Piosenka na dziś – Chili my: “Koniec Świata”

Jedną z nielicznych zalet ogłaszania co pewien czas rychłego kresu dziejów, głownie przez jakieś organizacje religijne, jest fakt, że temat podchwytują czasem i artyści. Robią np. głupie filmy, itp… ale trafiają się też takie całkiem sympatyczne piosnki, jak np. “Koniec świata” zespołu “Chili My”. Na ironię zakrawa fakt, że podobno ta grupa grała muzykę chrześcijańską.

http://www.wrzuta.pl/embed_audio.js?key=1iT6LA6RkIz&login=reemedium&width=250

Tylko, nie narzekajcie, że tak cisnę ten temat, przecież apokalipsy nie zapowiadają codziennie:)

Jutro koniec świata (znowu…)

Tak, proroctw pana Harolda Campinga ciąg dalszy. Nie stało się nic widocznego* 21 maja, ani tym bardziej 6 września 1994, ale jutro, to niemal pewne. Bo wszak jak powiada Pismo: do trzech razy sztuka. Dlatego piszę dzisiaj, bo jutro mógłbym nie zdążyć.

Tak? Że niby nigdzie w Biblii nie ma o tych trzech sztukach? Jak to nie, coś na pewno znajdzie! Przez prawie dwa tysiące lat chrześcijaństwa (w zaokrągleniu), tylu ludzi czytało tą przereklamowaną książkę, ale dopiero pewien amerykański biznesmen znalazł tam to, co teoretycznie wszyscy od początku tam poszukiwali! Pan go oświecił. Albo zamroczył, jak złośliwie niektórzy raczą uważać.

* Tak, wiem, o tym duchowym sądzie. To wyraźna inspiracja teologią Świadków Jehowy. W końcu mają większe doświadczenie, przesuwali datę apokalipsy tyle razy, że w końcu sprawę dokładnie przemyśleli. Może powinni go pozwać, czy coś? Zresztą z drugiej strony, takie zapożyczenia w religiach to nic niezwykłego.

Wracając do dzisiaj: mimo, że siedzę w tym temacie od jakiegoś czasu, wciąż nie mogę się nadziwić temu, że zawsze znajdzie się ktoś**, kto w te przepowiednie uwierzy. I to nawet tu w Polsce. To zdumiewające. I straszne. Niestety mój, nie oparty o Biblię, kodeks moralny zakazuje mi czerpać korzyści z tak ewidentnego przykładu ludzkiej głupoty. Mam nadzieję, że tym razem pastor, DJ, czy jak go określać, nie skoryguje swoich kalkulacji. Bo kończą mi się pomysły na opisywanie tychże.

Jak by ktoś mnie chciał zapytać: a co, jeśli naprawdę pojutrza nie będzie? To odpowiadam: to będzie tylko zbieg okoliczności, że kres naszej historii wypadł akurat na 21 października 2011.

** Odpowiem cytatem:

In 2009, the nonprofit Family Radio reported in IRS filings that it received $18.3 million in donations, and had assets of more than $104 million, including $34 million in stocks or other publicly traded securities.

Linki

Dennis Ritchie nie żyje

Kilka dni temu zmarł twórca języka C (teraz już wiecie skąd jarzycie to nazwisko, wy wszyscy, którzy uczyliście się programowania z książki “Ansi C”). Był również współtwórcą systemu Unix.

Dowiedziałem się o tym przypadkiem odświeżając swoje konto Blipowe. Zastanawiające jest to, że o ile o śmierci Steve Jobsa trąbiono wszędzie, to o odejściu pana Ritchiego cisza. A szkoda. [Źródło]

Sztuka argumentacji

Trzeba oddać Palikotowi, że ledwo co ucichła powyborcza wrzawa, a już widać jakieś wysiłki z jego strony do realizacji swoich postulatów. Mianowicie zadeklarował, iż będzie starał się o usunięcie krzyża z sali sejmowej. Może dla niektórych to żaden nius, ja jednak właśnie przed chwilą o tym przeczytałem. Ale ja nie o polityce…

Choć w sumie jeszcze nic w tej sprawie nie zrobił (przewodniczący Ruchu Palikota), poruszyło to już wiele osób. Między innymi i prezesa Prawa i Sprawiedliwości – Jarosława Kaczyńskiego. Ten zaś rozbawił mnie użytym argumentem rzuconym przeciwko pomysłowi pana Palikota. Mianowicie powiedział, jak donosi mi portal gazeta.pl:

krzyż musi wisieć w Sejmie, bo tak było zawsze

Tutaj mała ciekawostka: tej wypowiedzi brata zmarłego prezydenta nie znalazłem na portalu rp.pl. Interesujące… W każdym razie moja uwaga: kurz osiadły w sali, też tam był od zawsze, ale jakoś nie gani się sprzątaczek za jego usuwanie.

Pan Kaczyński raczył mnie również nazwać członkiem grupki o szalonych przekonaniach. Osobiście tą wypowiedź stawiam tuż obok np. niedawnej, o ukrytej opcji niemieckiej (czytaj: Ślązacy), czy kilku innych podobnych. A potem się pewnie pan Jarosław dziwi, że ma takie trudności w zebraniu elektoratu.

Linki

openSUSE: dodawanie obsługi protokołu Tlen do Pidgina

Ta notka jest przeróbką mojej poprzedniej: “Dodanie obsługi Tlen do Pidgina“. O ile tamta była dla Ubuntu, ta jest dla openSUSE 11.4.

  1. Instalujemy Pidgina ze źródłami. Polecenie: sudo zypper install pidgin pidgin-devel (można to też oczywiście zrobić za pomocą YaST-a, ale mam już swoje przyzwyczajenia, no i tak jest szybciej).
  2. Ściągamy najnowsze źródła z ~alek/pidgin-tlen
  3. Rozpakowujemy te źródła, gdzie nie ma znaczenia.
  4. Wykonujemy polecenie make w katalogu z rozpakowanymi źródłami.
  5. Edytujemy plik Makefile, drugą linijkę zamieniamy na: LOCALBASE?= /usr (czyli usuwamy frazę /local).
  6. Dla systemów 64 bitowych: trzeba zamienić katalog lib na lib64. W Vim-ie Możemy to zrobić za pomocą polecenia: :%s/\/lib\//\/lib64\//g (około trzech wystąpień).
  7. Zmiany oczywiście zapisujemy.
  8. Teraz możemy wklepać sudo make install.

Wygląda na to, że działa, choć w sumie, openSUSE mam dopiero od kilku dni.

Z ostatniej chwili (16.10.2012):

Autor pluginiu przeniósł się na GitHub.

Co wyniosłem z punktu wyborczego

Podczas przeglądania listy wyborczych zainteresowały mnie dwie rzeczy. Czemu poszczególne partie są w takiej a nie innej kolejności, a druga to czemu tylko SLD i PSL nie miały rozwiniętych skrótów jak reszta.

Ad 1) Jeszcze w lokalu stwierdziłem, że nie jest to porządek alfabetyczny. Rozważałem chronologię zgłoszenia, ale w końcu poszukałem odpowiedzi. Ta kolejność jest wybierana losowo przez Państwową Komisję Wyborczą. Dla przykładu: artykuł opisujący to wydarzenie z tego roku. Trzeba będzie mi częściej zaglądać do gazet.

Ad 2) To zależy od fantazji zgłaszającego. Komisja Wyborcza dopuszcza skróty. Czemu przedstawiciele tych dwóch partii (przynajmniej z tych partii, które były w moim okręgu) nie podali pełnej nazwy? Może obywatele nie kojarzą rozwinięć? Był chyba nawet odcinek “Matura to bzdura” właśnie o tym.

O “zwiastunie filmu Portal” i kimś kto nie lubi krytyki

Drogi użytkowniku X

Zamieściłeś notkę na głównej, a potem likwidujesz wszystkie krytyczne wobec tego komentarze. Bardzo mi przykro, że cię skrzywdziłem, ale widać mam rację, skoro nie pokwapiłeś się nawet o odpowiedź.

Powtórzę więc: zamieszczony przez ciebie filmik nie jest żadnym zwiastunem, jest filmem fanowskim i ma być taki krótki z założenia. Nosi on nazwę “Portal: No Escape” i można było znaleźć te dane w kilka minut po wpisywaniu w wyszukiwarkę fraz takich jak “portal”, “movie”, “trailer”. A… i jeszcze już ktoś go dużo wcześniej zmieścił na głównej, stąd go znam.

Rozumiem rozgoryczenie, ale żeby usuwać komentarze, bo ci się nie podoba ich wydźwięk? Bardzo nie ładnie. Bo się użytkownicy obrażą (ja już jestem na skraju) i kto będzie ci klikał w reklamę opon i ferii zimowych?

Z wyrazami politowania:
Sigvatr.

Gra o tron – sezon 1

Ostatni odcinek pierwszego sezonu tego wychwalanego pod niebiosa serialu za mną. Werdykt jednym słowem brzmi polecam, ale… (BTW: ta notka została dodana przez Jabbera)

… tak naprawdę to jakieś szczególnie wybitne dzieło nie jest. Mamy jasny podział bohaterów: Ned Stark jest honorowy, dobry, rodzinny i wierny – praktycznie żadnych skaz (no może tylko, że ścina łby i ma jednego syna z nieprawego łoża). Taka też jest jego rodzina. A królowa jest zła, niedobra i zdradziecka… jej synek jest chyba jeszcze gorszy. I to również rozciąga się na cały ród Lannisterów. Ale…

… są jeszcze bohaterowie drugiego planu. Np. członkowie rady królewskiej. Poza tym, cały sezon pierwszy jest dopiero jakby wstępem do kolejnych. Poznajemy w nim aktualną sytuację polityczną, kto z kim przeciw komu spiskuje, kto z kim spędza noce. Dowiadujemy się co dzieje się za Wąskim Morzem, a co za Murem, co zresztą wcześniej czy później zjawi się w owych siedmiu królestwach.

Sporym plusem jest też fakt, że serial oparty jest na książce. Nie ma czegoś takiego, jak niezniszczalność pewnych bohaterów, bo są lubiani, czy najbardziej kojarzeni z daną produkcją.

Podsumowując: jednak warto obejrzeć. Bo to faktycznie jeden z lepszych seriali w tym gatunku ostatnimi czasy. Można by go porównywać do “Dynastii Tudorów”, bo w obu przypadkach mamy takie polityczne intrygi, ale to nie do końca to samo.

Linki