Dla tych którzy myślą, że promowanie abstynecji ma sens

Niestety są takie osoby. Wolą wciskać ciemnotę młodzieży, zapewne przyjmując za pewnik, iż człek młody = głupi na tyle, aby nie mieć własnego zdania. Choćby i z tego powodu należy promować dobry (w sensie praktycznym, nie moralnym – zaznaczam, by nie było niedomówień) program edukacji seksualnej w szkołach, uwolniony od wpływów lobbistów, kierujących się interesami pewnych instytucji religijnych.

Podejrzewam, że opisane w artykule USA: wszechstronna edukacja seksualna lepsza niż promowanie abstynencji badania ich nie przekonają. To nic odkrywczego w końcu. Takie wnioski badacze tematu prezentują od lat. Z bliskiego nam podwórka jest przykład chociażby Holandii (to nie tylko marycha, prostytucja czy geje). No ale zawsze się znajdzie ktoś kto będzie dowodził swojego za pomocą współczesnej Wielkiej Brytanii, zupełnie jednak pomijając systemu socjalnego owego kraju – wierzę, że akurat tutaj, na Joggerze, nie trzeba tego dokańczać.

Uwaga: temat jest jak widać skrótem myślowym. Nieco kontrowersyjnym (czyżby wpływ Onetu?) przyznaje, ale też nie mogłem go robić bardzo długiego. Należy go czytywać jako: Dla tych, którą myślą, że promowanie abstynencji seksualnej, jak zastępstwa dla fachowej niereligijnej edukacji seksualnej w szkołach ma sens.

11 thoughts on “Dla tych którzy myślą, że promowanie abstynecji ma sens

  1. Pytanie retoryczne? W każdym razie bardzo nikle graniczące z tematem notki, ocierające się w dodatku o kpinę z autora. To nie jest miłe. Nie mniej jednak postaram się na nie szczerze odpowiedzieć.
    Otóż, choć pewnie stosowanie abstynencji seksualnej ma ten plus, w postaci braku możliwości zakażenia się chorobami przenoszonymi drogą płciową, jak również chroni bardzo skutecznie przed możliwością pojawienia się potencjalnego dziedzica (o ile uznajemy to za zaletę), to jednak nie widzę nic więcej w niej dobrego. Dlatego też nie bardzo widzę sens w rozpowszechnianiu tej idei. Jest to wbrew biologii, przeciwko budowaniu więzi miedzy partnerami itp… Zakładając, że chodzi o stałą abstynencje seksualną.
    Jeśli rozpatrujemy czasową, np. “do ślubu”, to jest to kwestia zupełnie inna i dość złożona, jednak ja skrócę to do jednego zdania: nie wolno wciskać ludziom młodym jakiś pogadanek o czystości bez zapewnienia im wcześniej godziwej edukacji seksualnej, jak również w bardzo młodym wieku. Jeśli otrzymają takową i są dostatecznie dojrzali, aby wyrabiać sobie własne opinie, nie ma nic przeciwko, że jeśli chcą, to niech im tam jakaś katechetka, czy ksiądz, mówi o abstynencji (byle by to nie było za pieniądze z podatków, ale to już inny temat).

    Like

  2. Kpina? Bez przesady. Raczej pytanie retoryczne. No i ciekawi mnie zdanie autora. 🙂
    Jak dla mnie abstynencja seksualna ma zastosowanie głównie dla dzieci do, powiedzmy 18 roku życia. No i oczywiście nie popieram seksu z byle kim. Wiadomo, że jak się nie jest w związku to co innego. U dorosłych ludzi, w związku chyba bardziej szkodzi niż pomaga, bo seks to samo zdrowie ;). Na choroby weneryczne wystarczą badania lekarskie, a na zapobieganie ciąży jest wiele sposobów. Na przykład można zaspokajać się przez pierwszy tydzień okresu (tu chyba jest nawet stuprocentowa skuteczność) bądź stosować środki antykoncepcyjne.

    Like

  3. Na choroby weneryczne wystarczą badania lekarskie

    Na ten przykład AIDS jest wykrywalne dopiero jakieś 3 miesiące po zarażeniu.

    Na przykład można zaspokajać się przez pierwszy tydzień okresu

    Wątpię, tzw. metody naturalne mają skuteczność bodaj maksymalnie 60%.

    Jak dla mnie abstynencja seksualna ma zastosowanie głównie dla dzieci do, powiedzmy 18 roku życia.

    I właśnie tu jest to, co pisałem w notce:

    Wolą wciskać ciemnotę młodzieży, zapewne przyjmując za pewnik, iż człek młody = głupi na tyle, aby nie mieć własnego zdania.

    Like

  4. Na ten przykład AIDS jest wykrywalne dopiero jakieś 3 miesiące po zarażeniu.
    I oczywiście codziennie jestem narażony na zakażenie, co nie? O ile wiem jak się nie prowadzi rozwiązłego życia seksualnego (o tym już napisałem) i zachowuje się higienę to ryzyko jest przyzerowe.

    Wątpię, tzw. metody naturalne mają skuteczność bodaj maksymalnie 60%.
    Plemnik żyje niecały tydzień, a owulacja generalnie nie zaczyna się przed 13 dniem okresu. więc jeśli nie zachodzą jakieś anomalie to ryzyko raczej jest znikome.

    Like

  5. O ile wiem jak się nie prowadzi rozwiązłego życia seksualnego (o tym już napisałem) i zachowuje się higienę to ryzyko jest przyzerowe.

    Tak, zarażasz już od początku. I tak, to bardzo ogranicza możliwości zakażenia.

    więc jeśli nie zachodzą jakieś anomalie to ryzyko raczej jest znikome.

    Aby zaburzyć cykl wystarczy: przeziębienie, intensywny wysiłek, stres… takie tam anomalie. Nie wiele jest młodych kobiet które mają idealnie regularny cykl, dlatego te metody naturalne zaleca się raczej dojrzałym (ale nie przesadzajmy) kobietą.

    Like

  6. Aby zaburzyć cykl wystarczy: przeziębienie, intensywny wysiłek, stres… takie tam anomalie. Nie wiele jest młodych kobiet które mają idealnie regularny cykl, dlatego te metody naturalne zaleca się raczej dojrzałym (ale nie przesadzajmy) kobietą.
    Tak, ale raczej w drugą stronę. Przedłużające się okresy to standard. Z przedwczesnym okresem się nie spotkałem, a o ile się nie mylę owulacja ma miejesce ~14 dni PRZED rozpoczęciem cyklu. Myślę, że mylisz z naturalnymi metodami planowania rodziny (na przykład opartymi na obserwowaniu objawów). One rzeczywiście mają mniejszą skuteczność.

    Like

  7. Hmm, nie wysłałem chyba mojego komentarza. Odpiszę więc z pamięci.
    Otóż, nie jest łatwo wykryć owulację. To jest możliwe, ale wymaga doświadczenia i wiedzy. Na Wiki podpowiadają, że szkolenie trwa około 3 miesięcy. Co ciekawe, według tamtych tabelek, skuteczność prawidłowo stosowanych metod jest bardzo wysoka, dorównuje nawet antykoncepcji. Kluczem jest tu pewnie słowo “prawidłowo”. No i nie jest antykoncepcja, z całym dobrodziejstwem inwentarza (odsyłam do definicji “środka antykoncepcyjnego”).
    @IRem: wziąłem to z jakiejś pogadanki z seksuologiem. Za pewne chodzi o szanse, na niespłodzenie dziedzica.

    Like

  8. Ale taką “szansę” chyba dość ciężko zdefiniować na tyle, by móc podawać liczbę tego typu… Przecież nie chodzi o szansę na nie zajście w ciążę przy seksie. Przez przykład: Kuzynka, chcąc mieć dzieci, zaszła w ciążę dopiero kilka lat po ślubie. Nie pamiętam ile lat, powiedzmy 2. Załóżmy w miarę normalny popęd, z 200 razy w roku. Czyżby więc nie przejmowanie się miało skuteczność ponad 99.75%? 😉

    Like

  9. Czyżby więc nie przejmowanie się miało skuteczność ponad 99.75%? 😉

    85% jeśli dobrze pamiętam. Jak pisałem to raczej szacunki. A co do Twojej kuzynki, skąd wiesz, co miała w alkowie, może dopiero kilka lat po ślubie zdecydowali definitywnie postarać się o dziecko, a wcześniej coś ich powstrzymywało.

    Like

Comments are closed.