O Bogu-Wszechświecie

Jeden z moich czytelników zwrócił mi uwagę na pewną nieznaną mi do tych czas koncepcję teologiczną. Przedstawił ją jako chrześcijańską wersję Boga nowego modelu, podczas gdy to co do tej pory znaliśmy z lekcji religii, paciorka, czy witraży w kościołach, jest tzw. starym modelem. Dzisiaj wolne rozważania laicystyczne na podany temat.

Moją pierwszą reakcją, było uwaga, że jest to raczej podejście z kultur dalekowschodnich, ewentualnie bardzo pogańskich, gdzie uosabiano naturę z bóstwami. Historia uczy nas jednak, że religie się antropomorfizowały. I wydaje mi się, że wiem czemu, ale po kolei.

Taki Bóg-Wszechświat, rozumiany jako zbiór praw fizyki, faktycznie byłby niezwykle otwarty na wszelki rozwój naukowy. Wszak twierdzenie, że my, czy świat powstał na wskutek działania tychże praw dodawałby mnóstwa argumentów teologicznych. Nie trzeba było marnować tyle środków na negowanie niepożądanych odkryć.

Co jednak z dążeniem Nauki do uproszczenia modelu fizyki? Znamy mnóstwo praw opisujących pewne grupy zdarzeń, ale jeśli pokopiemy nieco głębiej, możemy stwierdzić, że szczegółowe zasady odnośnie jakiegoś zjawiska, są w istocie wynikiem sumy zachowań wielu cząsteczek, które reagują według znacznie prostszego zestawu. Przykładem może być chemia, zwłaszcza organiczna. Dostarcza sporo rozrywki ludziom ją studiującym, ale wszystko opiera się na atomach, które zdarzają się ze sobą, okazyjnie wymieniając się elektronami (upraszczając). Już nie wspominając o teorii superstrun: redukuje ona wszystko do drgań jednego rodzaju struktury. Czy nie jest to obdzieranie nowego Boga z jego boskości?

Nie wydaje mi się też, że ta koncepcja mogłaby zostać zaakceptowana przez chrześcijaństwo. Bo owa religia opiera się na cudach. Narodzenie z dziewicy, przemiana wody w wino, a to wszystko w konkretnym celu: aby niepiśmienni, prości ludzie (sorry, tacy wtedy byli) mogli poznać, że oto mają Mesjasza. Niestety dzisiaj to nie wszystkim wystarcza i wielu śmie nawet podważać te wspaniałe cuda, bezdusznie korzystając ze zdrowego rozsądku, czy czystej logiki.

A cuda nijak nie pasują do omawianej koncepcji boga: wszak dokonując cudu, takie bóstwo zaprzeczyło by samemu sobie. Swojej istocie. Wszak nawet my ludzie tworząc sobie wizerunki Bóstw obdarzamy je jakimś tam stopniu człowieczeństwem (np. dając emocje). Już nie wspominając o tym, że przecież na co świadomość zbiorowi praw fizyki? Jak ona miała by się objawiać?

Nie wypadało by więc prosić owego Boga o interwencje, dobre plony, bogatego męża, duży łup, czy zdanie matury. Nie, ludzie potrzebują Boga stojącego poza fizyką, który nie zawaha się jej złamać gdy zajdzie potrzeba.

A tak swoją drogą: argument o tym, że taki Bóg na pewno stworzyłby ludzi, łatwo podważyć przez proste stwierdzenie: zrobił to przypadkiem, po prostu się stało, pewnie nawet nie zauważył. Jaki jest więc sens czczenia takiego Boga?

51 thoughts on “O Bogu-Wszechświecie

Comments are closed.