Co wcale nie znaczy, że film był zły, był po prostu inny).

    Like

  8. Pisałem o grze Blade Runner.

    Gry akurat nie znam, tzn, coś tam mi się o uszy obiło, ale nic konkretnego. Mimo wszystko mój komentarz nie stracił mocy.

    Like

  9. Nie chcę do końca bronić tej gry, bo niektóre rzeczy i mnie wkurzały, ale na pewno nie będzie to kwestia zdzierania z fabuły książki. Amnezja jest tanią zagrywką, ale na pewno pomoże to ludziom, którzy nigdy nie czytali Sapkowskiego.
    O wiele bardziej dręczyło mnie to, że mimo nieliniowości i tak trzeba było zrobić coś, co było absurdalne do prowadzonej historii np: Z rozmów z Baraninią doszedłem do wniosku, że jest bandziorem, ale nie wie nic co mogło by mi się przydać. Po prawdzie nawet darzyłem go sympatią, po czym musiałem go zabić bo Raymomond tak powiedział.

    Like

  10. ale na pewno nie będzie to kwestia zdzierania z fabuły książki.

    A ja tego nie pochwalam. Zwłaszcza, że całkiem nieźle im wyszło kilka postaci, np. ten Javed, jest w miarę oryginalny.

    Amnezja jest tanią zagrywką, ale na pewno pomoże to

    Nie inaczej napisałem;)

    Po prawdzie nawet darzyłem go sympatią, po czym musiałem go zabić bo Raymomond tak powiedział.

    To się później rozwinie ta cała przygoda z Raymondem. Najwyraźniej w dialogach wskazałeś go jako winnego, też mi się to zdarzyło, cały ten quest jakiś taki zamotany był…

    Like

  11. Z rozmów z Baraninią doszedłem do wniosku, że jest bandziorem, ale nie wie nic co mogło by mi się przydać. Po prawdzie nawet darzyłem go sympatią, po czym musiałem go zabić bo Raymomond tak powiedział.

    Nie, nie musiałeś. Zabiłeś, bo tak Ci powiedziano, a nie bo musiałeś. Ten rozdział przeszedłem kilka razy, ani razu nie zabijając Baraniny.

    Like

Comments are closed.