Saga “Zmierzch”: Księżyc w nowiu (2009)

Jakoś tak się utarło w społeczeństwie, że saga “Zmierzchu”, to rzecz dla emo-dziewczynek. Tematowi poświęciłem sporo miejsca w swoim opisie poprzedniej części dzisiejszego filmu, dlatego tym razem nie muszę tego robić. Tak, obejrzałem “Księżyc w nowiu”. Oto i dlaczego należy raczej unikać tego dzieła.

Jakby sprawę ująć krótko, to o ile pierwsza część była w miarę do przełknięcia, to druga jest nudna. Coś też jest w tych narzekaniach niektórych feministek, które zanalizowały powieść (przykro mi, nie pamiętam gdzie to czytałem) i nawet najbardziej konserwatywni widzowie muszą to przyznać. Ale, zacznijmy od streszczenia.

Fabuła

Bella kończy 18 lat. Nabawiła się jednak awersji do swojego wieku, bo przecież jest śmiertelna i się starzeje, w przeciwieństwie do Niego. Edward z kolei nie bardzo chce ją przemienić, ponieważ … coś-tam związane z duszą, wiecznym potępieniem itp. W ramach spóźnionego prezentu zapewne, zostawia ukochaną.

Główna bohaterka dostaje więc pewnego rodzaju depresji. Wraz z nią cierpi również widz, ponieważ film doskonale oddaje stan tej postaci. W ramach próby szukania pocieszenia, Bella przymila się do swojego kolegi z dzieciństwa: Jacoba. Napakowany chłopak może i nie świeci w dzień, ale nie jest taki znowu całkiem normalny. Ale ciii! Nie wiem co prawda, kto po trailerach i opisach jeszcze tego nie wie, ale może faktycznie ktoś taki jest, więc ja tego nie napiszę.

Romeo, ach gdzie jesteś…

Zamysłem twórców może i było trzymanie w niepewności widza, którego z amantów dziewczyna wybierze. Jak dla mnie to było oczywiste. Nie tylko dlatego, że mam jakieś wiadomości z kolejnych części, po prostu jak dziewczyna wymyśla coraz głupsze rzeczy aby zobaczyć zjawę Edwarda, to chyba raczej nie zamierza go definitywnie porzucać.

Gdzieś pod koniec seansu, na ekranie pojawia się w końcu jakieś życie. Zupełnie jakby ekipa się rozbudziła po całej gamie długaśnych, psudoromantycznych scen. I starają się nadrobić dotychczasowe braki. Następuje seria nagłych skoków akcji i dokonywania wyborów. Tak szybko, że nawet nie ma czasu na zastanowienie się, jakie to wszystko idiotyczne i takie jakieś poskładane ze skrawków fabuły pierwszej części, ochów, achów, samobójczych pragnień i chyba tylko fanki wiedzą czego jeszcze.

Kończ waść, wstydu oszczędź

Podsumowując: jeden żart, jedna ładna scena pościgu do dobrze dobranej piosenki oraz, jeśli akurat lubicie, to widok klat umięśnionych młodzieńców o indiańskich korzeniach (+ mniej wyćwiczonego i nieopalonego Edwarda). A i jeszcze jeden w miarę ciekawy motyw (mający może z 5 minut) z wampirzą polityką, o ile zapomni się, że te stworzenia nie palą się w Słońcu. A to wszystko w ciągu 2 godzin z okładem. Głównymi wadami “Nowego księżyca” są: dłużyzna, męczarnia i nuda. Zdumiewa mnie fakt, że ktoś mógłby sobie oglądać go raz po raz, z dodatkowymi komentarzami twórców.

Choć i tak wiem, że widzowie tego obrazu dzielą się na dwie główne kategorie: niedojrzałe nastolatki, które wyszły ze swoich pokojów obklejonymi plakatami Roberta Pattinsona oraz osoby im towarzyszące. Są jeszcze osoby postronne, albo nie znające sagi, albo chcące się z nią zmierzyć. Odradzam właśnie wam. A i jeszcze jedno: kto nazywa toto horrorem?!

Linki

4 thoughts on “Saga “Zmierzch”: Księżyc w nowiu (2009)

  1. Kolejny dowód na wyższość książki nad filmem 🙂 Kieeedyś obejrzałam 1. część i zawyrokowałam: romans dla nastolatek. Potem koleżanka namówiła mnie na książkę i wszystkie tomy pochłonęłam z wypiekami na twarzy, serio 😀

    Like

Comments are closed.