Tak się rodzą mity

Jeśli przeczytasz krótki artykuł z serwisu Wyborcza, pt. “Kim staje się bogiem“, znajdziesz ten akapit:

Według oficjalnej biografii Kim Dżong Il urodził się w 1942 r. na świętej górze Pektu. Tamtego dnia zima miała zamienić się w wiosnę i pokazała się tęcza. W dniu jego śmierci przyroda była w żałobie: temperatura spadła o kilka stopni (była najniższa w tym sezonie), a poprzedniego dnia “na morzach od Wschodu i Zachodu wiatr wiał z prędkością 10 do 15 m na sekundę, wywołując dwu- i trzymetrowe fale”.

Pozostawiam to bez komentarza, a jeśli wciąż ktoś nie rozumie, niech szybko zerknie do kalendarza. Dedykuje wszystkim, którzy wciąż ślepo wierzą w narodzenia z dziewicy, czy iluś tam królów. A skoro już przy tym jesteśmy, życzę wszystkim Zdrowych i Wesołych Świąt, oby było na nich mniej religii, a więcej rodziny i chwili refleksji.

Saga “Zmierzch”: Księżyc w nowiu (2009)

Jakoś tak się utarło w społeczeństwie, że saga “Zmierzchu”, to rzecz dla emo-dziewczynek. Tematowi poświęciłem sporo miejsca w swoim opisie poprzedniej części dzisiejszego filmu, dlatego tym razem nie muszę tego robić. Tak, obejrzałem “Księżyc w nowiu”. Oto i dlaczego należy raczej unikać tego dzieła.

Jakby sprawę ująć krótko, to o ile pierwsza część była w miarę do przełknięcia, to druga jest nudna. Coś też jest w tych narzekaniach niektórych feministek, które zanalizowały powieść (przykro mi, nie pamiętam gdzie to czytałem) i nawet najbardziej konserwatywni widzowie muszą to przyznać. Ale, zacznijmy od streszczenia.

Fabuła

Bella kończy 18 lat. Nabawiła się jednak awersji do swojego wieku, bo przecież jest śmiertelna i się starzeje, w przeciwieństwie do Niego. Edward z kolei nie bardzo chce ją przemienić, ponieważ … coś-tam związane z duszą, wiecznym potępieniem itp. W ramach spóźnionego prezentu zapewne, zostawia ukochaną.

Główna bohaterka dostaje więc pewnego rodzaju depresji. Wraz z nią cierpi również widz, ponieważ film doskonale oddaje stan tej postaci. W ramach próby szukania pocieszenia, Bella przymila się do swojego kolegi z dzieciństwa: Jacoba. Napakowany chłopak może i nie świeci w dzień, ale nie jest taki znowu całkiem normalny. Ale ciii! Nie wiem co prawda, kto po trailerach i opisach jeszcze tego nie wie, ale może faktycznie ktoś taki jest, więc ja tego nie napiszę.

Romeo, ach gdzie jesteś…

Zamysłem twórców może i było trzymanie w niepewności widza, którego z amantów dziewczyna wybierze. Jak dla mnie to było oczywiste. Nie tylko dlatego, że mam jakieś wiadomości z kolejnych części, po prostu jak dziewczyna wymyśla coraz głupsze rzeczy aby zobaczyć zjawę Edwarda, to chyba raczej nie zamierza go definitywnie porzucać.

Gdzieś pod koniec seansu, na ekranie pojawia się w końcu jakieś życie. Zupełnie jakby ekipa się rozbudziła po całej gamie długaśnych, psudoromantycznych scen. I starają się nadrobić dotychczasowe braki. Następuje seria nagłych skoków akcji i dokonywania wyborów. Tak szybko, że nawet nie ma czasu na zastanowienie się, jakie to wszystko idiotyczne i takie jakieś poskładane ze skrawków fabuły pierwszej części, ochów, achów, samobójczych pragnień i chyba tylko fanki wiedzą czego jeszcze.

Kończ waść, wstydu oszczędź

Podsumowując: jeden żart, jedna ładna scena pościgu do dobrze dobranej piosenki oraz, jeśli akurat lubicie, to widok klat umięśnionych młodzieńców o indiańskich korzeniach (+ mniej wyćwiczonego i nieopalonego Edwarda). A i jeszcze jeden w miarę ciekawy motyw (mający może z 5 minut) z wampirzą polityką, o ile zapomni się, że te stworzenia nie palą się w Słońcu. A to wszystko w ciągu 2 godzin z okładem. Głównymi wadami “Nowego księżyca” są: dłużyzna, męczarnia i nuda. Zdumiewa mnie fakt, że ktoś mógłby sobie oglądać go raz po raz, z dodatkowymi komentarzami twórców.

Choć i tak wiem, że widzowie tego obrazu dzielą się na dwie główne kategorie: niedojrzałe nastolatki, które wyszły ze swoich pokojów obklejonymi plakatami Roberta Pattinsona oraz osoby im towarzyszące. Są jeszcze osoby postronne, albo nie znające sagi, albo chcące się z nią zmierzyć. Odradzam właśnie wam. A i jeszcze jedno: kto nazywa toto horrorem?!

Linki

Dla tych którzy myślą, że promowanie abstynecji ma sens

Niestety są takie osoby. Wolą wciskać ciemnotę młodzieży, zapewne przyjmując za pewnik, iż człek młody = głupi na tyle, aby nie mieć własnego zdania. Choćby i z tego powodu należy promować dobry (w sensie praktycznym, nie moralnym – zaznaczam, by nie było niedomówień) program edukacji seksualnej w szkołach, uwolniony od wpływów lobbistów, kierujących się interesami pewnych instytucji religijnych.

Podejrzewam, że opisane w artykule USA: wszechstronna edukacja seksualna lepsza niż promowanie abstynencji badania ich nie przekonają. To nic odkrywczego w końcu. Takie wnioski badacze tematu prezentują od lat. Z bliskiego nam podwórka jest przykład chociażby Holandii (to nie tylko marycha, prostytucja czy geje). No ale zawsze się znajdzie ktoś kto będzie dowodził swojego za pomocą współczesnej Wielkiej Brytanii, zupełnie jednak pomijając systemu socjalnego owego kraju – wierzę, że akurat tutaj, na Joggerze, nie trzeba tego dokańczać.

Uwaga: temat jest jak widać skrótem myślowym. Nieco kontrowersyjnym (czyżby wpływ Onetu?) przyznaje, ale też nie mogłem go robić bardzo długiego. Należy go czytywać jako: Dla tych, którą myślą, że promowanie abstynencji seksualnej, jak zastępstwa dla fachowej niereligijnej edukacji seksualnej w szkołach ma sens.